Reklama

Reklama

Tokio 2020. MKOl nie czuje się winny zarażeniom koranowirusem w tureckiej kadrze bokserów

Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie czuje się winny trzem zakażeniom koronawirusem, do których doszło w tureckiej kadrze bokserów. Szef tamtejszej federacji uważa, że doszło do nich w trakcie olimpijskiego turnieju kwalifikacyjnego w Londynie.

Zmagania w Wielkiej Brytanii rozpoczęto, choć na świecie walczono już z pandemią. Ostatecznie rywalizację z udziałem 350 pięściarzy, w tym trzynaścioro reprezentantów Polski, przerwano po trzech dniach.

Reklama

"Kiedy cały świat robił wszystko w walce z koronawirusem, MKOl oraz brytyjskie władze zezwoliły na przeprowadzenie turnieju. To było skrajnie nieodpowiedzialne. W efekcie mamy trzy zarażone osoby (dwóch zawodników i trener - przyp.), które jednak są w dobrych rękach i na szczęście czują się dobrze" - powiedział wcześniej gazecie "Guardian" szef tureckiej federacji bokserskiej Eyup Gozgec.

MKOl winnym zakażeniom się nie czuje.

"Nie jest możliwym ustalenie źródła infekcji. Przed rozpoczęciem turnieju wielu uczestników było na obozach przygotowawczych m.in. we Włoszech i Wielkiej Brytanii" - napisano w oświadczeniu.

Zwrócono również uwagę, że rozpoczęcia zawodów nie zabroniły brytyjskie władze.

"W tym czasie wciąż w Wielkiej Brytanii odbywało się wiele wydarzeń nie tylko sportowych. Turniej przerwano, gdy tylko sytuacja epidemiologiczna uległa pogorszeniu" - dodano.

wkp/ cegl/

Dowiedz się więcej na temat: Tokio 2020 | IO Tokio 2020 | mkol

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje