Szeremeta w spodniach. Pierwszy taki sukces Tomasza Dylaka. Koncert w Brazylii
Pamiętacie państwo przebojowy styl, jaki prezenetowała Julia Szeremeta podczas igrzysk w Paryżu? Bezczelna, ale jednocześnie odważna i skuteczna. Wtedy w stolicy Francji już swój drugi olimpijski turniej zaliczał Damian Durkacz, dziś już 27-letni pięściarz, bez większych sukcesów na międzynarodowej arenie. Być może to się zmieni. W Foz do Iguacu walczy dokładnie tak, jak wtedy Julia. Momentami jest to boks bezczelny, zarazem i piękny. I taka była walka o półfinał Pucharu Świata z Anglikiem Patrickiem Hewittem.

Rok temu z Foz do Iguacu panowie też przywieźli medale, jednak obsady tamtych zawodów do obecnych nie da się w żaden sposób porównać. Dziś w większości męskich rywalizacji walki zaczynają się od 1/16 finału, z grona wielkich, należących do World Boxing, brakuje właściwie tylko Uzbeków.
Wtedy męską kadrę prowadził Grzegorz Proska, na przełomie roku nowym jej opiekunem został formalnie Tomasz Dylak, prowadzący do tej pory kobiety. One przywiozły z Budapesztu siedem medali mistrzostw Europy U-23, w tym cztery złote. Mężczyźni jeden brązowy, dzieła Mateusza Urbana. I choćby to spowodowało zmianę na szczycie kadry.
Do Foz do Iguacu Dylak zabrał sześciu pięściarzy, w piątek przed szansą wejścia do strefy medalowej znalazło się dwóch z nich: Damian Durkacz i właśnie Urban. Dla tego drugiego pojedynek z Rumunem Marianem Buleu będzie pierwszym w Brazylii, ale to dopiero w sesji nocnej. A Durkacz wyszedł na ring A już po tym, jak medale zapewniły sobie Aneta Rygielska i Barbara Marcinkowska.
Puchar Świata w Brazylii. Damian Durkacz pierwszym polskim medalistą w męskiej rywalizacji
27-letni reprezentant Polski dziewięć lat temu zdobył brąz młodzieżowych mistrzostw Europy, później sukcesów jednak brakowało. Owszem, takimi były olimpijskie kwalifikacje, ale jednak w Tokio i Paryżu wyraźnie przegrywał już pierwsze pojedynki. Rok temu tak samo było w Foz do Iguacu, choć w Memoriale Stamma zameldował się w półfinale.

Teraz w Brazylii imponował już w dwóch pierwszych walkach, najpierw pokonał Hiszpana Franka Martineza, później Kirgiza Ichtijora Niszonowa. Oba po 5:0, z wielką klasą.
Durkacz stara się pokazywać w ringu luz, prowokuje rywala, opuszcza ręce. Niby daje się trafiać, by za chwilę ruszać z potężną kontrą. Głowa Anglika Patricka Hewitta odskakiwała, gdy celu dochodziły potężne podbródkowe. A wyższy od Polaka Wyspiarz był coraz bardziej zdesperowany.
Pierwszą rundę Polak wygrał 4:1, drugą - 5:0. I już był właściwie pewny medalu. Choć jego rywala starał się robić wszystko, by jednak odwrócić losy walki w trzecim starciu. I nie był w stanie. Durkacz znakomicie tańczył, czuł rytm walki, uderzał, gdy tylko pojawiała się szansa.
Ostatenie starcie też wygrał 4:1. I w sobotę powalczy o wielki finał w kategorii 70 kg - z Francuzem Makanem Traore.
Damian Durkacz (Polska) - Patrick Hewitt (Anglia) 5:0
Karty sędziowskie: 30:27, 29:28, 30:27, 29:29, 30:27
Rundy: 4:1, 5:0, 4:1.












