Reklama

Reklama

Tomasz Adamek: Szybka akcja i mnie nie ma

"W boksie amerykańskim mało przyjmuje się ciosów na blok i to jest ta istotna różnica między amerykańską, a europejską szkołą" - mówi Tomasz Adamek (40-1, 27 KO) w wywiadzie dla serwisu bokser.org.

- Jak przebiegają treningi z Ronnie Shieldsem? Sam kiedyś mówiłeś, że od każdego dobrego trenera można się czegoś nauczyć. Co jeszcze Ronnie Shields może nauczyć tak doświadczonego boksera jak ty?

Reklama

Tomasz Adamek: Na pewno może mnie nauczyć trochę amerykańskiego boksu. Już od dłuższego czasu zmieniam swój styl, bardziej bujam się na boki niż zawodnicy europejscy i ruszam się już jak typowy bokser amerykański. Oczywiście nie zmieniam wszystkiego i lewy prosty zostaje. Biję więcej ciosów niż jeden i dodaję więcej uderzeń w serii. Taktyka na Arreolę jest taka, żeby unikać dużo jego ciosów, tak więc po swoich uderzeniach schodzę od razu w dół. Mam być bardzo ruchliwy i nie stać w miejscu. To właśnie robimy każdego dnia na tarczy. Codziennie robię sześć rund tarczowania, treningi są bardzo ciężkie i odbywają się dwa razy dziennie. Generalnie jestem zadowolony z tej współpracy.

- Czy takie przestawienie na szkołę amerykańską spowoduje, że będziesz wszechstronniejszym zawodnikiem?

- Już ostatnio walczyłem troszeczkę inaczej, bo nawet sporo ludzi mówiło, iż sporo tych ciosów uniknąłem. Ronnie to przyjaciel Rogera Bloodwortha i obaj prezentują jedną szkołę. Dalej wpajają do mojej głowy technikę unikania ciosów rywala, a nie przyjmowania tego na blok. Natomiast nie zmieniamy mnie jako boksera, bo przecież nie da się zmienić kogoś w wieku 34. lat. Na pewno są to fajne sztuczki, inna filozofia, uczę się i mam nadzieję, że wszystko to będzie widać w ringu. Póki co wszystko idzie super i jestem bardzo zadowolony.

- W jednym z wywiadów Shields mówił, że ma pewne zastrzeżenia co do twojej obrony i że jeszcze za dużo przyjmujesz ciosów jak na wagę ciężką. Rozumiem więc, iż nad obroną pracujecie najwięcej.

- Dokładnie - czyli to co mówiłem. Po każdym uderzeniu kończącym akcję schodzę z linii ciosu w lewo bądź prawo. Mam być trudnym punktem do trafienia i nad tym właśnie pracujemy. Szybka akcja i nie ma mnie. Nie mogę stać w miejscu, bo czasem jak człowiek jest zmęczony, to ta ręka nie zdąży wrócić na swoje miejsce. Dlatego właśnie nie mogę stać statycznie, bo wtedy będę łatwym celem. Nad tym pracujemy, tarcza jest bardzo szybka, a nogi są dobrze uruchomione. Oczywiście każdego następnego dnia jest lepiej, sam to czuję. Dzisiaj miałem sześć rund tarczy i Ronnie również powiedział, że to było najlepsze dotąd moje tarczowanie. Przed nami naturalnie jeszcze dużo pracy, ale jest dobrze.

- Powiedz, czy jest spora różnica pomiędzy treningiem Andrzeja Gmitruka i Ronnie Shieldsa, czy to są jakieś kosmetyczne zmiany?

- W boksie amerykańskim mało przyjmuje się ciosów na blok i to jest ta istotna różnica. Tutaj się tego nie robi, a bardziej idzie w dół i bardziej amortyzuje się ciosy rywala. Nie wiem jak to dokładnie opisać, bo to fizycznie trzeba zobaczyć. Na pewno nie stoję w miejscu i jeżeli moja głowa będzie się przemieszczać z miejsca na miejsce to wiadomo, że będę trudniejszym celem do trafienia.

- W każdej rozmowie podkreślacie, iż stawiacie na szybkość. Ile więc zamierzasz wnieść na wagę przed pojedynkiem z teoretycznie dużo silniejszym Arreolą?

- Powiem szczerze, nie ważę się codziennie, bo i nie ma takiej potrzeby. Będę ważył tyle ile będę. Jem do syta, na pewno muszę dużo pić wody, bo tutaj jest wyjątkowo ciepło i wczoraj było blisko trzydzieści stopni, a podejrzewam, że w sali treningowej było jeszcze więcej. Generalnie ile wniosę to wniosę, a teraz ważę pod "stówkę". Parę dni temu po treningu miałem nawet 98 kilogramów, ale uzupełniam się minerałami, bo najważniejsza jest świeżość do treningów. Jeśli jestem świeży, to jestem silny i szybki. Szybkość natomiast jest i Ronnie też to widzi, pytał mnie nawet o moją wagę.

- Arreola scharakteryzował cię następująco: "Adamek będzie chciał unikać wymian, ale wiem, że jest w nim coś takiego jak we mnie, kiedy podczas walki coś mu się zapala w głowie i mówi - Pierd... taktykę". Na pewno Arreola na to właśnie liczy, kibice i włodarze stacji HBO również, jednak dla ciebie byłoby to chyba najgorsze rozwiązanie. Powtórzysz więc taktykę z walki z Bellem, czyli unikanie za wszelką cenę tych silnych ciosów, czy ta presja występu na antenie HBO spowoduje, że wejdziesz w wojnę z Arreolą?

- Zawsze trzeba ciosy zadawać, jeśli chce się wygrać, tylko zadawać je należy po przepuszczeniu ataku przeciwnika, bądź wyprzedzając go. Głupotą byłoby pójść na otwartą wojnę i wymianę cios za cios, bo to są małe rękawice i jeśli ktoś ma mocną rękę, to może kogoś przewrócić. Tu trzeba być sprytnym i z taką myślą wchodzę do ringu, chcąc oszukać rywala. Jeśli się nie myśli, to się przegrywa, dlatego głowa musi być na pierwszym miejscu.

- Ale coś w tym jednak jest, że czasami lubisz się pobić...

- Oczywiście. Jak idzie jeden cios, to pójdzie i drugi, trzeci, czwarty... Jeżeli Arreola będzie stać, to te ciosy przyjmie. Ja natomiast nie będę czekać na jego uderzenia, tylko będę odchodzić, bo to nie jest wojna na wybicie i mądrzejszy zwycięża. Zobaczymy też jaką taktykę przyjmie Arreola.

- A czy fakt, że debiutujesz na antenie HBO, co było od dawna twoim celem, nie spowoduje iż za wszelką cenę będziesz chciał walczyć efektownie?

- Nigdy nie myślałem o takich rzeczach. Wchodzę do ringu by zwyciężać, a wchodząc tam zapominasz o wszystkim i chcesz tylko wygrać walkę. Z taką też myślę wyjdę na ring 24 kwietnia. Najważniejsze by pokazać właśnie szermierkę na pięści i pokazać się z dobrej strony, czyli szybkie, silne ciosy oraz duża częstotliwość uderzeń, bo to zachęca przecież kibiców do oglądania walk. O to chodzi w tym biznesie.

- Po ewentualnym zwycięstwie nad Arreolą kolejnym krokiem może być już tylko pojedynek o tytuł. Kogo z trójki Haye i bracia Kliczko widziałbyś najchętniej naprzeciw siebie?

- Z tego co mi wiadomo, to HBO nie za bardzo się garnie do promocji Kliczków. Oni mają inną wizję i walczą głównie w Europie. Natomiast Haye'a widzą w USA, więc muszę wygrać, a wtedy prawdopodobnie mogę się z nim spotkać już niebawem.

- Co do Kliczków, to świat obiegła wiadomość o potyczce Witalija z Albertem Sosnowskim. Jak skomentujesz te sensacyjne doniesienia?

- Na pewno kibice i amerykańscy fachowcy oczekiwali dużej walki Kliczko z kimś znanym. On wybrał sobie rywala z niższej tabeli, ale dla Alberta to jest szczęście, że dostał ten pojedynek. Ma szansę się pokazać, bo on nic nie traci, traci tylko Kliczko. Dla Alberta to ogromna szansa i ja mu życzę by zwyciężył, choć będzie mu wyjątkowo ciężko, bo Kliczko to nie jest boks z ulicy.

- W czym upatrujesz szanse Alberta?

- Ja mu życzę by wygrał. Tylko nasuwa się pytanie, jak wytrzyma presję? Albert nie występował na widowni grubo powyżej dziesięciu tysięcy ludzi i w dodatku w walce takiej rangi, dlatego nie wiemy jak z jego głową i psychiką. Trudno na to pytanie odpowiedzieć, a są to elementy, które mogą również wpłynąć na przebieg walki. Jeśli nie jesteś wojownikiem, to nie będziesz mistrzem, a jeżeli Albert ma duszę wojownika, to wyjdzie przy pełnym stadionie kibiców i pokaże się z dobrej strony. Życzę mu jak najlepiej, bo skoro dostał taką szansę, to nie ma nic do stracenia.

Rozmawiał: Łukasz Furman

Dowiedz się więcej na temat: różnica | bokser | Arreola | Kliczko | ciosy | HBO | blok | Tomasz Adamek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje