Reklama

Reklama

Rodzina "Macho" Camacho zwleka z odłączeniem od respiratora

Rodzina Hectora "Macho" Camacho zamierza poczekać z odłączeniem utytułowanego portorykańskiego boksera od respiratora. Lekarze orzekli, że mózg nie wykazuje żadnej aktywności. 50-latek został śmiertelnie postrzelony w mieście Bayamon.

- Tatuś był wielkim wojownikiem i pozwólmy mu walczyć do końca - powiedział jego syn Hector Jr, mimo że szef szpitala w San Juan dr Ernesto Torres już wcześniej ogłosił: "Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Teraz musimy jasno powiedzieć ludziom w Portoryko i na całym świecie, że "Macho" Camacho nie żyje".

Ciotki pięściarza, Aida i Blanca poinformowały, że Camacho będzie utrzymany przy życiu przez dwa dni (niektóre zagraniczne źródła używają określenia: wiele dni), bowiem chcą w spokoju pożegnać się z nim m.in. mieszkające na stałe w Nowym Jorku dwie siostry. Oczekiwany jest też przyjazd pozostałych dzieci: 22-letniego Justina, 19-letniego Christiana i 14-letniego Taylora.

Rodzina jeszcze nie zdecydowała, czy organy zostaną wykorzystane do transplantacji. Zgodę już wyraził ojciec, ale inni są przeciwni tej decyzji.

Camacho - trzykrotny mistrz świata (od wagi junior lekkiej do junior półśredniej) - został śmiertelnie ranny przed paroma dniami. Znajdował się w samochodzie zaparkowanym przed barem w Bayamon, gdy z innego auta padły strzały. Mężczyzna przebywający z bokserem zginął na miejscu; w jego kieszeni policja znalazła dziesięć niewielkich torebek z kokainą, jedna z nich była otwarta.

W szpitalu okazało się, że znany sportowiec (przez lata zmagał się z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu) ma szansę przeżyć, gdyż kula ominęła jego mózg. Jednak później wykryto, że przebite zostały trzy z czterech najważniejszych tętnic, które doprowadzają krew do głowy. "Brak tlenu doprowadził do nieodwracalnych zmian w mózgu" - poinformował Torres.

Ostatni, przegrany pojedynek Portorykańczyk stoczył w 2010 roku na Florydzie. Wcześniej pokonał takich rywali, jak Panamczyk Roberto Duran i Amerykanin Sugar Ray Leonard. W 1997 roku uległ Oscarowi De La Hoi w potyczce o pas czempiona WBC w kategorii półśredniej.

W zawodowej karierze bokserskiej Camacho stoczył 88 walk, z których 79 wygrał, sześć przegrał, a trzy zremisował.

W 2007 roku został skazany na siedem lat więzienia (później karę zmniejszono) za kradzież komputerów. Gdy miał 16 lat, odsiedział trzymiesięczny wyrok za kradzież auta. Przemocy nie brakowało w jego domu rodzinnym; rozwiodła się z nim żona, a syn też wnosił przeciw niemu oskarżenia.

W niedalekiej przeszłości, w tragicznych, czasem zagadkowych okolicznościach, umierali inni wspaniali pięściarze, jak Amerykanin Vernon Forrest (zmarł w wieku 38 lat, w 2009 roku), Corrie Sanders z Republiki Południowej Afryki (46, 2012), Kanadyjczyk Arturo Gatti (37, 2009), Wenezuelczyk Edwin Valero (29 lat, 2010) i Nikaraguańczyk Alexis Arguello (57, 2009).

Reklama

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL