Reklama

Reklama

Steve Cunningham (znów) na drodze Polaka do wielkiej kariery

Steve Cunningham w nocy z soboty na niedzielę zmierzy się z Krzysztofem Głowackim o pas mistrza świata federacji WBO. To bokser, którego polskim kibicom nie trzeba przedstawiać. Stoczył cztery doskonałe walki z dwoma Polakami - Krzysztofem "Diablo" Włodarczykiem i Tomaszem "Góralem" Adamkiem. Każda z nich wyglądała jak ringowa wojna! Poniżej przedstawiamy wszystkie z nich.

Teraz za cel Cunningham obrał sobie kolejnego Polaka. W nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu zmierzy się z mistrzem świata federacji WBO Krzysztofem Głowackim. Według ekspertów i bukmacherów to nasz rodak jest faworytem, ale nawet na moment nie może zlekceważyć potężnego Amerykanina.

Bo "USS" Cunningham to jeden z najlepszych pięściarzy ostatniej dekady w Stanach Zjednoczonych. Nie tylko dlatego, że sięgnął po pas federacji IBF w kategorii junior ciężkiej, ale też z powodu widowisk, jakie niemal za każdym razem fundował fanom. Bo nie dość, że Cunningham w ringu jest skuteczny, to jeszcze bardzo efektowny.

Reklama

Pytanie tylko, czy tymi przymiotnikami określać go w czasie teraźniejszym, czy przeszłym. W tej chwili Cunningham ma już blisko 40 lat, a najlepsze ma już chyba za sobą. Wiek powoduje, że niektóre parametry spadają, ale jedno pozostaje niezmienne - Amerykanin wciąż potrafi potężnie uderzyć.

Czy na taki obrót spraw przygotowany jest Głowacki? Wydaje się, że tak, choć trzeba pamiętać, że w ostatniej walce Marco Huck go zaskoczył. Chwila nieuwagi w szóstej rundzie sprawiła, że Polak padł na deski i był liczony. Sędzia mógł przerwać pojedynek, ale pozwolił Głowackiemu walczyć dalej. Jak cała historia się skończyła, doskonale pamiętamy.

Teraz moment nieuwagi może Polaka kosztować dużo więcej. Jeśli więc chce zachować pas, musi być skoncentrowany od pierwszej do końca dwunastej rundy.

Bo Cunningham potrafi skrzętnie wykorzystać chwilowe problemy rywali. Tak jak to było w walce z Krzysztofem Włodarczykiem.

Przeczytasz o tym TUTAJ - kliknij!

Zaledwie po 19 zawodowych walkach, 30-letni pięściarz dostał walkę o pas. W starciu z Włodarczykiem nie był faworytem, ale pewny swego po raz pierwszy w karierze opuścił ojczyznę i przyjechał do Polski.

Na warszawskim Torwarze, o wakujący pas mistrza świata federacji IBF kategorii junior ciężkiej, spotkali się więc dwaj pięściarze, którzy byli w szczytowej formie. Zapowiadało się doskonałe widowisko.

Włodarczyk i Cunningham od początku poszli na piekielnie mocne wymiany. Żaden jednak nie upadł, a o wyniku walki zadecydował werdykt sędziów. Ci punktowali niejednogłośnie na korzyść Polaka i to "Diablo" cieszył się z pasa mistrza świata.

Werdykt wywołał jednak sporo kontrowersji, bo Cunningham zaprezentował się w Warszawie bardzo dobrze. Tuż po walce było jasne, że bez rewanżu się nie obędzie.

Tak "Diablo" walczył w rewanżu!

Po pół roku obaj pięściarze znów spotkali się w ringu. Tym razem walka odbyła się w katowickim Spodku, a do tego starcia dużo lepiej przygotował się Amerykanin.

Włodarczyk chyba uznał, że jako mistrz świata nie musi się zbytnio wysilać i zwycięstwo przyjdzie łatwo. O sile ciosów Amerykanina dowiedział się już w czwartej rundzie, gdy przyklęknął i był liczony. Okazało się jednak, że może kontynuować walkę.

Walkę, na którą nie miał pomysłu. Uciekał się do różnych metod, ale nie potrafił rozgryźć rywala. Walczył też nieczysto, bo w czwartej rundzie uderzył Amerykanina  po komendzie sędziego. Dobrze nie mogło się to wszystko skończyć, ale Polak nie został znokautowany.

Sędziowie tym razem byli jednak jednomyślni i zdecydowali, że pas mistrza świata należy się Amerykaninowi, który tym razem walczył mądrze i rozważnie. Wątpliwości nie mieli też polscy kibice, którzy byli rozczarowani postawą polskiego boksera.

Cunningham walczył też z Tomaszem Adamkiem - zobacz!

Z mistrzowskiego pasa cieszył się jednak krótko, bo... na jego drodze stanął kolejny Polak. Najpierw jednak obronił tytuł w walce z doskonale znanym Głowackiemu Marco Huckiem. Ich pojedynek był bardzo wyrównany, ale Niemiec nie wytrzymał kondycyjnie.

W 12. rundzie  Cunnigham obijał go tak mocno, że z narożnika poleciał ręcznik i sędzia przerwał to starcie. Po tak efektownej obronie pasa Amerykanin musiał liczyć, że długo będzie siedział na tronie wagi junior ciężkiej.

Nie spodziewał się jednak, że jego marzenia szybko rozwieje Polak z Gilowic - Tomasz Adamek. "Góral" w 2008 roku stanął do walki o pas wagi junior ciężkiej, a wcześniej był już przecież mistrzem w kategorii półciężkiej.

O tym pojedynku jeszcze długo mówił pięściarski świat. To był pokaz siły, ambicji, umiejętności i woli walki. Adamek pokazał kawał genialnego boksu i był najtrudniejszym rywalem Cunninghama w jego dotychczasowej karierze.

Polak posłał go na deski w drugiej, czwartej i ósmej rundzie. Amerykanin jednak stał i dotrwał do końca ringowej wojny. O wyniku walki zadecydował werdykt sędziów, a ci byli niejednomyślni. Jeden z nich punktował na korzyść Amerykanina, a dwóch na Adamka, dzięki czemu pięściarz z Gilowic sięgnął po drugi pas mistrza świata w drugiej kategorii wagowej!

Po tym starciu Adamek sięgnął też po prestiżowy pas magazynu "The Ring". Do tej pory żaden inny Polak nie był w ten sposób wyróżniony.

Oto drugie starcie Adamka z Cunninghamem - zobacz!

Po tej walce kariera obu zawodników nabrała rozpędu. Adamek szybko zrezygnował z pasa, bo liczył, że podbije wagę ciężką. Cunningham natomiast po jednej walce na przetarcie odzyskał tytuł.

Po jakimś czasie poszedł jednak w ślady Adamka i przeniósł się do wagi ciężkiej. Wielkiej kariery jednak nie zrobił, a jedynie przekonał się, że w wyższej kategorii ciosy ważą zdecydowanie więcej.

W 2012 roku znów spotkał się z Adamkiem. Tym razem jednak ich walka nie była jednak tak porywająca jak cztery lata wcześniej, bo obaj panowie ważyli zdecydowanie więcej i byli po prostu wolniejsi.

Kontrowersje wzbudził też werdykt sędziów, którzy niejednogłośnie uznali, że zwycięstwo należy się Polakowi. Eksperci byli zdania, że to Amerykanin dyktował warunki i to jemu należy się wygrana. Po pojedynku obóz Cunninghama otwarcie przyznawał, że "po raz drugi zostali skrzywdzeni po walce z Polakiem". Jako pierwszy przykład, przywoływali oczywiście starcie z Włodarczykiem z 2007 roku.

Przygotował: Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje