Reklama

Reklama

Robert Parzęczewski: Kiedyś walczyłem za darmo i jeszcze opłacałem przeciwników

- Nie patrzę na tę walkę, jak na kolejny krok w karierze. To nie będzie żaden krok, tylko bardziej okazja do sprawdzenia okresów przygotowawczych. Szykowałem się na konkretnego zawodnika z wyższej półki. Teraz najbardziej jestem szczęśliwy z tego, że w ogóle zaboksuję. Kolejny okres przygotowawczy i wydane pieniążki nie pójdą na marne - mówi w rozmowie z Interią Robert Parzęczewski (24-1, 16 KO), czołowy polski pięściarz kategorii superśredniej. 26-letni sportowiec z Częstochowy w sobotę na gali MB Boxing Night 7 w Hotelu Arłamów zmierzy się w walce wieczoru z pochodzącym z Bośni i Hercegowiny Sladanem Janjaninem (27-5, 21 KO).

Artur Gac, Interia: Już zameldował się pan w Arłamowie?

Robert Parzęczewski: - Dziś wieczorem (czwartek - przyp. AG) dotrzemy w Bieszczady z Częstochowy. Tak, żeby na spokojnie się przespać, a już rano z odpowiednią wagą czekać na ceremonię ważenia.

Największym wyzwaniem stojącym przed panem na godziny przed pojedynkiem jest właściwa motywacja na rywala tej klasy, co Sladan Janjanin, z którym skrzyżuje pan rękawice w walce wieczoru?

- Na pewno dobrze, że już na końcówce przygotowań, gdy właściwie cała praca została wykonana, okazało się, że walczę z takim przeciwnikiem. Inaczej ciężko byłoby się zmotywować, a przede wszystkim mieć ochotę "robić" wagę, wykładać kolejne pieniądze i poświęcać wszystko na tego typu zawodnika. Nie chcę tu nikogo lekceważyć, bo wiadomo, że każdego, kto wchodzi do ringu, trzeba szanować. Do takiego zawodnika też może uśmiechnąć się los i wyjdzie mu jakiś "lucky punch", ale jednak szykowałem się na konkretnego rywala z wyższej półki. Parę nazwisk niedoszłych przeciwników ujrzało światło dzienne, z których większość, jeśli nie każdy, byłby dla mnie kolejnym testem i sprawdzianem.

Reklama

Miał pan swoje preferencje?

- Zgadzałem się na każdego z tej listy, ktokolwiek by nim miał być, przede wszystkim szykując się na dobrego zawodnika. Teraz najbardziej jestem szczęśliwy z tego, że w ogóle zaboksuję. Kolejny okres przygotowawczy i wydane pieniążki nie pójdą na marne.

Warto mieć świadomość, że w bokserskim biznesie pan cały czas jest zdecydowanie na dorobku.

- Wiadoma sprawa. Bo gdybym miał nie wiadomo jak dużo środków finansowych i nie wiadomo jakich sponsorów, czy choćby już nawet kilka walk stoczonych w tym roku, to najprawdopodobniej być może nawet odpuściłbym pojedynek z takim zawodnikiem. Uznałbym, że na takim poziomie w ogóle bez sensu wychodzić na ring. Jednak sytuacja jest taka, a nie inna. Poza tym teraz nowym sposobem zrzucam kilogramy do limitu kategorii superśredniej, więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Czyli, raz, przejdzie pan sprawdzian z "cięcia" wagi, a dwa - podtrzyma tak potrzebną aktywność.

- Otóż to, parę elementów będzie można sobie sprawdzić, nie ryzykując nawet, czy lepiej czy gorzej będę się czuł, robiąc wagę. Zobaczymy, ile w piątek rano pokaże waga przed ceremonią. Jak będzie potrzeba, to końcówkę "zduszę" i tyle.

Na ten moment (czwartkowe południe - przyp. AG) ile brakuje panu do osiągnięcia limitu?

- Ważę dokładnie 80 kilogramów. Czyli do mistrzowskiego limitu brakuje mi 3,8 kg, a że to jest walka ośmiorundowa, to muszę zmieścić się w granicy 77,2 kg, czyli brakuje mi niecałe trzy kilogramy.

I wszystko idzie planowo, czy dopada pana biała gorączka?

