Reklama

Reklama

Tokio 2020. Bokser Wiktorzak: Bardzo dobrze zacząłem, pech mnie zatrzymał

"Bardzo dobrze zacząłem kwalifikacje olimpijskie, niestety pech mnie zatrzymał. Mimo kontuzji i porażki w Londynie, żałuję, że japońskie igrzyska zostały przełożone" - powiedział mistrz Polski w boksie w wadze półciężkiej (81 kg) Sebastian Wiktorzak.

Dopiero w marcu zaczęły się kwalifikacje pięściarek i pięściarzy do igrzysk w Tokio. Po zaledwie trzech dniach zawody w brytyjskiej stolicy zostały przerwane, a powodem był rozprzestrzeniający się koronawirus. Z 13-osobowej grupy reprezentantów Polski, zwycięstwo odniosło sześcioro, a dwoje nie zdążyło wejść na ring. Bilans byłby zapewne jeszcze lepszy, ale Wiktorzak doznał kontuzji w walce z Estończykiem Stivenem Aasem.

"Byłem w bardzo dobrej formie i strasznie mi szkoda, że pojedynek z estońskim rywalem zakończył się na początku drugiej rundy. Pierwszą wygrałem zdecydowanie na kartach wszystkich sędziów. W kolejnej czułem się coraz swobodniej, zszedł ze mnie cały stres, ale na nieszczęście lekarz zdecydował o zakończeniu walki z powodu rozcięcia na moim czole. Doszło do zderzenia głowami i niestety w takich pechowych okolicznościach odpadłem z londyńskiego turnieju kwalifikacyjnego" - powiedział PAP bokser Skorpiona Szczecin.

Reklama

Pod koniec poprzedniego roku Wiktorzak został mistrzem kraju w Opolu, pokonując w finale najgroźniejszego przeciwnika Mateusza Goińskiego. Później bardzo dobrze spisywał się na zgrupowaniach na Ukrainie. Na drugim z nich, w pojedynkach kontrolnych, wygrał kolejno z bokserami z Armenii, Mołdawii i Ukrainy. Po tym wszystkim selekcjoner Iwan Juszczenko postanowił powołać szczecinianina na kwalifikacje europejskie.

"Bardzo ciężko pracowałem, aby już w Wielkiej Brytanii zapewnić sobie awans na olimpiadę. Byłem bardzo dobrze przygotowany fizycznie, kondycyjnie i mentalnie, a i na losowanie nie mogłem narzekać. W pierwszych trzech-czterech minutach pokazałem, że jestem lepszy od Estończyka, a później walczyłbym ze zwycięzcą pojedynku między Węgrem Peterem Tallosim i Szwedem Liridonem Nuhą. Dwa zwycięstwa były w moim zasięgu, a po nich już tylko jedna wygrana dzieliła mnie od wyjazdu do Tokio" - przyznał.

Wydawałoby się, że paradoksalnie decyzja o przełożeniu igrzysk na 2021 rok z powodu pandemii koronawirusa może być korzystna dla mistrza Polski kategorii półciężkiej. Wiktorzak jest jednak innego zdania.

“Wolałbym rywalizować o udział w tegorocznych igrzyskach, chociaż oczywiście rozumiem, iż zdrowie i bezpieczeństwo nas wszystkich jest najważniejsze. Po prostu nigdy nie wiadomo, co będzie jutro... Mam nadzieję, że wygram wewnętrzne zmagania z Mateuszem Goińskim i pojadę na światowe kwalifikacje do Paryża w jeszcze lepszej dyspozycji. Marzeniem jest start w Tokio" - dodał.

Obecnie bokser BKS Skorpion, podobnie jak inni kadrowicze, przechodzi kwarantannę. Podkreślił, że z jego zdrowiem wszystko jest w porządku.

“Jestem w kontakcie telefonicznym z kolegami z reprezentacji i klubu, więc jest raźniej znosić trudy domowej izolacji. Na razie pozostaje tylko walka z cieniem, brzuszki, pompki, nie za wiele. Nie mogę się doczekać normalnych treningów pięściarskich" - powiedział indywidualny i drużynowy mistrz Polski.

giel/ krys/

Dowiedz się więcej na temat: Sebastian Wiktorzak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje