Trudna przeprawa Anthony'ego Joshuy zakończona nokautem

​To był dużo trudniejszy test niż większość się spodziewało. Anthony Joshua (15-0, 15 KO) zaczął świetnie, potem sam był na skraju nokautu, ostatecznie jednak to on zastopował po niezłej bitce dzielnego i twardego Dilliana Whyte'a (16-1, 13 KO).

Emocje były podgrzewane od wielu tygodni, więc gdy obaj pojawili się już między linami, wszystko eksplodowało. Kibice musieli być przygotowani na wszystko, bo zarówno jeden jak i drugi potrafi rozstrzygnąć. 

Reklama

Już w dwudziestej sekundzie mistrz olimpijski trafił prawym krzyżowym i poszedł w swoim stylu za ciosem. Krótka kanonada nie przyniosła jednak rozstrzygnięcia. Na początku trzeciej minuty Joshua znów trafił akcją lewy-prawy. Zamroczony Whyte walczył o przetrwanie, ale udało się. 

Ułamek sekundy po gongu trafił raz jeszcze, co rozwścieczyło Dilliana, który rzucił się na rywala, by wymierzyć sprawiedliwość. Po kilku sekundach na ringu było już ze dwadzieścia osób i zrobił się niezły kocioł. Na szczęście udało się opanować sytuację.

To było tylko preludium przed drugim starciem. W połowie Joshua trafił prawym podbródkowym. Za moment poprawił akcją lewy-prawy, posyłając przeciwnika na liny. Ruszył dokończył dzieła zniszczenia, ale półprzytomny Whyte zamknął oczy, huknął lewym sierpowym na szczękę i teraz pod Joshuą ugięły się nogi! Teraz to on walczył o przetrwanie!

W trzeciej odsłonie obaj walczyli ze swoimi słabościami, przy czym Dillian skoncentrował się na obijaniu tułowia Joshuy, który przecież nigdy w życiu nie wyszedł do czwartej rundy.

W czwartym starciu Anthony wszystko poukładał. Zaczął lepiej dystansować, wróciła szybkość i teoretycznie deklasował Whyte'a. Problem w tym, że był już na tyle zmęczony, że nawet czyste ciosy nie robiły już na rywalu takiego wrażenia jak na starcie.

Zaraz na początku piątej rundy Joshua dwukrotnie złapał rywala akcją lewy-prawy. Co zobaczył? Uśmiech Whyte'a. Po gongu kończącym ten odcinek obaj już bardzo ciężko oddychali i wydawało się, że o wszystkim może zdecydować... charakter.

Ale to panujący wciąż mistrz olimpijski wagi super ciężkiej szybciej opanował kryzys. Zaczął odpowiednio różnicować moc swoich uderzeń, powoli zaczęła wracać szybkość i w szóstej rundzie znów wyraźnie prowadził. "Łajdak" nie zamierzał jednak odpuszczać...

Joshua dokończył to, co zaczął w drugiej rundzie. W siódmej naruszył przeciwnika potwornym prawym sierpowym w okolice skroni. Ruszył na zranioną ofiarę, lecz nie potrafił poprawić. W końcu złapał Whyte'a przy linach, wystrzelił straszliwym prawym podbródkowym, zwalając oponenta na deski. Sędzia policzył do trzech i widząc nieprzytomnego Dilliana przerwał dalsze liczenie, ogłaszając wygraną Anthony'ego! Co za test! I co najważniejsze, zdany test.

Dowiedz się więcej na temat: Anthony Joshua | Dillian Whyte

Reklama

Reklama

Reklama