Szalona walka Polaka na oczach Fury'ego. Niemiec "na deskach", werdykt idzie w świat
Najcenniejsza wygrana w karierze Pawła Augustynika stała się faktem! Niepokonany Polak (18-0, 7 KO), boksujący pod brytyjską flagą, na gali w Londynie pokonał dotąd również niepokonanego Niemca Simona Zachenhubera (28-1, 17 KO), pisząc się na walkę dosłownie w ostatniej chwili. To wszystko podczas widowiska, którego gwiazdą numer jeden jest wracający do boksu gigant wagi ciężkiej Tyson Fury.

Żałować można tylko tego, że pojedynek odbył się na karcie wstępnej gali, więc niewielu kibiców miało okazję zobaczyć to zestawienie. Paweł Augustynik jednak wie, ile w wywindowanie jego kariery wniesie odniesione właśnie zwycięstwo na stadionie Tottenhamu Hotspur. Zwłaszcza, że na starcie z Simonem Zachenhuberem zdecydował się w szalonych okolicznościach.
Paweł Augustynik pobił niepokonanego Niemca. Wielka wiktoria w Londynie
Jeszcze kilkanaście dni przed galą wszystko wskazywało, że rywalem 27-letniego Niemca boksującego z pozycji mańkuta będzie Troy Williamson. Gdy jednak Anglik wypadł z obsady gali, ofertę z cyklu "last minute" otrzymał Paweł Augustynik. Dwa tygodnie treningów i zaledwie 1 sparing - tak wyglądały przygotowania pięściarza, znanego na Wyspach Brytyjskich jako Pawel August.
Boks akurat zna sporo takich przypadków, gdy z roli tzw. underdoga można wejść na wielką scenę. I dokładnie to zrobił nasz rodak, z czym Niemiec nie mógł się pogodzić. Walka odbyła się na pełnym dystansie sześciu rund, więc o wyniku decydował werdykt punktowy. Ten był korzystny dla urodzonego w Wałbrzychu pięściarza, który decyzją arbitra Reece'a Cartera wygrał 58:56.
To był taki pojedynek, który postronnemu widzowi może wydawać się niemożliwy do wypunktowania, jednak fachowcy wiedzieli, że przewagę budował Augustynik. Niemiec był niebezpieczny, jego ciosy także dochodziły celu, ale to nasz zawodnik był stroną, częściej nadającą ton wydarzeniom. A za tym szła skuteczność jego boksowania. Więcej ciosów plus bardziej ofensywne usposobienie musiały, w tej ciasnej walce, dawać mu przewagę.
Niebezpiecznie zrobiło się w przedostatniej rundzie, w której Zachenhuber z pewnością zniwelował punktową stratę. Ostatnia runda była mieszanką ambicji, charakteru i celnych trafień. Niemiec był pewien, że jego ręka powędruje w górę, ale to Polak wysłuchał upragnionego werdyktu. Przeciwnik jeszcze chwile kontestował takie rozstrzygnięcie, zgłaszał swoje uwagi chwilę nie schodząc z ringu. Jednak, gdy ochłonie i obejrzy powtórkę, z pewnością zrozumie, że sędzia Carter należycie wykonał swoją pracę.











