Reklama

Reklama

Rusłan Prowodnikow wygrał z niepokonanym Jesusem Alvarezem Rodriguezem

Rusłan Prowodnikow (25-4, 18 KO) efektownie rozprawił się w walce wieczoru w Monte Carlo z niepokonanym dotąd Jesusem Alvarezem Rodriguezem (14-1, 11 KO). Pojedynek w wadze półśredniej został zastopowany w połowie czwartej rundy.

- Czekałem na wielkie walki z wielkimi nazwiskami, ale w tym roku się nie udało. Mam więc nadzieję, że te wielkie walki przyjdą w przyszłym roku, a ja odzyskam tytuł mistrzowski - powiedział tuż po ogłoszeniu werdyktu rosyjski niszczyciel.

- Przede wszystkim oczekuję od niego, by więcej pracował ciosami na korpus. Ma bardzo ciężkie ręce i powinien od samego początku częściej bić po dole. Nieustannie robimy postępy, a Rusłan staje się coraz lepszym pięściarzem - wtrącił Joel Diaz, nowy szkoleniowiec triumfatora.

Prowodnikow praktycznie od pierwszego gongu zepchnął przeciwnika do odwrotu. Rodriguez ładnie bił z kontry boksując na wstecznym, lecz nie potrafił tymi ciosami odczepnymi zatrzymać nacierającego "Syberyjskiego Rocky'ego". Rusłan niemal każdą akcję rozpoczynał konsekwentnie mocnym prawym hakiem pod lewy łokieć, a dopiero potem uderzał na górę. Tak mijały kolejne minuty, aż w końcu w czwartej rundzie trafił krótkim prawym sierpowym w okolice skroni. Zamroczony Meksykanin poleciał na liny, ale się nie przewrócił. Rosjanin doskoczył więc, dodał kilka kolejnych bomb przez gardę i w końcu rywal skapitulował. Przyklęknął i dał się wyliczyć do ośmiu. Za moment podjął dzielnie wymianę w narożniku, lecz nadział się na akcję prawy-lewy sierp i było po wszystkim.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje