Sensacja na oczach Usyka. Ukrainiec znokautowany. Jak to się mogło stać?
To, co tej nocy działo się na gali w Gizie, przeszło najśmielsze oczekiwania. Ołeksandr Usyk miał zrobić przybory z przedstawiciela kickboxingu Rico Verhoevena, a tymczasem do końca walczył o to, aby uniknąć kompromitacji. Walka rozstrzygnęła się w samej końcówce, gdy do akcji wkroczył sędzia główny. Gigant wagi ciężkiej dwukrotnie przecierał oczy, bo na tle piramid na deski ringu padł jego wielki przyjaciel. Jak to się mogło stać?

Przed galą postawiłem następujące pytanie: "Kto tu jest bardziej szalony? Czy Usyk, ryzykując całą swoją spuściznę, czy Holender Rico Verhoeven, lecący w kosmos na krześle?". To w żadnym razie nie był wyraz lekceważenia względem byłego asa kickboxingu, ale próba racjonalnej oceny rzeczywistości. W głowie mi się nie mieściło, że niepokonany mistrz wagi ciężkiej, dwukrotny niekwestionowany czempion, nie będzie w stanie wciągnąć na głęboką wodę, a tam zatopić rywala, który dotąd jedyną walkę zawodową w tym sporcie stoczył w 2014 roku.
Przyjaciel Usyka na deskach. Ukrainiec z pierwszą porażką w rekordzie
Wydarzenia prędko zweryfikowały takie analizy, bo walczący niekonwencjonalnie Verhoeven, świetnie wykorzystujący warunki fizyczne i odporność na ciosy, a dodatkowo także mający sporo animuszu w ofensywie, dał Usykowi piekielnie trudną walkę. Boksował tak, że w opinii wielu obserwatorów wygrał nawet siedem z dziesięciu rund (moim zdaniem maksymalnie sześć). Jednak szansa na sensacyjną wiktorię, największą w historii boksu zawodowego, wymknęła mu się z rąk w tzw. rundach mistrzowskich.
W pewnym sensie z pomocą sędziego ringowego. Owszem, Ukrainiec rzucił Rico na deski, ale decyzja o przerwaniu była kontrowersyjna. Wybiła przerwa i Holender mógł się zregenerować, a w 12. rundzie powalczyć o coś - wydawałoby się - niemożliwego.
Usyk ostatecznie mógł odetchnąć z ulgą, ale chwilę wcześniej przeżył wielki smutek. Do ringu w Gizie wszedł jego przyjaciel, jeden z absolutnie najbliższych mu kompanów, Daniel Łapin. Rodak superczempiona miał nieskazitelny bilans 13 zwycięstw, ale tym razem trafił na lepszego od siebie.
Boksujący w kategorii półciężkiej 28-latek został rozbrojony przez Benjamina Mendesa Taniego. Rówieśnik z Francji trzykrotnie rzucał go na deski i koniec nastąpił bardzo szybko, bo już w czwartej rundzie. Formalnym werdyktem był techniczny nokaut.
Najważniejsze pytanie jednak brzmi, co dalej z Usykiem? Jakie decyzje podejmie superczempion, zdając sobie sprawę, że ten pojedynek mógł być dla niego sygnałem alarmowym w wieku 39 lat.










