Reklama

Reklama

Tom Schwarz oskarżony o pobicie dziewczyny

Pandemia koronawirusa sprawiła, że zaplanowany na maj kolejny pojedynek Toma Schwarza (26-1, 18 KO) nie doszedł do skutku. Zamiast promować swoją osobę na bokserskim ringu, nazwisko niemieckiego pięściarza jest teraz w gazetach z innego powodu. Według "Bilda" Schwarz jest oskarżony o pobicie swojej byłej dziewczyny, Tessy. Tego - zdaniem gazety - bokser dopuścić miał się 31 maja.

- Nasze wizje na temat wspólnej przyszłości bardzo się różnią, ale pozostajemy w przyjaźni. Głównie za sprawą naszych psów, którymi wspólnie się zajmiemy - mówiła zgodnie para tuż po swoim rozstaniu, które miało miejsce dwa miesiące po najważniejszej w karierze Niemca walce z Tysonem Furym w Las Vegas. Obaj pięściarze skrzyżowali rękawice w czerwcu 2019 roku. 

Do zdarzenia pomiędzy Schwarzem a jego byłą dziewczyną miało dojść 31 maja. Dwa dni wcześniej Schwarz obchodził swoje 26-letnie urodziny, miał je świętować tego dnia w pizzerii w Lostau w towarzystwie około 20 osób. Zdaniem tabloidu miało tam wtedy dojść do bójki, a po wyjściu z restauracji, zdaniem świadków, młoda kobieta poszła za swoim byłym chłopakiem. To, co dalej się wydarzyło, jest owiane tajemnicą. 

Reklama

Policja z Magdeburga bada całą sprawę. Rzecznik policji powiedział "Bildowi", że kobieta została uderzona w twarz i musiała zostać poddana operacji. Incydent został zgłoszony 2 czerwca. 

26-latek dezaktywował swoje konta w mediach społecznościowych i jak dotąd nie można się z nim skontaktować. Jeśli zarzuty zostaną potwierdzone, Schwarz może ponieść bardzo poważne konsekwencje. Grozi mu do 10 lat więzienia. 

Grupa bokserska SES Sports Events promująca 26-latka również wyciągnęła konsekwencje ze sprawy. Jak wyjaśnił w rozmowie z boxing.de rzecznik SES Christof Hawerkamp, Schwarz został na ten moment zawieszony. Musiał także przekazać klucze do siłowni w Magdeburgu. 

- Po pierwszych informacjach natychmiast zawiesiliśmy Toma i zablokowaliśmy mu dostęp do siłowni. Obowiązuje to do momentu ostatecznego wyjaśnienia incydentu. Zastrzegamy sobie prawo do podjęcia dalszych działań - powiedział Hawerkamp niemieckiemu portalowi. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje