Saleta podsumował Łatwoganga. "Głośno protestuję". O tych słowach będzie się mówić
- To potwierdza moją opinię o młodym pokoleniu. Ja, mówiąc szczerze, od jakiegoś czasu powtarzam, że młodzi ludzie są lepsi od nas. W sensie dużo bardziej wrażliwi. Głośno oponuję i protestuję, gdy ktoś generalizuje, że nowe pokolenie jest bardziej roszczeniowe - mówi w rozmowie z Interią Przemysław Saleta, były pięściarz, który również na bazie swoich charytatywnych doświadczeń wystawia wysoką notę młodej generacji rodaków, na czele z bohaterem ostatnich dni - Łatwogangiem.

Artur Gac, Interia: Za sprawą livestreamu Łatwoganga, poprzedzonego dissem na raka w wykonaniu 11-letniej Mai i rapera Bedoesa, mamy do czynienia ze spektakularną akcją, którą opisują światowe media. Już z chwilą osiągnięcia 250 milionów złotych ustanowiono rekord Guinnessa.
Przemysław Saleta: - Dzisiaj już jest przeszło 282 miliony złotych!
I kwota wciąż będzie rosła, choćby dzięki wielu skarbom przekazanym na licytacje, jak srebrny medal olimpijski Władimira Semirunnija. Jaką pan, współtwórca jednego z charytatywnych przedsięwzięć, ma refleksję i spostrzeżenie? To przerosło pana wyobrażenie?
- W tym sensie się nad tym nie zastanawiałem. I wcześniej nie słyszałem o Łatwogangu, zanim to wszystko się zaczęło. Natomiast to potwierdza moją opinię o młodym pokoleniu. Ja, mówiąc szczerze, od jakiegoś czasu powtarzam, że młodzi ludzie są lepsi od nas.
Naprawdę?
- Tak, są lepsi od nas, ja to widzę. To tak bardzo rzuciło mi się w oczy przy okazji "Biegu po Nowe Życie" (w tym roku odbyła się 29. edycja wydarzenia od 15 lat wspierającego i promującego ideę transplantologii, którego ambasadorem i współtwórcą jest były pięściarz - przyp. AG). Lata temu rozpoczęliśmy współpracę z młodzieżą, najpierw jako wolontariuszami, a później doszli do sztafet. Z kolei półtora roku temu zaczęliśmy organizować tzw. Fora Młodych, czyli spotkania w dużych miastach: Katowice, Bydgoszcz, Warszawa i tak dalej, na które przychodzą uczniowie ze szkół średnich. Po 3-4 tysiące młodych z różnych szkół i słuchają historii ludzi, którzy oddali narządy oraz tych, którzy dostali narządy i uratowano im życie. Po tym wszystkim mam takie wrażenie, że młode pokolenie jest dużo lepsze, w sensie dużo wrażliwsze od nas.
- Uważam, że myślą zupełnie inaczej niż my. Sądzę, że to wynika chyba z tego, że ludzie, którzy przechodzili przez symboliczny powiedzmy rok '89, jak zmieniał się system, startowali z zupełnie innego pułapu ekonomicznego, czyli nic nie mieli. I raczej myśleli o tym, żeby coś mieć niż żeby coś zrobić albo żeby być. Natomiast dzisiaj, bez względu na to, jakie słyszymy narzekania, poziom życia w Polsce bardzo się poprawił. Widzę nawet po swoich córkach, że one są dużo bardziej wrażliwe na różne problemy związane ze zwierzętami, ekologią, pomocą innym i tak dalej. I sądzę, że cała ta akcja Łatwoganga dotarła przede wszystkim do młodych ludzi, a później pociągnęła całą Polskę. Choćby ze względu na stream, czyli formę przekazu. To nie była klasyczna zbiórka pieniędzy czy klasyczna akcja dla chorych, tylko coś z wykorzystaniem zupełnie nowych narzędzi.
To, co pan mówi, jest cenne choćby z dwóch powodów. Po pierwsze utarło się powiedzenie, bo ludzie lubią generalizować, że nowe pokolenie jest bardziej roszczeniowe.
- Właśnie ja nie mam takiego wrażenia. Głośno oponuję i protestuję, gdy ktoś tak mówi. Wie pan, każde pokolenie jest takie, iż uważa, że kiedyś było fajniej. A kiedyś było po prostu inaczej. Świat cały czas się zmienia i ludzie się zmieniają. Jednak myślę, że podejście młodych ludzi do życia bardzo zmieniło się na plus. W sensie, że poszło w stronę wrażliwości. Oczywiście sytuacja lepszego dobrobytu sprawia, że również zdarzają się przegięcia wynikające z nadmiaru pieniędzy i bardziej rzucają się w oczy niż te sprzed 30 czy 40 lat. Jednak przeciętna i ogólny ogląd sytuacji jest taki, że obecni młodzi naprawdę są lepsi.
Ta akcja rozbija też inny stereotyp czy często nałożoną kalkę, bo jeśli pojawiała się fraza "streamer" czy streaming", to często dodawano przedrostek "pato". Generalnie konotacja tego, co na żywo bywa pokazywane u twórców internetowych, często była negatywna.
- To oczywiście miało uzasadnienie, bo treści niektórych tzw. influenserów bardziej rzucały się w oczy. A tutaj okazuje się, że przy pomocy tego samego narzędzia można zrobić mnóstwo dobrego i sądzę, że ta historia pociągnie innych. To znaczy nie chodzi mi o to, że co chwilę będą tego typu zbiórki, bo nie sądzę, by udało się zrobić taki ciąg zdarzeń. Natomiast myślę, że Łatwogang przede wszystkim bardzo dużo zrobił dla fundacji Cancer Fighters, ale też zrobił bardzo dużo dla lepszego postrzegania młodzieży.
Jednocześnie zwróciłem uwagę, bo wpadło mi w oko ileś tego typu wpisów, na antagonizowanie ludzi wątkami o Jerzym Owsiaku i Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. To oczywiście sieje ferment i poróżnia, gdy przeciwstawia się hasła na zasadzie: "jeden żyje z pomagania, drugi po prostu pomaga". A nawet dezawuowanie kwoty przez jedną polityczkę, która napisała, że Owsiak "ledwo wycisnął 263 mln zł". Czemu to w ogóle służy?
- Nie wiem czemu to służy, dlatego że pomoc to pomoc. I tak naprawdę, jeśli ktoś wpłaca 5 czy 10 zł, a ktoś inny 1 milion, to w intencjach nie ma żadnej różnicy. I podobnie jest z porównywaniem tego do akcji Owsiaka, czyli zupełnie bez sensu. Jakby tak patrzeć z ekonomicznego punktu widzenia, to oczywiście, że cała akcja Łatwoganga ma dużo więcej sensu. W tym rozumieniu, że koszty są niższe, a przychód okazuje się większy. Ale jednocześnie WOŚP-em cała Polska żyje przez jakiś czas i naprawdę dobrze się patrzy, jak społeczeństwo regularnie łączy się w szczytnym celu. To jest zupełnie innego rodzaju akcja. Jeśli jednak chce się uderzyć psa, to kij zawsze się znajdzie. Więc tu chyba mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją. Poza tym inna historia dotyczy spontanicznej akcji, która trwa chwilę, a przedsięwzięcia, które ma inną konstrukcję i wymaga pracy na pełen etat.
Ja zawsze mówię tak: jeśli zarzucasz, że ktoś żyje z fundacji, a jednocześnie co roku doprowadza do spektakularnego finału, to co trudnego - ty zrób coś lepszego.
- Oczywiście. Każdy musi z czegoś żyć, a WOŚP rozrósł się w taką machinę i jest takim przedsięwzięciem, że zajmuje właściwie cały rok. To nie jest kwestia jednego dnia, czy tygodnia pracy.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl










