Saleta ostro ws. weta prezydenta Nawrockiego. "Uważają wszystkich za głupków"
Wczorajsza decyzja prezydenta RP Karola Nawrockiego, który zawetował program SAFE, jest tematem numer jeden nie tylko w Polsce, ale także w Europie. Były pięściarz Przemysław Saleta, który obserwuje scenę polityczną, w rozmowie z Interią wyraża swoje rozczarowanie. - Oczywiście nie zgadzam się z samą decyzją, ale też jestem zdegustowany formą. Ruch prezydenta odebrałem tak: bez specjalnego przekonania, ale na złość rządowi, by mu się nie udało - mówi były mistrz Europy w wadze ciężkiej.

Przemysław Saleta był wczoraj jedną z dziesiątek, a może i setek tysięcy osób, które oglądały orędzie prezydenta RP Karola Nawrockiego. Pierwszy obywatel państwa, zwierzchnik sił zbrojnych, zawetował program SAFE. Decyzja o zablokowaniu ustawy wdrażającej unijny fundusz wywołała potężne poruszenie. Prezydent Nawrocki perorował, że politycy, którzy chcą pożyczki SAFE, muszą zdawać sobie sprawę, że jest to wieloletnie zobowiązanie, twierdząc że koszt odsetek może wynieść nawet 180 mld zł.
Saleta o orędziu Nawrockiego: Jestem zdegustowany formą
Rząd z kolei przekonywał, że pieniądze z unijnego projektu są absolutnie kluczowe dla modernizacji armii oraz bezpieczeństwa państwa. W niespokojnych czasach, gdy wszyscy skupiają się na zbrojeniach, w tym Polska, nisko oprocentowana pożyczka (około 3 procent w skali roku) miała być idealnym rozwiązaniem, by jak najszybciej zwiększyć zdolności obronne państwa. Potencjalnie to właśnie nasz kraj miałby być największym beneficjentem tego programu. Komisja Europejska zdecydowała, iż Polska mogłaby pożyczyć nawet 43,7 miliarda euro, czyli po obecnym kursie około 185 miliardów złotych.
Wieczorne orędzie prezydenta Nawrockiego oglądał były pięściarz zawodowy Przemysław Saleta, który nierzadko przedstawia swój punkt widzenia na wydarzenia ze sceny politycznej. W rozmowie z Interią ocenił to, co wczoraj w jego odczuciu miało miejsce.
- Ja w ogóle tego nie rozumiem. Również w tym wymiarze, bo oglądałem orędzie prezydenta, jak źle się go słuchało i oglądało… Z tym machaniem rękami to wszystko było tak nieprawdziwe, tak wyuczone i na siłę, że miałem trudność wytrwać przy transmisji. Oczywiście nie zgadzam się z samą decyzją, ale też jestem zdegustowany formą. Ruch prezydenta odebrałem tak: bez specjalnego przekonania, ale na złość rządowi, by mu się nie udało. Przecież te pieniądze z SAFE szłyby na zbrojenia, ale jednocześnie także rozkręcanie polskiej gospodarki. A im więcej prawdziwego, a nie sztucznie wykreowanego pieniądza wpadnie w te tryby, tym lepiej dla wszystkich. Na końcu to ludzie będą mieli więcej pieniędzy, przecież to logiczne - uważa Saleta.
Jego zdaniem w przemówieniu prezydenta nie było niczego, co spowodowałoby, że osobiście zacząłby rewidować swój pogląd na temat programu SAFE.
- Prezydent tak naprawdę nie przedłożył żadnych racjonalnych argumentów, bo takich nie ma. Oczywiście nikt rozsądny nie chce się zadłużać jeśli nie musi, ale ogólnie rzecz biorąc wszystkie państwa na całym świecie zaciągają pożyczki, bo tak to funkcjonuje. Ponadto nie ma za bardzo alternatywy na szybką modernizację armii - twierdzi nasz rozmówca. I swoją uwagę przeniósł na prezesa NBP Adama Glapińskiego.
- Pomysł prezesa Glapińskiego jest kuriozalny, bo możemy mieć złoto albo pieniądze, ale nie możemy mieć jednego i drugiego. Nie da się zarobić na tym złocie, jeśli się go nie sprzeda. To byłby bardziej zysk na papierze. To tak, jak ktoś kupił mieszkanie za 500 tys. złotych, a teraz jest warte 1 milion. Czyli w ręku nie ma więcej pieniądza, tylko w swoim posiadaniu. A gdyby chciał uzyskać tę różnicę, czyli zarobić pół miliona, to musiałby to mieszkanie sprzedać. I zostaje bez mieszkania, a że nieruchomości ogólnie podrożały, więc w takim samym standardzie też nie kupi za mniej. Zakup za pół miliona będzie dużo skromniejszy - irytuje się były sportowiec. I zastanawia się nad jednym...
- Nie wiem, jak tego można nie rozumieć, a ludziom wciskać kity. Zastanawiam się, czy urzędnicy prezydenta są głupi, czy po prostu wszystkich uważają za głupków. Myślę, że to drugie. Nawet słuchając Glapińskiego, 3/4 jego wystąpienia było "jechaniem" po innych, że nie mają pojęcia, jakby on był jedynym mądrym. I fatalnie słuchało się tego, gdy mówił, że jest najbardziej apolitycznym prezesem NBP. Wypowiedzi prezesa nie byłem w stanie zrozumieć, bo tam nie było żadnych konkretów, ale to żadnych. Tak zwana kreatywna księgowość średnio się kojarzy, a szczególnie w przypadku banku centralnego. To już w ogóle jest pierwszy krok do katastrofy - przekonuje były mistrz Europy.
Saleta: Mam wrażenie, że oni ciągle są na etapie II wojny światowej
Bardzo mierzi go także wykorzystywanie w debacie publicznej gry na emocjach niemieckich.
- Gdy słucham tych tekstów Glapińskiego i spółki o Niemcach, to mam wrażenie, że cała ta grupa jest ciągle na etapie II wojny światowej. I po prostu mają nieprawdopodobną fobię niemiecką, która jednak jest cyniczna, bo jest policzona na nastroje swojego elektoratu, czyli klasyczne my-patrioci i oni-sympatyzujący z Niemcami. To dlaczego do dzisiaj jeżdżą flotą niemieckich samochodów? Dlaczego Przemysław Czarnek założył na swoim dachu fotowoltaikę? Niestety te tzw. prawicowe elity polityczne prowadzą zimną kalkulację, wykorzystując grę na emocjach oraz brak wiedzy ich elektoratu. Ubolewam, że wielu ludzi wciąż można urabiać tym podziałem, że mamy do wyboru opcje polskie lub niemieckie - utyskuje Saleta.
I na koniec zostawił sobie kwestię, a raczej "hasła o suwerenności".
- No Boże, przecież zwłaszcza w tych czasach widzimy, że solidarność w mocnych sojuszach jest ponad takie hasła. Dziś suwerenność w największym stopniu zależy od siły gospodarki, a ta musi być oparta o Unię, bo nie jesteśmy samowystarczalnym mocarstwem. Zresztą cały, demokratyczny świat, tak funkcjonuje - zaznacza Saleta.
Artur Gac, Interia












