Reklama

Reklama

Tyson Fury wyjawia, co się z nim działo podczas walki z Władymirem Kliczką

Spełnianie marzeń bywa zdradliwe - nierzadko zdarza się, że po osiągnięciu danego celu człowiek nie widzi dalszego sensu życia i trudno mu realizować kolejne ambicje. To właśnie spotkało Tysona Fury'ego (30-0-1, 21 KO), gdy w listopadzie 2015 roku zdetronizował Władymira Kliczkę (64-5, 53 KO).

Teraz "Król Cyganów" opowiedział o tym byłemu piłkarzowi Manchesteru United Gary'emu Nevillowi w cyklu "Gary Neville's The Overlap". Brytyjczyk przyznał, że problemy emocjonalne towarzyszyły mu już podczas potyczki ringowej z Ukraińcem.

- Wcześniej chciałem tylko podbić świat i nic innego się dla mnie nie liczyło - stwierdził mistrz WBC. - Gdy byłem młody, Kliczko był mistrzem, więc zawsze patrzyłem na niego, a gdy go przeszedłem, dla mnie to był koniec drogi - dodał.

- Nie chciałem tego dalej ciągnąć, dodatkowo byłem niestabilny psychicznie. Wchodząc z Kliczką między liny, byłem bardzo przygnębiony, zdołowany i niespokojny. Zawsze miałem na celu pokonanie Kliczki, który trzymał mnie w ryzach i na prostej ścieżce, ale gdy już to osiągnąłem, nie miałem nic innego, na czym mógłbym się skupić, co by mnie napędziło.

Reklama

Tyson Fury: Nie chciałem dłużej żyć

- To było jak całkowity zjazd w dół i nie chciałem dłużej żyć. Byłem pogodzony, by umrzeć w wieku 27 lat. Byłem gotowy na koniec, to wszystko. Nikt i nic nie mogło mnie przywrócić, nawet moja żona i dzieci. Nic mnie nie obchodziło. Każdego dnia, gdy się budziłem, chciałem po prostu umrzeć. Tylko ludzie, którzy przeszli przez depresję i temu podobne, zrozumieją, o czym mówię.

Fury poradził sobie na szczęście ze wszystkimi demonami i po prawie trzech latach wrócił na ring. Dalszą historię doskonale znamy - w lutym ubiegłego roku "Król Cyganów" zdeklasował Deontaya Wildera (42-1-1, 41 KO), zgarniając zielony pas. Teraz ma wyznaczone kolejne cele i jak zapewnia, nikt nie ma narzędzi, by go powstrzymać.

- Nigdy nie przegrałem walki i to się nie stanie, nie. Nie wydaje mi się, aby to miało miejsce. Nie ma nikogo, kto byłby w stanie mnie zwyciężyć. (...) Zostały mi dwie-trzy pojedynki, ponieważ w wadze ciężkiej nie widzę wyzwań. Każdy z nich został kiedyś pobity. Teraz stoi przede mną Wilder, a jak się z nim uporam, przyjdzie czas na Joshuę - zakończył Brytyjczyk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje