Reklama

Reklama

​Tomasz Babiloński: Świadomie rzucamy wszystko na jedną szalę

Pięściarza wagi ciężkiej Krzysztofa Zimnocha czeka walka rewanżowa o "być albo nie być" z Amerykaninem Mikiem Mollo 25 lutego na gali w Szczecinie. - Jeśli Krzysiek znów pójdzie na "ogień" w pierwszych dwóch rundach, to może powtórzyć się scenariusz, bo tamten skurczybyk ma nieziemską siłę - podkreśla Tomasz Babiloński, współpromotor sportowca z Białegostoku.

Interia: Wielu kibiców przewiduje powtórkę z rozrywki, czyli ponowną porażkę Krzysztofa Zimnocha z Mikiem Mollo. Jeżeli powieli się scenariusz i Krzysztof zostanie ekspresowo znokautowany, to jaka przyszłość go czeka?

Reklama

Tomasz Babiloński (promotor bokserski): - Ciężko będzie cokolwiek tworzyć, jeśli nie będziemy mogli pobić emerytowanego Mollo. Nie będę nikogo czarował, bo Mollo jest zawodnikiem, który najlepsze lata ma już za sobą. Inna sprawa, że ciągle jest niebezpieczny w pierwszych dwóch, może trzech rundach. Wszyscy o tym wiemy, od dawna.

A więc jak Polak powinien boksować?

- Mądrze i nie wchodzić w beznadziejną wymianę ognia. Moim zdaniem Mollo nie będzie miał kondycji na drugą połowę walki, bo przecież on nie trenuje tak mocno, jak robi to Zimnoch. Amerykanin ma małą aktywność w ringu, z rzadka jest w cyklu treningowym. Sam mówi, że jego głównym źródłem utrzymania jest praca fizyczna, a boks jest tylko dorywczym i hobbystycznym zajęciem. To wszystko powoduje, że Krzysiek musi pokazać, że jest pięściarzem na pełny etat.

Na Zimnochu będzie ciążyła jeszcze większa presja.

- Na nas wszystkich, ale świadomie rzucamy wszystko na jedną szalę. Co się będziemy oszukiwać. Razem z Krzyśkiem chcemy udowodnić, że to, co stało się w lutym 2016 roku w Legionowie, było wypadkiem przy pracy. Takie rzeczy się zdarzają, tym bardziej w wadze ciężkiej. Wierzę w to, że 25 lutego Krzysiek weźmie rewanż. Dla mnie to priorytet, bo w innym wypadku oszukiwalibyśmy sami siebie.

Ewentualna porażka spowoduje, że Zimnoch przestanie cokolwiek znaczyć w boksie zawodowym?

- Tak może być. Mimo to słabo byłoby, gdybyśmy nie podeszli do rewanżu. Za pierwszym razem nie tylko zawiódł nieprzemyślany sposób walki Krzyśka, ale również sędzia Leszek Jankowiak, który przytrzymywał rękę Zimnocha, a do tego Mollo uderzył go po komendzie. Dużo było takich czynników, które wtedy nam nie sprzyjały. Teraz trochę bardziej się zabezpieczymy, ale jeśli Krzysiek znów pójdzie na "ogień" w pierwszych dwóch rundach, to może być podobna sytuacja, bo tamten skurczybyk ma nieziemską siłę.

Zakładając, że Mollo ponownie ruszy z impetem i będzie szturmował Zimnocha, jaką taktykę powinien przyjąć pana zawodnik? Będzie w stanie opanować poczynania rozjuszonego Amerykanina taktycznym boksowaniem?

- Krzysiek umie boksować, niejednokrotnie boksował z "fizolami". To proste i logiczne, że zawodnikom walczącym fizycznie trzeba dać się wyszumieć i wystrzelić. Później sytuacja się zmienia i jest szansa na wygraną. Powtórzę: jeśli Zimnoch pójdzie z Mollo na wymianę, to sytuacja będzie taka, jak przed rokiem. Wierzę w Krzyśka, dlatego chciałem dać kibicom pojedynek, który będzie budził emocje, a nie taki, w którym zwycięzca jest z góry znany.

Rozmawiał Artur Gac

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Babiloński | Krzysztof Zimnoch | Mike Mollo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama