Reklama

Reklama

Tony Bellew zdemolował BJ Floresa

Tony Bellew (28-2-1, 18 KO) znokautował BJ Floresa (32-3-1, 20 KO) w pierwszej obronie tytułu mistrza świata federacji WBC kategorii junior ciężkiej, po czym rzucił się do bitki ze sławnym Davidem Hayem, który ma być jego kolejną przeszkodą - już w wadze ciężkiej.

Amerykanin lepiej wszedł w ten pojedynek i na początku to on nieznacznie dyktował warunki, wyprzedzając akcje mistrza. Ten jednak w końcu uderzył mocnym lewym hakiem na korpus. Rywal z grymasem bólu obrócił się w stronę sędziego, próbując zareklamować uderzenie poniżej pasa.

Champion natychmiast doskoczył i lewym sierpowym posłał przeciwnika na kolana. Flores przyjął wymiany po liczeniu do ośmiu, ale pół minuty przed końcem kolejny lewy sierpowym na górę po raz drugi wysłał go na matę ringu. Zanim zabrzmiał gong na przerwę, Bellew zdołał po raz trzeci doprowadzić oponenta do liczenia - tym razem dla odmiany prawym sierpowym. Gdy jednak sędzia doliczył do dwóch, zabrzmiał zbawienny dla Amerykanina gong.

Było to tylko odroczenie egzekucji. Co prawda Flores podjął walkę, ale na początku trzeciej minuty trzeciej odsłony Tony świetną kombinacją prawy hak na dół-lewy sierp na głowę zakończył potyczkę. I nie czekał na owacje swoich kibiców, tylko wyskoczył poza ring i rzucił się do bitki... z Davidem Hayem (28-2, 26 KO), byłym mistrzem świata królewskiej kategorii. Na szczęście w porę rozdzieliła ich ochrona.

Reklama

"Ci dwaj kolesie, których pokonałeś po powrocie, nadają się co najwyżej do pracy w jakimś klubie nocnym" - krzyczał Bellew w kierunku "Hayemakera"

"To co zrobiłeś to był żart z kibiców, obrabowałeś każdego, kto zapłacił pieniądze za bilety na te dwie walki. Przed tym pojedynkiem zapowiadałeś, że Flores mnie pokona. Zdemolowałem go i zrobię to samo z tobą. Pamiętasz nasze dawne sparingi? Boże, przecież w rękawicach 10-uncjowych ułożę cię do snu. Skończysz tak samo jak Flores" - kontynuował Bellew.

"To był dobry występ Tony'ego, bo pokonał naprawdę solidnego pięściarza. Trzeba jednak dodać, że sam zainkasował sporo i był dziurawy w obronie. Gdyby tego wieczoru spotkał się ze mną, po pierwszym celnym ciosie byłoby już po wszystkim. Jeśli więc chce iść do wagi ciężkiej i zmierzyć się ze mną, ja jestem również chętny. W mojej opinii będzie to dla mnie wyjątkowo łatwa robota. Nie więcej niż dwie rundy. Istnieje niebezpieczeństwo, że mógłbym go znokautować nawet lewym prostym" - drażnił się z potencjalnym przeciwnikiem Haye.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje