Reklama

Reklama

Tony Bellew znokautował Davida Haye'a na gali w Londynie

W walce dwóch Brytyjczyków Tony Bellew pokonał przez techniczny nokaut Davida Haye'a w 11. rundzie podczas gali w O2 Arena w Londynie. "Hayemaker" długo ambitnie walczył z kontuzją, aż w końcu wyleciał za ring, a z jego narożnika rzucono ręcznik.

- Trzymam kciuki za Bellewa - rzucił Mateusz Masternak, który kilka minut wcześniej pokonał w Dzierżoniowie na punkty Rosjanina Aleksandra Kubicza. "Master" doskonale pamięta pojedynek z grudnia 2015 roku, kiedy pokazał wielkie serce i nieznacznie przegrał na punkty z "Bomberem".

Reklama

Później Masternak walczył w kwietniu zeszłego roku na gali Polsat Boxing Night, a Bellew doczekał się podobnego wydarzenia w Wielkiej Brytanii.

W hali O2 Arena w Londynie Bellew zmierzył się w sobotę z Davidem Haye'em. Faworytem był urodzony w Londynie "Hayemaker", który miał większe doświadczenie w wadze ciężkiej. Haye jednak przed pojedynkiem narzekał na naciągnięcie ścięgna. Istniało nawet ryzyko odwołania tego starcia.

Walka doszła do skutku, a od początku było to pasjonujące widowisko. Starszy Haye ruszył na rywala, ale pod koniec pierwszej rundy Bellew pokazał, że jest czujny i czyha na błąd londyńczyka.

W kolejnych dwóch rundach walka nieco straciła na atrakcyjności. Bellew cały czas był "na wstecznym", ale w zwarciach potrafił skontrować. Haye sprawiał wrażenie zaskoczonego ambitną postawą przeciwnika.

W czwartej rundzie dwa sierpy trafiły głowy Bellewa, który uciekł z opresji. W piątej wciąż w natarciu był Haye, który zadawał więcej ciosów, ale nie robiło to na Bellewie wrażenia, choć nad okiem pięściarza z Liverpoolu pojawiło się rozcięcie. 

Działo się za to w kolejnym starciu! Potężny prawy Bellewa wylądował na głowie Haye'a i zaczęła się szalona wymiana ciosów. "Jak na weselu!" - krzyczał komentujący walkę w Polsacie Sport Janusz Pindera. Haye był liczony, ale dotrwał do końca rundy i na bardzo miękkich nogach z trudem doszedł do narożnika. To była ringowa wojna na wyniszczenie! 

Sędzia nie przerwał walki i pozwolił na kontynuowanie pojedynku, choć Haye miał już wyraźnie dosyć. Wydawało się, że nokaut jest kwestią czasu. Co ciekawe, Haye przetrwał też siódme starcie, bo po prostu Bellew nie miał sił, by go skończyć. Haye znów szedł do narożnika na miękkich nogach.

W ósmym starciu już nikt nie myślał o pracy nóg, czy obronie, a obaj skupili się na odpoczynku. Haye opuszczał ręce i zapraszał Bellewa do ataków. Ten nie miał energii i nie kwapił się do walki. Czekał, by w kolejnej rundzie zaatakować.

Dziewiąta runda zaczęła się od niespodziewanych sierpów Haye'a, który jednak nie trafił czysto. Obaj słaniali się po ringu, a Haye'owi chyba odnowiła się kontuzja nogi. Jego prawa stopa po prostu ciągnęła się za nim, ale ambicją pięściarz z Londynu wiele nadrabiał. Pod koniec rundy Bellew został trafiony poniżej pasa, za co jego rywal dostał dużą porcję gwizdów.

Początek dziesiątego starcia to z kolei... cios poniżej pasa Bellewa. To samo zrobił minutę przed końcem, a denerwować zaczął się też sędzia ringowy. Walka zrobiła się nieczysta. Gdy Bellew chciał podać rękę Haye'owi, ten wyprowadził błyskawiczny cios nad głową rywala.

Haye walczył o przetrwanie, ale imponował ambicją i wolą zwycięstwa. Na punty prowadził Bellew, więc "Hayemaker" musiał szukać nokautu. Bellew punktował, a w końcu się doczekał. Po kolejnych ciosach Haye wypadł za ring, ale ambitnie chciał wrócić. Sędzia zaczął go liczyć, a z narożnika byłego mistrza świata poleciał ręcznik. To oznacza, że 29. starcie w karierze wygrał Bellew.

Pojedynek obserwował Anthony Joshua, mistrz wagi ciężkiej. Bellew być może zmierzy się z nim w walce o pas.

Łukasz Szpyrka

Dowiedz się więcej na temat: haye | Tony Bellew

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje