Reklama

Reklama

Szpilka - Wach. Artur Szpilka wstał z desek i pokonał Mariusza Wacha na punkty

Po emocjonującej walce wieczoru Artur Szpilka pokonał niejednogłośnie na punkty Mariusza Wacha na gali "Knockout Boxing Night" w Arenie Gliwice. W ostatniej rundzie "Szpila" znalazł się na deskach, ale wstał i wyraźnie zamroczony dotrwał do końcowego gongu. Po odczytaniu werdyktu doszło do zamieszek przy ringu, a "Szpila" był już gotowy, by wdać się w przepychanki.

Walka rozpoczęła się bardzo obiecująco. Wach od początku starał się spychać Szpilkę, pracując aktywnym lewym prostym. Z kolei Szpilka był bardzo skoncentrowany i odpowiadał prawą ręką, dokładając lewy sierp. Pod koniec otwierającego starcia niewiele zabrakło, a Wach złapałby prawą kontrą swojego rywala. - Ciosy na dół - domagał się w przerwie trener "Szpili" Andrzej Gmitruk, zwracając uwagę na element, nad którym obaj mocno pracowali podczas przygotowań.

Reklama

W drugiej rundzie Wach początkowo odpuścił aktywność przedniej ręki, polując na uderzenie prawą. Z kolei Szpilka był bardzo mobilny i dwa razy wyprowadził dobry lewy sierpowy. Na półmetku "Wiking" po raz pierwszy zamknął wieliczanina w narożniku, ale Artur szybko wyszedł z opresji, doprowadzając do klinczu. W pewnej chwili podczas kombinacji prawy na prawy, który spadł na dół szczęki Szpilki wydawało się, że pod zawodnikiem grupy KnockOut Promotions lekko ugięły się nogi, ale 29-latek szybko odzyskał rezon.

Trzecia runda rozpoczęła się od dobrego lewego Wacha, ale Szpilka odpowiedział równie udanym ciosem. Narożnik "Szpili" jednak cały czas domagał się  ciosów na dół, zdając sobie sprawę, że szczęka "Wikinga" jest z granitu. Artur był bardzo energetyczny, a Mariusz sprawiał wrażenie, że dopiero się rozpędza. Lekko zaiskrzyło tuż po gongu, gdy w ferworze walki "Szpila" jeszcze zadał cios i potrzebne było wkroczenie między pięściarzy sędziego Leszka Jankowiaka.

Czwarta runda zaczęła się od mocnej wymiany, gdy Szpilka przyjął dwa mocne ciosy. Wach starał się bić coraz mocniej, ale Artur odpowiedział efektowną kombinacją. W pewnej chwili wieliczanin wystrzelił bardzo chytrym lewym hakiem, ale zabrakło mu precyzji. Rozjuszony Wach ruszył na rywala, a ten mając problemy wrócił do starego grzechu, czyli opuścił ręce. "Szpila" jednak odparł atak Wacha i obaj zafundowali publiczności jak dotąd najbardziej efektowną rundę.

- Musisz na nim siedzieć, on coraz bardziej opuszcza ręce - powiedział w przerwie do Wacha jego trener, Piotr Wilczewski.

Krakowianin wziął sobie te słowa do serca, zapędził Szpilkę do narożnika, ale zabrakło ciosów. Dwumetrowiec na chwilę oddał pole rywalowi, by po chwili znów spróbować skrócić ring, ale "Szpila" ponownie wyszedł z opresji, sprowadzając walkę na środek ringu, czyli tam, gdzie mógł czuć się najbezpieczniej. "Deskami" zapachniało w ostatnich kilkunastu sekundach, gdy po prawym prostym Wacha Szpilka wyraźnie się zatoczył. Trochę się skulił i nie dał się więcej trafić, po czym odpowiedział lewym prostym i wyszedł z tarapatów.

Druga połowa zakontraktowanej na dziesięć rund walki rozpoczęła się w nieco spokojniejszym tempie, ale na minutę przed końcem Wach w końcu przycelował prawą ręką i wróciły stare demony Szpilki. Pięściarz z Wieliczki nagle w zupełnie nieodpowiedzialny sposób opuścił ręce i niewiele brakowało, by na własne życzenie przegrał pojedynek. W przerwie Andrzej Gmitruk wychodził z siebie, by przywołać do porządku swojego niepokornego podopiecznego.

Reprymenda szkoleniowca przyniosła efekt, Szpilka odzyskał koncentrację i zaczął kolejną odsłonę bardzo energetycznie, udanie składając kombinacje 2-3 ciosów i punktując rywala. Wach próbował poszukać prawego podbródkowego i niewiele zabrakło, by zdetonował go na szczęce "Szpili". Jednak Artur, poza jednym momentem, nie dał zrobić sobie krzywdy.

Nieaktywność Wacha "Szpila" wykorzystywał przez pierwszą minutę ósmej rundy, doskonale obskakując przeciwnika i umiejętnie wchodząc do półdystansu, niwelując braki w warunkach fizycznych. Pasywność Wacha sprawiła, że były to jedne z łatwiejszych trzech minut tej walki do punktowania dla sędziów.

Prawy na dół i prawy podbródkowy Wacha ożywiły jego narożnik, ale wciąż bardzo mobilny Szpilka pozostawał dla przeciwnika niełatwym celem. Młodszy o dekadę wieliczanin ogrywał "Wikinga", któremu jakby brakowało kondycji, by utrzymać intensywność z początku pojedynku. Kapitalna wymiana zaczęła się w ostatnich sekundach na linach, "Szpila" zainkasował mocny cios, ale gdy wybił gong, pięściarzy w mig rozdzielił sędzia Leszek Jankowiak.

Finałowa runda rozpoczęła się od dużej aktywności Wacha, który "włączył" nogi i zaczął ganiać Szpilkę po ringu. "Wiking" miał świadomość, że prawdopodobnie tylko nokaut pozwoli mu rozstrzygnąć ten pojedynek na swoją korzyść. I na minutę przed końcem Wach złapał Szpilkę mocnym prawym bitym z góry, posyłając rywala na deski. "Szpila" podniósł się i w ostatnich 40 sekundach bazował już tylko na charakterze, za to Wach nie zamierzał odpuszczać, tylko lokował piekielne ciosy na szczęce wieliczanina. Charakterny Szpilka, zupełnie zamroczony, jakimś cudem dotrwał do końcowego gongu i odniósł cenne zwycięstwo stosunkiem głosów arbitrów 2-1.

Sędziowie orzekli 97:93 Szpilka, 93:96 Wach i 95:94 Szpilka, a w hali rozległy się gwizdy, będące wyrazem dezaprobaty części trybun dla werdyktu. Pojedynek był na tyle wyrównany, że obowiązkiem wydaje się doprowadzenie do rewanżu.

AG

Dowiedz się więcej na temat: Artur Szpilka | Mariusz Wach | Andrzej Gmitruk | Piotr Wilczewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama