Reklama

Reklama

Steve Cunningham wraca na ring. Trzecia bitwa z Krzysztofem Włodarczykiem?

Po trzech latach przerwy Steve Cunningham (29-9-1, 13 KO) zamierza wrócić na ring. I pojawia się od razu polski wątek.

"USS" otworzył swój własny gym i zajmował się ostatnio trenowaniem młodych pięściarzy boksu olimpijskiego. Ciągnie jednak wilka do lasu. Były dwukrotny mistrz świata kategorii junior ciężkiej szykuje się teraz sam do walki, a chętnie spotkałby się znów z Krzysztofem Włodarczykiem (58-4-1, 39 KO).

Reklama

Panowie mierzyli się dotąd dwukrotnie na przełomie 2006 i 2007 roku. W obu przypadkach były to walki o mistrzostwo świata federacji IBF. Za pierwszym razem na punkty wygrał "Diablo", w rewanżu jednak stracił pas na rzecz wojownika z Filadelfii. Za trzecim razem tytuł raczej na pewno nie byłby w stawce, lecz 44-letni Amerykanin nie ma nic przeciwko takiej potyczce. W ostatnim występie przegrał po równej walce z Andrew Tabitim, choć czuł się pokrzywdzony tamtym werdyktem.

- Wyprowadzałem wtedy mocniejsze ciosy, dyktowałem tempo i robiłem po prostu więcej niż on. Na koniec wiedziałem jednak, że w Las Vegas nie dadzą mi wygranej z zawodnikiem Mayweathera. Dziś chcę rozpocząć ostatni etap kariery, być może zakończę ją nawet w wadze ciężkiej, bo łatwiej mi się boksuje z większymi rywalami. W tej chwili ważę około 91 kilogramów, ale jeśli zacznę odpowiednio się odżywiać, wspomagać odżywkami, to spokojnie wyjdę do ringu o prawie cztery kilogramy cięższy. Walcząc z większymi muszę oczywiście obawiać się siły ciosu, ale po sześciu rundach to wszystko się zrównuje i wtedy mogę włączyć wyższy bieg. Idealnym przykładem był mój pojedynek z Amirem Mansourem. Nikt nigdy nie uderzył mnie tak mocno jak on. Potem jednak o mały włos sam go nie zastopowałem i wygrałem na punkty - wspomina Cunningham.

- Dziwnym trafem nie ceni się w ogóle zawodników z kategorii cruiser, a oni są bardzo niebezpieczni. W czasach, gdy toczyłem mistrzowskie walki w limicie 90,7 kilograma, boksowało wielu znakomitych zawodników. W Ameryce jednak nie ma miejsca w telewizji dla walk "cruiserów". I właśnie dlatego podpisałem kontrakt z grupą Sauerland Event. Zanim to zrobiłem, dostałem ofertę zaboksowania o wakujący pas IBF na antenie stacji ESPN z Troyem Rossem za 25 tysięcy dolarów. Zwróciliśmy się więc do Niemców, a oni zaproponowali nam za pierwszą walkę w ich stajni od razu 100 tysięcy dolarów. Cztery razy więcej! To mi wystarczyło - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje