Sobotnia walka w Londynie miała pokazać, że Daniel Dubois jest w stanie znacznie wyżej zawiesić poprzeczkę Ołeksandrowi Usykowi, otwiera się w nowym oknie i mocno dać się we znaki Ukraińcowi. Wielcy optymiści talentu Brytyjczyka wieszczyli, że to jest właśnie w ten moment, w którym niepokonany magik boksu z Symferopola wreszcie zazna pierwszej porażki i wszystkie pasy wraz z mianem bezdyskusyjnego mistrza świata wszechwag przejdą na potężnego atletę z Anglii.
Amatorzy chcieli pokonać Usyka. Cyrk w otoczeniu Duboisa
Nic bardziej mylnego, walka pokazała, że Usyk niczym najlepszy procesor przerobił wszystkie dane, które zebrał z ich pierwszej walki we Wrocławiu w 2023 roku i w jeszcze bardziej spektakularnym stylu rozbił Duboisa, otwiera się w nowym oknie. Najpierw, mówiąc kolokwialnie, udusił go narzuconym tempem walki, a w piątej rundzie popisał się bodaj najbardziej brutalnym nokautem w całej swojej karierze.
- Moim zdaniem to była najlepsza walka Usyka. W wadze ciężkiej na 100 procent, ale wydaje mi się, że w ogóle. To, co teraz powiem, jest trochę sprzeczne, bo była to na pewno jedna z najlepszych walk o mistrzostwo świata w wadze ciężkiej. Naprzeciw siebie stanęło dwóch bardzo dobrych zawodników, ale jednocześnie jeden z nich jest "tylko" bardzo dobry, a drugi jest geniuszem - zachwycał się w rozmowie z Interią Przemysław Saleta, będący porażony skalą możliwości 38-latka z Ukrainy.
Usyk w przygotowaniach dba totalnie o wszystko, o każdy najmniejszy szczegół, a jego przygotowania to jest dowód na to, że dzisiaj otoczenie się naukowcami to przepis na zdystansowanie konkurencji. Mnóstwo ciekawych informacji przekazał Interii dr Jakub Chycki, który w obozie pięściarza zaczął odgrywać wiodącą rolę, otwiera się w nowym oknie, a rozmawialiśmy kilka miesięcy temu po rewanżu z Tysonem Furym.
Tymczasem - patrząc na ustalenia dotyczące Duboisa - po drugiej stronie pojawili się totalni amatorzy. W pewnej chwili branżowi dziennikarze zaczęli zadawać pytania na portalu X, co się dzieje z Brytyjczykiem, wszak do hitowej walki na Wembley było już mniej niż dwie godziny, a "Triple D" wciąż był nieobecny na stadionie. To w żadnym razie nie było normalne. Odpowiedź przyszła po pojedynku, a ustalenia poczynił m.in. "The Times".
"Brytyjski zawodnik wagi ciężkiej przybył na Wembley niecałe 90 minut przed wejściem na ring, ponieważ jego ojciec zorganizował imprezę przed walką z udziałem gości, których pięściarz nawet nie znał" - przekazano szokującą wiadomość.
Trener Don Charles bronił beznadziejnej sprawy, twierdząc, że "to było raczej spotkanie, spotkanie kulturowe", ale urywki z imprezy, które przedostały się do mediów, nie pozostawiały wątpliwości. Charles stwierdził także, że w przypadku ojca pięściarza, Stanleya, to pewien rytuał, który i tak pomógł Danielowi wejść w tryb walki, by być destrukcyjnym dla rywala, ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że szkoleniowiec sam nie wierzy w to, co mówi. Więcej wskazuje na to, że na Duboisa zadziałała destrukcyjna siła, bo dzień oczekiwania na walkę to czas mnóstwo innych rytuałów, a nie czas na imprezę, w której miało uczestniczyć - uwaga - od 50 do 70 osób.
Szokują jeszcze inne detale. Ojciec Duboisa miał stawiać w ostatniej chwili absurdalne warunki, między innymi takie, by cała ferajna dostała specjalny transport na stadion. To wszystko skomplikowało podróż pięściarza, bowiem wjazdówkę miał tylko jeden samochód, więc ostatnią część drogi uczestnik historycznej walki musiał pokonać pieszo. W czasie, gdy zdeklasowany mistrz dopiero postawił stopę na Wembley, skoncentrowany Usyk był już w trakcie rozgrzewki z zatejpowanymi dłoniami.















