Oto ostatni pogromca Usyka sprzed 16 lat. Rosjanin ujawnia, jak zrobić to ponownie
Kibice boksu w Polsce doskonale pamiętają galę z końcówki sierpnia 2023 roku, gdy na stadionie we Wrocławiu wielki pojedynek stoczył Ołeksandr Usyk, mistrz wagi ciężkiej. Ukrainiec po niezwykle emocjonującym starciu pokonał przez nokaut Daniela Duboisa, a po wszystkim zespół Brytyjczyka grzmiał, że Usyk posunął się do oszustwa. Teraz wraca inna sprawa, związana z ostatnią porażką mistrza świata, jaką w 2009 roku zadał mu Jegor Miechoncew. 41-letni Rosjanin, po latach, bardzo mocno uderzył w Usyka.

Pisaliśmy w Interii o trwających do 13 grudnia mistrzostwach świata w boksie pod auspicjami zmarginalizowanej federacji IBA, z uwagi na reprezentanta Polski Aleksieja Sewostjana, który początkowo widniał na liście. Jednak odbyta z trenerem kadry Grzegorzem Proksą rozmowa ekspresowo skłoniła naszego pięściarza, by zaniechał wyprawy do Dubaju, największego miasta w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Rosjanin wziął się za Usyka. Potężne uderzenie w ukraińskiego mistrza
Do rywalizacji i walki o potencjalnie ogromne pieniądze, jakie w puli turnieju zgromadził rosyjski szef organizacji Umar Kremlow, przystąpił niejaki Jegor Miechoncew. Dzisiaj już weteran boksu, 41-letni, ale kiedyś znakomity, z tytułami mistrza olimpijskiego w Londynie (waga półciężka), mistrzostwem świata (waga ciężka) i dwukrotnym mistrzostwem Europy (dywizja ciężka).
W Dubaju Miechoncew nie zrobił furory, ale jego pojawienie się na takim turnieju dało asumpt dziennikarzom, takim jak reporter z TalkSport, aby w rozmowie z nim wrócić do innego, ze znaczących wydarzeń z przeszłości. Otóż w całej karierze amatorskiej Usyk zaznał tylko 16 porażek (przy 335 zwycięstwach), a ostatnim, który zadał mu ból z powodu przegranej, był właśnie Rosjanin. Do ich pojedynku doszło w 2009 roku, w półfinale mistrzostw świata AIBA.
- Myślę, że trzeba mieć dobrą szybkość, przynajmniej na poziomie Jegora Miechoncewa. Wtedy będzie to możliwe - ze swadą stwierdził Jegor, odnosząc się do pytania, co musi mieć współczesny pięściarz w szczycie formy, aby dobrać się do skóry Ukraińcowi.
Najciekawszy był jednak fragment rozmowy, której kontekst był bardzo współczesny, bo odnosił się do wspomnianej walki Usyka z Duboisem we Wrocławiu. Wówczas, po jednym z ciosów, Ukrainiec padł na matę ringu zgłaszając, że dostał nieprzepisowo "poczęstowany" uderzeniem poniżej pasa. Sytuację tak samo zinterpretował sędzia ringowy, dając mistrzowie sporo czasu, aby doszedł do siebie. I w dziewiątej rundzie to arcymistrz z Sewastopola znokautował potężnie zbudowanego Brytyjczyka. Odrzucony został także protest promotora Franka Warrena, który próbował dowieść, że Usyk symulował.
Te sceny przypomniały Miechoncewowi wydarzenia sprzed 16 lat, gdy z Ukraińcem dzielił ring w Mediolanie.
Kiedy ze mną walczył, cały czas upadał, jakbym uderzał go poniżej pasa, chociaż uderzałem pięściami w korpus. On jednak łapał się za miejsca, w które nie wolno było uderzać - powiedział Rosjanin dla TalkSport. - Uważam, że to haniebne. Tam, skąd pochodzimy, uważa się to za podły czyn. Widziałem jego inne walki i ludzie też narzekali. Weźmy na przykład jego walkę z Beterbijewem na igrzyskach olimpijskich, kiedy zaczął się trzymać za nerkę po zupełnie przeciwnej stronie
I kontynuował swój krytyczny wywód na temat Usyka: - On tak robi. To jego nawyk, a dla nas to haniebne. Cholera, nie masz dość upadków? Przynajmniej raz nie upadnij. Nie upadnij i nie udawaj. Ostatecznie to męski sport. Trzeba to przetrwać.












