Trener Szeremety nagrał specjalny wywiad. Oficjalnie, już nie ma odwrotu. "Rewolucja"
Istna rewolucja i szaleństwo w jednym - tak można nazwać misję, na jaką zdecydował się "Trener Roku 2025", czyli Tomasz Dylak, obejmując posadę szkoleniowca głównego (head coacha) obu kadr seniorskich - kobiet i mężczyzn. W żeńskiej reprezentacji Polski wypracował sobie potężną pozycję, ugruntowaną powtarzalnością na największych imprezach, a złotymi zgłoskami zapisaną przede wszystkim srebrnym medalem olimpijskim Julii Szeremety. Dlaczego to zrobił?

Czas pokazał, że końcówka niedawnego, obszernego wywiadu Interii z trenerem Tomaszem Dylakiem, była symptomatyczna. Przypomnijmy ten fragment...
I teraz, na dużym zmęczeniu, mam dla ciebie konkretne pytanie. Gdybyś przejął kadrę mężczyzn, to zrobiłbyś z nią to samo?
- Tak. Czuję, że osiągnąłbym powoli ten sam sukces, który osiągnąłem z kobietami. Traf chciał, że w moim klubie największe sukcesy osiągały kobiety i naturalnie poszedłem do kadry kobiet, ale przez wiele, wiele lat współpracowałem z mężczyznami, co jest trochę łatwiejsze (uśmiech). Jestem pewien, że wcześniej czy później osiągnąłbym te same sukcesy z kadrą męską.
Czego brakuje naszym mężczyznom?
- Na pewno potrzeba czasu. Grzegorz Proksa jest bardzo dobrym trenerem, charyzmatycznym, który ma w sobie dużo energii. Może jeszcze mu brakować trochę doświadczenia, czyli czasu na popełnianie błędów, których mi się zdarzało bardzo dużo w klubie. Na pewno też jest analitycznym umysłem, który szybko wyciąga wnioski. Więc w tym momencie powiedziałbym, że jemu potrzeba czasu.
Tak jak wchodziłeś do kadry kobiet i powiedziałeś, co było strzałem w dziesiątkę, że jednym z założeń jest postawienie na trening motoryczny, tak w przypadku mężczyzn powiedziałbyś to samo?
- Tu mam inne wnioski, a kadrę mężczyzn widzę bardzo mocno od środka, bo często jeździmy razem na zawody. Widzę z boku ich cykl przygotowawczy i to, jak pracują. Więc wnioski mam inne, ale nie chciałbym głośno o tym mówić. Na pewno parę rzeczy bym zmienił, konkretnie wiem jakie, ale nie chciałbym na głos tego mówić. Każdy trener ma inną koncepcję pracy.
Trwa wiele plebiscytów, w licznych istnieje kategoria "Trener Roku". Mówiąc nieskromnie, jesteś nastawiony, że gdy przyjdą rozstrzygnięcia, Tomasz Dylak będzie nagradzany w polskim sporcie?
- Wcześniej czy później będę, ale nie wiem, czy to będzie już ten rok. Również parę lat wcześniej miałem wizję, że odbieram tę nagrodę dla "Trenera Roku". Sama nominacja jest dla mnie dużym wyróżnieniem, bo jednak jestem człowiekiem, który nie uprawiał tej dyscypliny i zaczynałem od zupełnego zera. Właściwie było to coś niemożliwego, aż nierealnego. Wydaje mi się, że jest szansa już w tym roku, ale nie jestem pewien.
Tomasz Dylak: Byłem klepany po plecach, teraz podejmuję duże ryzyko
Sytuacja ułożyła się tak, że trener Tomasz Dylak najpierw odebrał nagrodę dla najlepszego trenera 2025 roku w polskim sporcie, a w ostatnich dniach Polski Związek Bokserski ogłosił, że powierza twórcy potęgi kobiecego boksu rolę head coacha. Mówiąc obrazowo jest to rola "nadtrenera". Czyli z jednej strony ogromny przywilej i docenienie zasług, z drugiej skok odpowiedzialności na niewidzianym dotąd poziomie.
Krótko mówiąc, pochodzący z Gostynia fachowiec, jednogłośną decyzją zarządu PZB zaczął pełnić funkcję trenera głównego obu kadr seniorskich kobiet i mężczyzn. Innymi słowy pozostał szkoleniowcem żeńskiej kadry, a dodatkowo także zastąpił dotychczasowego trenera, Grzegorza Proksę za sterami reprezentacji mężczyzn.
O tym, że szkoleniowiec, który - jak sam mówi o sobie - był w tym sporcie nikim, a pracę zaczynał całkowicie od zera, jest postacią unikalną, świadczy jego wewnętrzna motywacja, dla której zdecydował się zaryzykować dorobek ostatnich lat.
To jest ogromne wyzwanie. Z jednej strony je uwielbiam, życie poza komfortem i walkę o coś niemożliwego, bo dla mnie to trochę taka walka. I pewnie dla większości społeczeństwa bokserskiego będzie to coś niemożliwego, czyli połączenie obu kadr i koordynowanie mężczyzn oraz kobiet. Ale ja uwielbiam takie wyzwania i nie ukrywam, że jestem nim podniecony
Szkoleniowca daje do zrozumienia, że taki ciąg zdarzeń, jaki właśnie się dokonał, był czymś, co już miał w swoje głowie. Wizualizował sobie taki scenariusz, wobec czego nie ma mowy o tym, aby euforię równoważył strach i niepewność.
- Chłopaki muszą złapać ze mną chemię i mi zaufać, a na to potrzeba chwili czasu, ale ja o to się nie boję. W mojej głowie już od trzech lat rodziło się, że może dojść do takiej sytuacji, więc plan w głowie miałem. I teraz trzeba będzie go zrealizować. Trzeba będzie dać z siebie dużo energii, to jest na pewno rewolucja i duże ryzyko. Bo jednak miałem już spokój i komfort, sukcesy z kobietami były cały czas, byłem klepany po plecach, zbierałem gratulacje, a teraz podejmuję duże ryzyko. Ale ja uwielbiam rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydają się niemożliwe - zapewnił.
Świadomie w tym samym wywiadzie nazywa rzeczy po imieniu, mówiąc że nadchodzi "duża rewolucja", ale w jego przeświadczeniu taka, która przyniesie wiele korzyści. - Chciałbym być zapamiętany jako dobry człowiek, który był wizjonerem, wprowadzał wizje w życie, otaczał się dobrymi ludźmi, wprowadził dobre wartości i potrafił zjednać całe środowisko - nakreślił swoje priorytety.













