Reklama

Reklama

Szpilka - Wilder. "Będzie pan mówił, że jest pierwszym trenerem mistrza świata"

- A kiedy ma próbować jak nie teraz? Jak będzie miał 40 lat? Albo się sprawdzi, albo nie - uważa przed walką Artura Szpilki z Deontayem Wilderem o mistrzostwo świata wagi ciężkiej Władysław Ćwierz, pierwszy trener polskiego boksera.

Już w niedzielę wielkie marzenie chłopaka z Wieliczki może się spełnić. "Będę pierwszym polskim mistrzem świata wagi ciężkiej" - mówił odkąd zaczął bokserskie treningi. I rzeczywiście - uporu i samozaparcia można Szpilce pozazdrościć, bo za chwilę stanie przed życiową szansą.

Reklama

Ale ta historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Mało brakowało, by Szpilka przepadł wśród kolegów kiboli lub w więzieniu. Po każdej porażce się podnosił. Przetrwał. I był silniejszy.

Teraz stanie przed największym wyzwaniem w karierze. Nie chce, by bokserscy kibice wymieniali go w jednym rzędzie z: Andrzejem Gołotą, Tomaszem Adamkiem, Albertem Sosnowskim, Mariuszem Wachem czy Andrzejem Wawrzykiem, którzy bezskutecznie rywalizowali o mistrzowski pas. Chce być nad nimi. I ma na to szansę.

- To dla niego duże wyzwanie, ale on takie lubi. Jest dobrej myśli. Zresztą nie tak dawno do mnie dzwonił. Strasznie się cieszy, że ma tę walkę. Chodzi jednak o to, by był zadowolony też po niej - przypomina w rozmowie z Interią Władysław Ćwierz, pierwszy trener Artura Szpilki.

Obaj panowie cały czas mają ze sobą kontakt. Pięściarz często dzwoni do szkoleniowca, bo to jemu zawdzięcza bokserską karierę. Wiele lat temu to Ćwierz dostrzegł młodego Szpilkę, gdy ten brał udział w jednej z bójek przy szkole w Wieliczce. Obu narwanych chłopców zaprowadził na salę treningową, dał im rękawice i powiedział, że można się bić w cywilizowanych warunkach.

I w sali gimnastycznej Szpilka został do dziś. Mały obiekt w Wieliczce zamienił jednak na gym w Houston w Stanach Zjednoczonych. Teraz Szpilka i Ćwierz często wymieniają uwagi. Trener już "z tylnego siedzenia" obserwuje dokonania byłego podopiecznego. Wciąż jest jednym z jego najwierniejszych kibiców.

- Mówi, że jest bardzo dobrze przygotowany, lepiej niż na walkę z Adamkiem w Krakowie. Opowiadał mi o treningach, miał dwóch porządnych sparingpartnerów. I obu udało mu się posłać na deski. Jeden dostał chyba w wątrobę... - opowiada nam Ćwierz.

- Gdyby promotorzy i trener mu nie ufali, to chyba nie wystawiliby go na pożarcie. Zresztą Ronnie Shields ma duże doświadczenie, osiągał już sukcesy, to bardzo wartościowy szkoleniowiec - zauważa pierwszy szkoleniowiec Szpilki.

I wierzy w jego sukces. Choć wielu ekspertów uważa, że dla wieliczanina Wilder to zbyt duże wyzwanie. Powinien stoczyć przynajmniej kilka mniejszych pojedynków, by dostać walkę o mistrzostwo świata. Mleko się jednak rozlało, a jeśli Szpilce zabraknie doświadczenia, to po prostu przegra i będzie jednym z wielu, którym się nie udało.

- A kiedy ma próbować jak nie teraz? Jak będzie miał 40 lat? Albo się sprawdzi, albo nie - uważa Ćwierz.

- Artur mówił mi: "Trenerze, już niedługo będzie pan mógł opowiadać, że był pierwszym trenerem mistrza świata. Bo sięgnę po tytuł dla pana i Wieliczki" - opowiada wzruszony Ćwierz.

Zadanie nie będzie jednak łatwe. Deontay Wilder to potężny pięściarz, który ma znakomity bilans - stoczył 35 walk, wszystkie wygrał, a co więcej - aż 34 przez nokaut. Amerykanin potrafi wyprowadzić piekielnie mocny cios, o czym przekonało się już wielu rywali.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje