Reklama

Reklama

Tomasz Adamek: Gadaniem jeszcze nikt walki nie wygrał

Pół roku po porażce z Witalijem Kliczką Tomasz Adamek wraca na ring. W sobotę zmierzy się z Nagym Aguilerą. Jego rywal nie należy do czołówki kat. ciężkiej, ale Polak zapewnia, że przygotowywał się, jakby to był przeciwnik z najwyższej półki.

Ostatnie dni przed sobotnią walką z Aguilerą spędza pan dużo spokojniej, niż przed potyczką o pas WBC z Kliczką?

Tomasz Adamek: Od momentu rozpoczęcia przygotowań opieka nad domem spadła na Dorotę. Żona zawozi córki do szkoły, później przywozi dziewczynki, zajmuje się zakupami itd. Do moich zadań należy trenowanie. Nie ma znaczenia, czy walczę o wielki tytuł, czy to zwykły pojedynek rankingowy. Muszę być gotowy na 100 procent, inaczej nie wchodzę do ringu. Cel mam zawsze ten sam - zwyciężać i piąć się po szczeblach kariery.

Reklama

Żaden z pana rywali, w przeciwieństwie do Aguilery, nie mówił że lubi imprezować i czasem odpuszczał przygotowania.

- Jego sprawa, co robi. Ja swój zawód traktuję bardzo poważnie, wiem po co boksuję i co chcę osiągnąć. Nigdy nie lekceważę przygotowań, bo pięściarstwo, które jest moim życiem, to sport kontaktowy i czasem dochodzi między linami do tragedii, zawodnicy tracą życie.

Nigdy nie zdarzyło się panu odwołać trening?

- Rzadko dochodziło do takich sytuacji. Powodem mogły być jakieś badania. Ale jeśli już coś wypadało, to starałem się przesuwać godziny zajęć, a nie definitywnie z nich rezygnować. Inaczej nie byłoby szans, abym 24 marca boksował na najwyższym poziomie.

Podkreśla pan, że każda walka coś wnosi. W takim razie czego oczekuje pan po potyczce z rywalem z Dominikany?

- Chcę odbić się po porażce, może nie od dna, bo na nim się nie znalazłem i nie znajdę, ale ponownie dążę do walk z samą górą kategorii ciężkiej. Marzę o wielkich pojedynkach i w przyszłości o otrzymaniu powtórnej szansy rywalizowania o mistrzostwo świata.

W "korespondencyjnych" potyczkach jest pan górą - Aguilera poniósł klęskę w starciu z Chrisem Arreolą, którego pan pokonał.

- Widziałem tę walkę, to była "młócka" w jedną stronę zakończona nokautem w trzeciej rundzie. Podobno wtedy Aguilera zlekceważył przygotowania, ale ja mam inne spojrzenie i wiem, że na mnie będzie w najwyższej formie. Przecież zwycięstwo nad Adamkiem otworzy mu wrota do kariery. Dlatego jestem czujny, zapowiada się świetna konfrontacja.

Kilka walk, w tym z byłym mistrzem świata Rosjaninem Olegiem Maskajewem, Nagy Aguilera rozstrzygnął w pierwszej rundzie. Rzuci się na pana od pierwszego gongu?

- W boksie trzeba wszystkiego się spodziewać, więc i na taką ewentualność jesteśmy przygotowani z trenerem Rogerem Bloodworthem. Nie wiem, czy zacznie agresywnie, czy spokojnie, ring to zweryfikuje. Dwa razy miał Maskajewa na deskach, więc potrafi się bić.

Tym razem pana występ nie będzie walką wieczoru w Newark, ale jednym z "dań" podczas gali z udziałem Zaba Judaha i Siergieja Liachowicza w Nowym Jorku.

- Mało istotne jest to, czy walczę w środku gali, czy na końcu. Jeszcze raz podkreślę, że skupiam się przede wszystkim na swoich przygotowaniach i nie mam zamiaru opowiadać o mocnych czy słabych stronach Aguilery. Gadaniem jeszcze nikt walki nie wygrał. Cieszę się, że boksuję blisko domu, około 40 minut jazdy samochodem. W piątek mam ważenie, a w sobotę zabieram żonę i jedziemy po zwycięstwo.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama