Reklama

Reklama

Tylko u nas. Rafał Jackiewicz: Przekręt w Niemczech przebił wszystko

- Owszem, były różne przekręty, ale ten przebił wszystko. Aż do tej pory nie wierzę w to, co robią z tym werdyktem tylko dlatego, że przegrali z Polakiem - irytuje się w rozmowie z Interią Rafał "Wojownik" Jackiewicz, były mistrz Europy w boksie zawodowym. Pięściarz z Mińska Mazowieckiego w sobotę niespodziewanie wygrał na punkty pojedynek na gali w Niemczech, ale teraz okazuje się, że przyjdzie mu przegrać przy "zielonym stoliku".

Artur Gac, Interia: Jak można najkrócej skomentować to, co dzieje się wokół werdyktu pana walki z Niemcem Rico Muellerem?

Rafał Jackiewicz, pięściarz zawodowy: - Najkrócej pasowałoby skwitować to tak: O ja ***! Jestem w sporcie całe życie, z czego w samym boksie od 2000 roku, a wcześniej w kick-boxingu od 1991 roku i powiem tak: pierwszy raz w swoim 43-letnim życiu spotykam się z taką sytuacją, która ma teraz miejsce.

Krótko po walce, zamiast pana niejednogłośnego zwycięstwa na punkty, w branżowym portalu boxrec.com pojawiła się adnotacja "no decision".

Reklama

- Od razu powiedziałem, że przecież nie mają żadnego punktu zaczepienia. No bo dlaczego niby mieliby zmienić werdykt walki? No chyba, że na 3:0 dla mnie, bo jeśli już coś zmieniać, to tylko w tę stronę. Przecież nie było żadnego liczenia, ani oficjalnych ostrzeżeń. Nic, zero. Dlatego nie wyobrażałem sobie, żeby bez jakiejkolwiek podstawy podważyć werdykt sędziów. Jedyne w tej walce, co otrzymałem, to upomnienie, żebym sobie nie żartował, bo w trakcie walki jak zwykle gadałem w stronę rywala i kibiców. On też otrzymał ustne ostrzeżenie, niezgłoszone do sędziów punktowych, za to, że unika walki. Podsumowując, żadne odejmowanie punktów nie miało miejsca.

A mimo to, jak wynika z wypowiedzi Charliego Podehla, menedżera Muellera, już tylko kwestią czasu ma być to, że niemiecka komisja Bund Deutscher Berufsboxer oficjalnie ogłosi unieważnienie werdyktu walki.

- On sam napisał mi to wczoraj w mailu, w którym zaproponował mi kolejną walkę 31 października w Niemczech. Napisał, że tutaj wygrał Mueller, a ja sobie wygram następną walkę, bo ten gość, z którym miałbym się zmierzyć, nie walczył trzy lata. A ja z grubej rury wystartowałem do niego, że jak to Mueller wygrał? Co to za cyrki się u was dzieją? Zaproponował mi pewną kwotę za następny pojedynek, ale odpisałem mu, że to za mało. Chcę tyle samo, ile dostałem za Muellera. Na razie jest cisza.

Odbiera to pan tak, że kolejną ofertą próbuje pana udobruchać?

- Dokładnie, żebym się już więcej nie odzywał. Słuchaj, nie ma problemu. Przecież ja dzisiaj, 43-letni dziadek, jestem przekupnym człowiekiem. Wystarczy mi tylko zapłacić i będę siedział cicho. Tu się śmieję, ale generalnie jest to bardzo przykre. Zwłaszcza, że bardzo wiele mnie kosztowało, żeby tam pojechać, stoczyć walkę i wygrać. W krótkim czasie musiałem zrzucić 11,5 kg, a po drodze było spanie na parkingu, przy lesie, bez pieniędzy i posilając się burgerami.

A sama organizacja, już na miejscu, też pozostawiała wiele do życzenia?

- I właśnie dlatego, czego nigdy nie robię, zażądałem pieniędzy za ten pojedynek już przed walką. Było tak, że gdy w piątek dojechaliśmy na miejsce, to kazali nam na drugi dzień, w dniu walki, do godziny 12 zwolnić pokój. Poza tym już nawet w piątek wieczorem, po ważeniu, nie było dla nas jedzenia. Wtedy napisałem do nich, że jeśli kasy nie będzie, najpierw do godz. 12, a później 18, gdy dotrę do hali, to nie wyjdę do walki. Zresztą tak naprawdę już byłem o krok, żeby zawinąć się i pojechać do domu, po tym jak opuściliśmy hotel. Tym bardziej, że później kontakt w ogóle się urwał. Zauważyłem ich w hali dopiero o godzinie 19:15, czyli 45 minut przed walką. Myślę sobie, kto normalny, oprócz mnie, w ostatniej chwili przebierze się, rozgrzeje, zabandażuje ręce i wyjdzie do ringu? Później okazało się, że Rico był tam już wcześniej, tylko dobrze go schowali. I dopiero wtedy, za pięć dwunasta, menedżer podszedł i wyciągnął kopertę, w której był plik banknotów w walucie euro. Pierwsza reakcja była taka, że mam to w nosie i wyjeżdżam, ale po chwili się zreflektowałem: przecież ja tam pojechałem po kasę! Gdy okazało się, że suma się zgadza, poszedłem się rozgrzewać.

Menedżer Podehl, dla portalu boxen1.com, tak przedstawia całą sprawę, związaną z odwołaniem: "natychmiast po ogłoszeniu werdyktu przez trójkę sędziów złożyliśmy sprzeciw do BDB. Po przeprowadzeniu rozsądnych i rzeczowych rozmów, walka została ponownie oceniona przez pięciu niezależnych sędziów w ramach wewnętrznych procedur BDB. I cała piątka sędziów wypunktowała zwycięstwo Rico Muellera, każdy dwoma punktami".

- (śmiech) nie do wiary! Chciałbym zobaczyć te wszystkie rundy, które wskazali dla Rico Muellera. Każdy, kto widział tę walkę, wie, że Niemiec uciekał przez cały pojedynek. W ogóle nie podejmował boksowania. Przez wszystkie rundy trafił mnie pięć razy. A ja nie dość, że biłem tyle, ile tylko mogłem, to jeszcze go trafiałem. Naprawdę, pod każdym względem byłem od niego lepszy. Jeszcze gdyby podjął walkę i rzucał ciosami choćby na gardę, wtedy jeszcze można by było to jakoś przełknąć, że wypunktują jego wygraną. Ale on przez cały pojedynek był pasywny i w żadnym elemencie nie miał przewagi.

Przez tyle lat zawodowego uprawiania sportu przecież doświadczył pan wiele tego typu historii.

- Owszem, były przekręty, ale ten przebił wszystko. Aż do tej pory nie wierzę w to, co robią z tym werdyktem tylko dlatego, że przegrali z Polakiem.

Niemcy spekulują nawet, że walka może nie tyle zostać unieważniona, co w grę mogłoby wchodzić nawet przyznanie zwycięstwa Muellerowi. "Strona Jackiewicza jednak musiałaby się na to zgodzić, ale to mało prawdopodobne" - napisano w tym samym tekście.

- Może dlatego menedżer Rico zaproponował mi kolejną walkę, w formie łapówki.

A gdyby faktycznie doszło do złożenia panu takiej "propozycji", by zupełnie odkręcić werdykt starcia z Muellerem?

- Niech zapłacą połowę gaży, którą już dostałem za walkę i niech sobie biorą to zwycięstwo (śmiech). Posłuchaj, trochę się śmieję, ale ja naprawdę nie żartuję. Mnie werdykt, jaki by nie był, ani nie pomoże, ani nie zaszkodzi. Wiadomo jaki jestem, poważny sport już dawno zostawiłem, a dzisiaj liczy się dla mnie kasa. Trzeba to uczciwie powiedzieć, że Rafał Jackiewicz przestał być sportowcem. I na pewno jest to przykre, bo jednak trochę zrobiłem w boksie, ale czas nie stoi w miejscu i dzisiaj prowadzę inne życie. A jeśli ktoś powie, że w ten sposób bym się sprzedał?

No właśnie - i co pan odpowie?

- Tak, sprzedaję się cały czas. Za każdym razem, gdy przyjmuję walkę, w pewien sposób się sprzedaję. Przecież przyjmując walki w ostatniej chwili jadę ze świadomością, że mam bardzo małe szanse, a w zasadzie zerowe na wygraną. Jednak tu chcę powiedzieć wyraźnie do wszystkich młodych sportowców - niech moje słowa nie będą dla was przykładem. Jak byłem w waszym wieku, to nigdy w życiu nawet bym tak nie pomyślał, że za kasę zrobię niemal wszystko, a dziś tak się dzieje. Dwadzieścia lat temu byłem sportowcem, walczącym dla idei, sukcesów i szacunku wśród znajomych. Wtedy najbardziej liczył się sport, a teraz to dla mnie czysty biznes. Dziś jestem starym dziadkiem, który zbiera na emeryturę.

Nie da się ukryć, że obecnie jest pan kontraktowany po to, żeby zarobić i przegrać przegrać, a pana przeciwnik dzięki temu miał całkiem cenne nazwisko w swoim bilansie walk.

- Oczywiście, że tak. Obecnie nie trenuję, nie jestem w reżimie treningowym, ale oczywiście cały czas się ruszam, prowadzę zajęcia, jestem w niezłej dyspozycji i dobrze wyglądam. Dlatego w każdej chwili, nawet z minimalnym wyprzedzeniem, jestem w stanie brać oferty. Szybko zrzucam parę kilogramów i wchodzę do ringu. Ja już zrobiłem swoje i nikomu nic w tej chwili nie muszę udowadniać. A tak naprawdę swoją wartość udowadniałem przez całe życie, od dziecka. Byłem mały, chudy, garbaty, z biednej rodziny, a ojciec był alkoholikiem. I musiałem pokazać wszystkim, że nie jestem od nich gorszy. Nie miałem nic, kradłem, obijałem "chamów", ale też piłem alkohol. I choć dzisiaj się "sprzedaję" w sporcie, to nie obchodzą mnie opinie innych. Tak jest i nie mam zamiaru dorabiać do tego żadnej ideologii.

Z takim podejściem łatwiej się żyje?

- Zdecydowanie. Gdybym miał przejmować się wszystkim, co mnie w życiu już spotkało i wciąż spotyka, to skończyłbym jak większość moich kolegów.

Rozmawiał Artur Gac

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy