Reklama

Reklama

Sosnowski przed walką o ME: Jest kondycja, siła i spokój

Przed Albertem Sosnowskim (46-3-1, 28 KO) walka o mistrzostwo Europy w wadze ciężkiej. 26 marca w Hamburgu "Dragon" zmierzy się z Aleksandrem Dimitrenką (30-1, 20 KO).

Tytułu federacji EBU bronić będzie 28-letni Ukrainiec z niemieckim paszportem. Starcie odbędzie się najprawdopodobniej w hali treningowej niemieckiej grupy Universum, która będzie mogła pomieścić nie więcej niż kilkuset widzów.

Potyczka Sosnowskiego i Dimitrenki miała odbyć się już 4 grudnia w Schwerinie, ale z powodu zasłabnięcia "Saszy" w szatni kilkadziesiąt minut przed pierwszym gongiem, pojedynek odwołano. Wokół tej sytuacji pojawiło się mnóstwo spekulacji, w większości sugerujących, że było to zaplanowane działanie grupy Universum, borykającej się w ostatnim czasie z olbrzymimi kłopotami.

Reklama

- Do końca nie interesowałem się, jaka była przyczyna zasłabnięcia Dimitrenki. Na myśl przychodzi wiele wątków, ale oficjalna wersja jest taka, że rywal rzeczywiście rozchorował się i nie mógł boksować, co potwierdziły badania, których wyniki rzekomo przedstawiono po gali. Jest podejrzenie, że mógł nie być przygotowany, a grupa Universum, która jest w rozsypce, nie miała pieniędzy na główny pojedynek. Trudno wyczuć, ale teraz nie ma to znaczenia. Czas idzie do przodu, trzeba przygotowywać się do kolejnych walk i je wygrywać - mówi Sosnowski.

"Dragon", który w swojej karierze był już czempionem Starego Kontynentu, do starcia z Dimitrenką przygotowuje się w Warszawie, pod okiem swojego szkoleniowca Fiodora Łapina. W porównaniu z treningami do grudniowej, nieodbytej walki, tym razem 32-letni Polak miał na nie dużo więcej czasu. - Na tamte przygotowania miałem zaledwie trzy tygodnie i było trochę nerwowo. Tym razem mogłem trenować pełne trzy miesiące. Przeszedłem obóz w Zakopanem i wykonałem już praktycznie cały plan, wypracowałem kondycję i wytrzymałość siłową. W tej chwili jest końcówka przygotowań, szlif formy i spokój - mówi Sosnowski.

Podczas sparingów "Dragonowi" towarzyszą rośli zawodnicy, którzy mają pomóc mu we właściwym przygotowaniu do walki z ponad dwumetrowym Dimitrenką (201 cm). Najwyższy ze sparingpartnerów, Jurij Frank mierzy aż 217 centymetrów. Nieco niższy jest Jewgienij Orłow (206 cm). - Chodziło głównie o to, aby pracować nad przechodzeniem do półdystansu i mieć łatwość wyprowadzania ciosów w walce z dużym rywalem. Jeżeli będę sięgał tak wysokich zawodników, to będę mógł trafiać także Dimitrenkę - zauważa zawodnik promowany przez Krzysztofa Zbarskiego.

Sosnowskiemu pomagał również niepokonany na zawodowych ringach Tom Dallas. Polak żałuje nieco, że Brytyjczyk nie spędził na jego obozie trochę więcej czasu. - Dallas był u mnie dość krótko, tym bardziej że w zeszłym tygodniu nabawiłem się lekkiej kontuzji pleców i dwa sparingi z nim musiałem opuścić. Łącznie planowaliśmy cztery sesje sparingowe, a odbyliśmy tylko dwie. Szkoda, bo to zawodnik, który przypomina Dimitrenkę, w przeszłości był dobrym amatorem, dobrze bije lewym prostym, Nasze sparingi były zacięte i można było z nich wynieść coś potrzebnego w kontekście walki z Dimitrenką - tłumaczy warszawianin.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje