Świat rzucony na kolana, dewastujący nokaut. "Potwór" nowym mistrzem globu
Tacy pięściarze przechodzą do historii boksu zawodowego i 29-letni meksykańsko-amerykański gigant umocnił swoje dziedzictwo. Niepokonany mag boksu David Benavidez (32-0, 26 KO) był już mistrzem świata wagi superśredniej (76,2 kg), w ostatnim czasie czempionem w dywizji półciężkiej (79,4 kg). Teraz zaatakował kolejną kategorię - rzucając się na urzędującego mistrza wagi junior ciężkiej (90,7 kg) Gilberto Ramireza. To, co stało się w walce o pasy WBA i WBO, przeszło najśmielsze oczekiwania.

To była jedna z największych walk, jakie w tym roku odbędą się w boksie zawodowym. Przystępując do walki wieczoru gali w T-Mobile Arena w Las Vegas 29-letni David Benavidez i 34-letni Gilberto Ramirez wspólnie wnieśli 80 zwycięstw i tylko jedną porażkę. Ta była na koncie tego drugiego, urzędującego mistrza w kategorii cruiser (synonim dla wagi junior ciężkiej), a zaznał ją w listopadzie 2022 roku w starciu z Dmitrijem Biwołem (jednym z sędziów punktowych był Polak Paweł Kardyni).
Oto mistrz globu w trzeciej kategorii wagowej. "Potwór" Benavidez
Pojedynek zapowiadał się fenomenalnie, mimo że Benavidez przychodził z niższych kategorii wagowych. "Potwór" był pewny siebie, zapewnił że tym bardziej będzie mógł pokazać pełnię swoich możliwości, iż w wyższej wadze odpada mu konieczność "duszenia" kilogramów. Deklarował, że Ramirezowi przeciwstawi szybkość, a także wspaniałą dynamikę, a przy tym porównywał się do Jamesa Toneya.
Nie wszyscy dawali wiarę tym zapewnieniom, ale w ringu Benavidez pokazał, że jest wielką historią boksu. Walka miała taki przebieg, iż nikt nie miał prawa mieć najmniejszych wątpliwości - w ringu dzielił i rządził właściwie wyłącznie "The Monster".
Pojedynek o pasy WBA i WBO od początku był prowadzony pod dyktando pretendenta, który był szybszy, celniejszy oraz bardziej destrukcyjny. "Zurdo" w ogromnych opałach znalazł się w czwartej rundzie, po prawym krzyżowym zobaczył gwiazdy, a pod naporem kolejnych, bitych z wielką siłą i precyzją ciosów znalazł się na deskach. Przyklęknął, ale nie dał się wyliczyć.
Pojedynek już jednak nie potrwał długo, a koniec nastąpił na półmetku, w szóstej odsłonie. To, co w jednej z akcji pokazał Benavidez, to była maestria najwyższych lotów.
W półdystansie, na środku ringu, zaczął od haka na wątrobę, po czym wystrzelił potworną kombinacją. Bił z precyzją skalpela i taką mocą, że garda Ramireza, choć wcale nie dziurawa, była po prostu rozdzierana. Do głowy Meksykanina doszły bardzo mocne uderzenia. Próbował się jeszcze przeciwstawić, ale w tym momencie bardziej się otworzył, co spowodowało kolejną serię uderzeń. "Zurdo" ponownie przyklęknął i nie wstawał z kolan, a sędzia ringowy z troską go obłapił i zasygnalizował koniec pojedynku.
Mistrz świata trzech kategorii wagowych wytypował swojego wymarzonego rywala na kolejną walkę - jest nim pierwszy pogromca Ramireza, Rosjanin Dmitrij Biwoł.










