To walka, która najpewniej będzie pojedynkiem roku w całym boksie zawodowym. Mało tego, konfrontacja Filip Hrgović - Moses Itauma miała także wszystko, aby śmiało pretendować do najlepszej walki kilku ostatnich lat.
Trzęsienie ziemi w wadze ciężkiej. Mistrzem świata 34-letni Chorwat
Z jednej strony olbrzymi talent i faworyt "na papierze", 21-letni Moses Itauma, dotąd boksujący na znakomitym poziomie, kończący dwunastu z czternastu swoich rywali przed czasem. Zawodnik, który miał zakusy pobić rekord Mike Tysona, ale i tak nazywany pięściarzem z potencjałem na miarę legendarnego "Żelaznego Mike'a".
Z drugiej 34-letni Filip Hrgović, który odgrażał się, że ta walka oddzieli mężczyznę od chłopca, ale mało kto dawał mu wiarę. Okay, ma czym uderzyć i jego szczęka już posiadała znak jakości, ale wydawało się, że z tak wybitnie uzdolnionym Brytyjczykiem polegnie przed czasem.
I wszystko zmierzało wokół tego scenariusza, przez osiem rund przewaga Itaumy nie podlegała dyskusji, choć Hrgović także miał swoje momenty, jak choćby w rundzie trzeciej. Kompletny zwrot akcji nastąpił w dziewiątej odsłonie. Pięściarz promowany przez grupę Queensbury Promotions kompletnie się wypompował, a Hrgović wrzucił jeszcze wyższy bieg.
Widząc, że Itauma zaczyna "pływać", wstąpiły w niego dodatkowe siły. I poszedł za ciosem. Rzucał kolejnymi ciosami, a Moses rozpoczął walkę o przetrwanie. Gdy po kolejnym ciosie został zagoniony do narożnika i zaczął się osuwać, w tym samym momencie z jego narożnika został rzucony ręcznik. Tak oto na ringu w Londynie dokonała się wielka sensacja, której kompletnie nie wkalkulowywali gospodarze. Zdobywcą wakującego tytułu IBF i nowym mistrzem świata królewskiej kategorii wagowej, jako pierwszy Chorwat w historii, został Filip Hrgović.
Tymczasem Itauma został podpięty do tlenu, a ring opuścił na noszach. To musiał być wielki cios w serce kogoś, kto już także uwierzył w swoją wielkość, a na ceremonii ważenia prowokacyjnie zachował się wobec oponenta.
Jednak wiadomość, którą w świat wysłał Itauma, daje nadzieję, że na ring powróci przynajmniej w lepszej wersji jeśli chodzi o respekt i szacunek do kolejnych przeciwników.
- To nie był mój wieczór, próbowaliśmy osiągnąć wielkość, ale przegraliśmy z bardziej doświadczonym mężczyzną. Chciałbym pogratulować Filipowi Hrgoviciowi zwycięstwa. I chociaż nie osiągnąłem pożądanego rezultatu, wierzę, że zdobyłem doświadczenie, które wykorzystam w przyszłych walkach. Niech Bóg cię błogosławi, dbaj o siebie, a ja wrócę - przekazał Itauma w mediach społecznościowych.











