Trzy medale dla Polski w 60 minut. Znów jesteśmy światową potęgą. Trener "przestraszony"
- Jechałem na te mistrzostwa nieco przestraszony, a w tym momencie robimy wynik historyczny, ponieważ nigdy nie było siedmiu medali mistrzostw Europy. To też pokazuje, jaki mamy potencjał, że pomimo braku szczytu dyspozycji w końcówce listopada, dziewczyny biją rekord. Ogromnie się cieszę - zaciera ręce w rozmowie z Interią Tomasz Dylak, trener kobiecej reprezentacji Polski w boksie. "Biało-czerwone" robią furorę na młodzieżowych mistrzostwach Europy w Budapeszcie. Trwają medalowe żniwa.

Artur Gac, Interia: Jestem poruszony, więc wybacz kolokwialną formę pierwszego pytania: Co wy wyprawiacie w tym Budapeszcie? Sześćdziesiąt minut i trzy medale na szyi dziewczyn zapewnione, najpiękniej nawiązujecie do wielkiej historii polskiego boksu.
Tomasz Dylak, trener reprezentacji Polski: - Wiesz, jechałem tutaj trochę przestraszony. To dlatego, że dziewczyny są już zmęczone sezonem, jednak od stycznia wykonywały ciężką pracę. Były Puchary Świata, było wiele różnych turniejów, tych startów dziewczyny mają na koncie mnóstwo. W związku z tym widać, że nasze "jedynki" (liderki w swoich kategoriach wagowych - przyp.), które tak długo były w reżimie pracy, są w formie na 80 procent. Dlatego w walkach dużo bazują na doświadczeniu i charyzmie niż na szczycie formy, a pomimo tego wygrywają pojedynki. To dlatego jechałem na te mistrzostwa nieco przestraszony, a w tym momencie robimy wynik historyczny, ponieważ nigdy nie było siedmiu medali mistrzostw Europy. To też pokazuje, jaki mamy potencjał, że pomimo braku szczytu dyspozycji w końcówce listopada, dziewczyny biją rekord. Ogromnie się cieszę.
Napisałem na portalu X, nie po raz pierwszy nawiązując w twoim przypadku do legendarnego Feliksa Stamma, że biegasz między ringiem a szatnią jak nieodżałowany "Papa" w najlepszych latach.
- (uśmiech) Wiadomo, że to jest nerwowe, gdy ma się walkę po walce. Kończy się jeden pojedynek, a ja już podczas werdyktu myślę o następnej dziewczynie, jak ona ma walczyć. To są nerwowe momenty, ale oczywiście cieszę się, że tyle zawodniczek jest w tej fazie turnieju. I oby tak było zawsze.
Przeanalizujmy krótko występ trzech dziewczyn z sesji przedpołudniowej. Nikola Prymaczenko w wadze 54 kg.
- Nikola, będąc "dwójką" w kadrze, tutaj ma szczyt formy. Dała dwa świetne pojedynki, w tym drugim walczyliśmy z siostrą-bliźniaczką poprzedniej przeciwniczki, gdy walka była bardzo bliska. A dzisiaj Nikola każdą rundę wygrała, miała je pod kontrolą. Boksowała dobrze technicznie, prezentowała dobre kontry, więc podoba mi się jej dyspozycja. Nie pamiętam, kiedy Nikola była w takiej formie. Tym bardziej cieszy mnie jej zwycięstwo, że walczyliśmy z gospodarzem, więc baliśmy się, że przy równych rundach sędziowie mogą trochę pomóc Węgierce, ale zwycięstwo Nikoli było zdecydowane.
Następnie do ringu weszła medalistka olimpijska, Julia Szeremeta, kategoria 57 kg.
- Julia już czuje obciążenia, jednak u niej stres i presja są na wyższym poziomie niż u innych zawodniczek. Do tego ma kontuzję prawej ręki, przez co przygotowania były na pół gwizdka. I trochę to widać w walkach. Dzisiaj zawalczyła lepiej, ale też przeciwniczka bardziej nam pasowała pod względem stylu. Cieszę się, że pomimo braku szczytowej formy, Julka umie wygrywać doświadczeniem i charyzmą, przeciągając pojedynki na swoją korzyść.
I przyszła kolei na Basię Marcinkowską, kategoria 70 kg.
- Basia fajnie ustawiła walkę lewym prostym. Ten lewy kuł tak, że nie pamiętam kiedy Basia po raz ostatni wsadziła rywalce tyle lewym prostych. Może to nie była jej świetna walka, bo stoczyła dużo lepszych pojedynków, w których otrzymywała mniej ciosów, ale tu też było widać jej duże doświadczenie. Nawet w troszkę gorszym momencie z powrotem wracała do lewego prostego i kontrolowała pojedynek, z czego tylko się cieszyć.
Tym lewym prostym tak stemplowała, że aż przypomniał się Witalij Kliczko i jego znak rozpoznawczy, zabetonowany na lata.
- Trochę to tak wygląda. Basia często miała lewy prosty do połowy pojedynku, a później już trochę nie funkcjonował, nie był taki sztywny i rozbijający. Tym razem przez trzy rundy nim operowała, co można uznać u Basi za poprawę.
Uszkodzona jest chrząstka. Wcześniej złamana była kość, ona się zrosła, ale cały czas odczuwalny jest ból. Tylko, jak podkreślam, to nie jest narzekanie, czy szukanie przyczyny w tym, że Julka wczoraj dała średnią walkę. To w żadnym stopniu nie wynika z prawej ręki, dlatego takiego tłumaczenia nawet nie szukamy.
Powiedz więcej o problemie z prawą ręką u Julii. To poważne zmartwienie?
- To kontuzja od mistrzostw świata, od pierwszej rundy i walki z Ibragimową. Dlatego Julka nie używała tej ręki w przygotowaniach. Dopiero w ostatnich dziesięciu dniach zaczęła delikatnie uderzać prawą ręką. Julka bardzo chciała wystąpić na tych mistrzostwach Europy, pomimo iż wiedziała, że to przeszkadza. Jednak w żaden sposób nie szukamy usprawiedliwienia i proszę, by nikt nie robił z tego tytułów. My nawet za bardzo nie chcemy o tym mówić, bo Julka była zdecydowana, aby wystąpić w Budapeszcie, pomimo że dałem jej przestrzeń, żeby podjęła decyzję. Nie zmuszałem jej do występu, to ona chciała tu zabokować. Dlatego mówię, przygotowania były na pół gwizdka i nie były długie, bo trzeba jej było dać trochę przerwy po mistrzostwach świata. W związku z tym jadąc tutaj czułem trochę strach na zasadzie "co to będzie?", bo to jednak nie mój cykl przygotowawczy i nie miałem pewności, a po samych wynikach na razie jest dobrze.
Zachowawczym leczeniem poradzicie sobie, czy konieczna może okazać się ingerencja chirurgiczna?
- Wydaje mi się, że jeśli zrobimy długą przerwę, a taką planujemy i miesiąc lub nawet półtora będzie wolniejszy od boksu, to możliwe, że obejdzie się bez żadnej operacji.
To kwestia kości? Więzadeł?
- Uszkodzona jest chrząstka. Wcześniej złamana była kość, ona się zrosła, ale cały czas odczuwalny jest ból. Tylko, jak podkreślam, to nie jest narzekanie, czy szukanie przyczyny w tym, że Julka wczoraj dała średnią walkę. To w żadnym stopniu nie wynika z prawej ręki, dlatego takiego tłumaczenia nawet nie szukamy.
W mistrzostwach nie wystawiacie żadnej zawodniczki w kategorii 60 kg. Jakimi okolicznościami jest spowodowana ta decyzja?
- To jedyna kategoria, w której rzeczywiście nie wystawiamy nikogo. Miała w niej startować Aleksandra Jankowiak, utytułowana juniorka, jednak doznała kontuzji nosa i do końca roku nie boksuje. A zawodniczki dobre w tych kategoriach wagowych, czyli Wiktoria Hass i Anastazja Michałek, są rocznikowo już o rok starsze. Z tych powodów nie mogliśmy wystawić żadnej dobrej zawodniczki w tej wadze.
Rozmawiał Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl













