Reklama

Reklama

"Tygrys" kończy, chyba że...

- Przechodzę na bokserską emeryturę. Wrócę, jeśli mojemu promotorowi uda się sfinalizować walkę z Royem Jonesem Juniorem. To byłby hit, mógłbym zarobić z 10 milionów euro. Nigdy tyle nie dostałem za występ - powiedział Dariusz Michalczewski w rozmowie z "Super Expressem".

- O pojedynku z Royem Jonesem Juniorem marzę od wielu lat. Nigdy do niego nie doszło, ale teraz wreszcie prowadzę rozmowy - dodał "Tygrys".

Reklama

- Obaj jesteśmy na rozdrożu, on też przegrał dwie ostatnie walki. Wojna z nim to byłoby coś. Pojedynek o ogromny prestiż, marzenia, kupę kasy i tytuł. Ale nie o WBO, WBC, czy IBF. To by była walka o "nasz tytuł". O tytuł Darka Michalczewskiego i Roya Jonesa. My byliśmy mistrzami przez lata. Teraz są już lepsi od nas, ale tak jak długo my dwaj byliśmy czempionami, to oni wszyscy razem wzięci nie będą - stwierdził Michalczewski.

- W 2000 roku wysłałem do Roya Jonesa list. Napisałem, że jeśli nie zgodzi się wyjść ze mną do ringu, to jest tchórzem. Pięć lat temu to byłby pojedynek gigantów. Wtedy jednak Roy Jones nie odpowiedział na moje wyzwanie. Może teraz się zdecyduje, ma bowiem taki sam dylemat jak ja: "Wracać czy nie? - wyznał Michalczewski.

Dowiedz się więcej na temat: tygrys | Tygrys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL