Reklama

Reklama

Szymon Ziółkowski: Karą za doping powinno być nawet pozbawienie wolności

Mistrz olimpijski z Sydney w rzucie młotem Szymon Ziółkowski, a od 2015 roku poseł, znany jest z bardzo ostrego stanowiska w sprawie sportowców, którzy sięgają po doping. Głos zabrał także teraz, po przyłapaniu na zabronionej substancji pięściarza zawodowego, Andrzeja Wawrzyka.

Dla Szymona Ziółkowskiego, niegdyś znakomitego lekkoatlety specjalizującego się w rzucie młotem, dopingu w sporcie jest największym złem, dlatego nad kolejnymi wpadkami nie można przechodzić do porządku dziennego.

- Dopingują się wszyscy, przez brydżystów, szachistów, po lekkoatletów, wioślarzy, kolarzy, bokserów... Niestety doping był, jest i, co niestety smutne, prawdopodobnie też będzie - prognozuje mistrz świata z 2001 roku. - Jestem zdania, że sama dyskwalifikacja to jest za mało. Kary powinny być dużo bardziej dotkliwe. Dzięki temu byłaby większa szansa, żeby doping wyeliminować ze sportu. To z prawdziwym sportem nie ma nic wspólnego - podkreśla Ziółkowski.

Poseł Platformy Obywatelskiej tak rozumie dotkliwe sankcje. - Chodzi o kary finansowe, a dalej idąc nawet kary pozbawienia wolności dla zawodników kadry narodowej, którzy w sposób jawny sprzeniewierzają pieniądze państwowe, przygotowując się za nie do igrzysk olimpijskich oraz mistrzostw świata. Marnotrawią pieniądze polskich podatników, w niemałej kwocie - podkreśla były młociarz.

Reklama

Najświeższą wpadkę dopingową zaliczył pięściarz Andrzej Wawrzyk, która odbiła się głośnym echem, bo sportowiec z Krakowa miał walczyć o tytuł mistrza świata na gali w Stanach Zjednoczonych. Wawrzyk wpadł na stanozololu, czyli dość archaicznym dopingu, który jednak był najczęściej stosowanym wśród sportowców w 2015 roku. Wykrywalność stanozololu była najwyższa ze wszystkich środków dopingujących.

- Pytanie, czy Wawrzyk przyjmował rzeczywiście ten środek, czy może inny środek, który był zanieczyszczony tym specyfikiem. Coraz częściej spotykamy takie przypadki, jeśli chodzi o zawodników dyskwalifikowanych za doping, że realnie brali inny środek, niejednokrotnie też zabroniony, ale wpadają na takim prozaicznym, który był domieszką lub właśnie zanieczyszczeniem tamtego środka. Ciężko stwierdzić, jak było w tym przypadku - skwitował Ziółkowski. - Bardzo źle się rozpoczął się ten rok, ale może dobrze się zakończy. Cały czas jestem optymistą i mam nadzieję, że walka z dopingiem w końcu, kiedyś przyniesie wymierny efekt - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje