Koncert mistrzyni świata z Liverpoolu. Sędzia z Kanady chyba jednak przesadził
Rok temu w brazylijskim Foz do Iguacu polskie pięściarki wywalczyły aż siedem medali w Pucharze Świata. A to było zapowiedzią późniejszych sukcesów w mistrzostwach globu w Liverpoolu. Tam błysnęła Agata Kaczmarska, zdobyła złoto w kategorii +80 kg. I to ona jako pierwszy z Polek wyszła na ring w tegorocznych zawodach w Brazylii, znacznie lepiej obsadzonych niż tamte. Tyle że w kategorii 75 kg, czyli najwyższej olimpijskiej, co jasno mówi o planach zawodniczki. Rezultat starcia z Marokanką Mounią Tourtire był jednogłośny.

Rok temu w pierwszym PŚ w Brazylii wystąpiło 130 zawodniczek i zawodników z 19 państw, w większości kategorii do medalu wystarczyła jedna wygrana walka. Albo nawet żadna. Dziś takie przypadki są sporadyczne i dotyczą właściwie tylko dwóch najcięższych kategorii u kobiet, z których jedną nawet i polski zespół odpuścił. Może też i dlatego, że olimpijski limit kończy się na wadze 75 kg - to ona staje się tu najważniejsza.
I tu właśnie rywalizuje Agata Kaczmarska - nasza mistrzyni świata z Liverpoolu w wadze powyżej 80 kg, a później triumfatorka finału PŚ w Indiach w wadze 80 kg. Gdyby była w tej najwyższej, jako liderka rankingu World Boxing, zostałaby rozstawiona. Nawet w 80 kg jest szósta na listach WB.
W niższej, 75 kg, jednak nie jest. I stąd na ring musiała wyjść już w 1/8 finału - zgłosiło się bowiem 15 pięściarek.
A ona skrzyżowała rękawice z Mounią Toutire z Maroka, która rok temu walczyła w MŚ w Serbii, ale tych prowadzonych przez IBA. I dotarła tam do ćwierćfinału w niższej kategorii wagowej, poniżej 70 kg. Dziś większość krajów przejęła World Boxing - stąd w Foz du Iguacu aż blisko 400 uczestników z 50 państw.
Puchar Świata w boksie. Agata Kaczmarska kontra rywalka z Maroka w 1/8 finału
Kaczmarska nie zostawiła swojej rywalce żadnych złudzeń. Od początku kontrolowała walkę, ale nie wdawała się z nią w żadne dłuższe wymiany. Niższa, z mniejszym zasięgiem ramion doskakiwała, popisywała się akcją i już przechodziła do obrony. Rywalka zaś czuła siłę tych strzałów. U wszystkich arbitrów Polka wygrała to starcie, Kanadyjczyk wskazał nawet 10:8. Chyba jednak trochę przesadził.

Prawdziwy koncert mistrzyni świata dała jednak w drugim starciu - tu już była o klasę lepsza. Stąd i można zrozumieć ponowne 10:8 arbitra z Kanady Edwarda Blancharda, pozostała czwórka dała po 10:9. A to oznaczało, że Polka była już praktycznie w ćwierćfinale.
W ostatnich trzech minutach wyraźnie odpuściła, mniej było akcji zaczepnych z jej stron. A wyższa od niej rywalka rzuciła się do ataku, ale niewiele mogła zdziałać. Niemniej sędziowie z Kazachstanu i Iraku wskazali na 10:9 dla niej. Pozostała trójka wybrała Polkę.
Łącznie Kaczmarska wygrała tę walkę 5:0, dwa razy 29:28, dwa razy 30:27 i raz... 30:25. Właśnie na karcie Blancharda. I to bez karnych punktów za ostrzeżenie. W boksie to przepaść.

W walce o strefę medalową Polka w czwartek powalczy z Australijką Emmą Sue Greentree, rozstawioną tu z numerem 2. To zaś brązowa medalistka MŚ w Anglii - właśnie w tej kategorii wagowej.