- Tak jak powiedziałem, robię to nowym sposobem, ale mam od tego ludzi, sztab fachowców, który jest za to odpowiedzialny. Wszystko idzie zgodnie z planem, tak jak miało być. Do tej pory stosowałem inne metody i tak naprawdę już w czwartki zasypiałem z limitem wagowym, co sprawiało, że organizm jednak trochę się męczył. Teraz cel jest taki, żeby wagę osiągnąć na samą ceremonię, czyli stanąć na wadze i... tyle, ani przez moment nie męcząc organizmu.

A ma pan obawy, że na godziny przed ważeniem jednak może się okazać, że naprędce trzeba będzie pozbyć się niemałej nadwyżki?

- Do tej pory zawsze robiłem wagę gorącymi kąpielami i wizytami w saunie, co odbywało się w ostatnim tygodniu przed walką. Tym razem ani razu nie sięgnąłem do tych sposobów, więc już jest atut, że gdybym nagle miał się męczyć, to potrwa to tylko przez kilka godzin przed ważeniem. Są tego plusy i minusy. Najważniejsze, że wkrótce to przetestujemy i zobaczymy, jak finisz wyjdzie w praktyce. Ludzie, którzy są za to odpowiedzialni, czyli mój dietetyk Marcin Gandyk oraz przyjaciel Sławek Daczkowski, który pomaga mi z posiłkami, są spokojni o efekt. Obaj byli kulturystami, sami robili to wielokrotnie i znają się na rzeczy. Już w tej chwili mogę powiedzieć, że obecnie czuję się lepiej niż czułem się zawsze w analogicznym czasie. Nie musiałem przez tydzień, dzień w dzień, siedzieć w saunie, tylko cały czas dobrze jadłem i piłem dużą ilość wody, którą dopiero teraz ograniczyłem do minimum.

Można zażartować, że gdyby walka z Bośniakiem miała okazać się spacerkiem, to przynajmniej tuż przed pojedynkiem trochę dokręci sobie pan śrubkę.

- Tak jak powiedziałem, nie patrzę na tę walkę, jak na kolejny krok w karierze. To nie będzie żaden krok, tylko bardziej okazja do sprawdzenia okresów przygotowawczych. Niby przez ponad osiem miesięcy nie byłem w ringu, ale w tym czasie wykonałem wiele nowej pracy. Zmieniłem trenera od przygotowania motorycznego na Jakuba Chyckiego, współpracuję ze wspomnianym dietetykiem, Marcinem Gandykiem, więc ostro zasuwam. Naprawdę miałem już zrobioną mega formę na kwiecień, gdy miałem walczyć z Ryanem Fordem, jednak trzeba było zweryfikować plany. Teraz, po tej walce, znów usiądziemy i porozmawiamy, co jeszcze można dopracować i doszlifować. Wszystko po to, że gdy przyjdzie pora na walkę mistrzowską, aby się nie martwić żadnym szczegółem.

Cały czas twardo stąpa pan po ziemi, już teraz nie opowiadając, że jest pan gotowy na najgroźniejszych przeciwników w kat. superśredniej. Dziś trudno powiedzieć, czy jest to dopiero połowa przebytego szlaku do walki mistrzowskiej, czy już jest pan za półmetkiem. Niewątpliwie jednak fakt jest taki, z czego sam pan zdaje sobie sprawę, że jeszcze brakuje przygotowania, aby z czystym sumieniem rzucić się na któregoś z czempionów.

- Taka jest prawda i nie ma co rzucać słów na wiatr. Coś więcej mógłbym powiedzieć i być mądrzejszy, gdybym stoczył walkę z Ryanem Fordem. Zaprezentowanie się na tle takiego rywala, obojętne czy walka zakończyłaby się przed czasem, czy na pełen dystans, udzieliłaby mi kilku odpowiedzi. Ja widzę duży progres w tym, co robię, ale to tylko trening, a w dodatku pewnie nie będzie okazji pokazać tego teraz, z takim zawodnikiem. Wiadomo, że by pokazać w ringu swój rozwój sportowy, to do tańca są potrzebne dwie osoby. Im bardziej wymagający rywal, tym więcej druga strona jest w stanie z siebie dać i pokazać. Tym razem jednak będę miał sprawdzian bardziej pod kątem zrobienia wagi oraz sprawdzenia nowej dynamiki i szybkości, na czym skupiliśmy się z Jakubem Chyckim.

Po perturbacjach ze zdrowiem, a dobrze pamiętamy, jakie spustoszenie w pana organizmie wywołała anemia, dziś jest pan człowiekiem w pełni zdrowym, czy ciągle trwa dochodzenie do optimum?

- Jestem zdrowy, ale wiadomo, że muszę cały czas brać leki i pilnować, żeby to nie wróciło. Tym bardziej, że już raz się przytrafiło, a jeśli nie będę dbał o siebie, to niewykluczone, że jeszcze może powrócić. Dlatego cały czas muszę się mieć na baczności.

To wymaga od pana dużego reżimu?

- Przede wszystkim muszę pilnować suplementacji i witam. Nie mogę sobie pozwolić na odkładanie takich rzeczy.

Ostatnie badania kontrolne kiedy pan przeszedł?

- Tydzień temu. I wszystko się zgadzało, wyniki były w normie.

Czy niedawny "lockdown" w sporcie, wymuszony obiektywnymi wydarzeniami, zmusił pana do podjęcia jakiegoś innego, równolegle z treningami, zajęcia, aby zapewnić sobie ciągłość finansową? Czy jednak miał pan na tyle oszczędności, aby te miesiące poświęcać wyłącznie na boks?

- Trzeba powiedzieć, że praktycznie całe wypłaty za walki pokrywają moje nakłady na przygotowania. A jeśli skądś mogę sobie odkładać parę groszy, to są to pieniądze od sponsorów, od partnerów biznesowych. Szczęśliwie coś udało mi się zgromadzić, bo przez ostatnich niemal dziewięć miesięcy tylko wydawałem, a dochodów praktycznie nie miałem. Nie walczyłem, więc nie zarabiałem - proste. Mówiąc szczerze oszczędności właśnie się kończą, dlatego dobrze, że teraz zawalczę i parę groszy wpadnie. Zobaczymy, co będzie dalej. Mam nadzieję, że zaraz po wakacjach, we wrześniu, będzie szykowała się kolejna walka. 

- Na razie staram się za dużo o tym nie myśleć, ale co tu dużo mówić: nie jest za dobrze, nie jest kolorowo, bo wiadomo, że za coś trzeba się przygotowywać i z czegoś trzeba żyć. Jednak jestem dobrej myśli i liczę, że choćby związanie się z Telewizją Polską, która ma wielki zasięg, przełoży się na większą pomoc finansową od sponsorów. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że sytuacja związana z pandemią dotknęła nie tylko nas, sportowców, ale wiele grup zawodowych, dlatego nie ma co użalać się nad sobą. Jak będzie trzeba, to się wyjedzie do roboty za granicę. Jednak na razie moje myśli krążą wokół sobotniej walki, później chwilkę odpocznę, a w międzyczasie porozmawiam z moimi partnerami, jak u nich wygląda sytuacji finansowa, na kogo mogę liczyć. A z promotorami będziemy ustalać termin kolejnej walki.

Praca hartuje człowieka i buduje charakter, a pan jeszcze niedawno nie stronił od innych zajęć.

- Na pewno nie będzie gorzej niż było na początku kariery. Wtedy łączyłem boks z pracą na budowie i staniem na "bramkach" w weekendy w klubach. Do tego nie tylko walczyłem za darmo, ale jeszcze opłacałem rywali. Tak już nie będzie. Najwyżej będę zmuszony żyć jeszcze bardziej oszczędnie niż jestem i przez chwilę mój rozwój sportowy będzie musiał na chwilę zahamować. A był on w ostatnich latach możliwy właśnie dzięki inwestycjom, m.in. w postaci ściągania sparingpartnerów.

A może prowadzi pan zeszyt, w którym sumuje wszystkie wydatki?

- Nie prowadzę, ponieważ jeszcze bardziej nie chcę się denerwować (śmiech). Ale co tu dużo mówić, każdy zawodnik z takim bilansem walk, jak ja, ma jakiś samochód, którego ja nie mam. Ja za to cieszę się, że za swoje pieniądze sprowadzę sobie jakiegoś sparingpartnera. A każdy w środowisku bokserskim wie, jakie to generuje koszty. Można policzyć sobie, ile to mnie kosztuje, gdy ściągam po dwóch zawodników na tydzień lub dwa. Wręcz można powiedzieć, że wydaję więcej na okres przygotowawczy niż dostaję z tytułu gaży za walkę. Gdyby nie sponsorzy i musiałbym przygotowywać się i żyć wyłącznie z pieniędzy za pojedynki, byłoby to nierealne.

A wracając do samej walki: założeniem na starcie z Janjaninem jest nie tyle wygrana, co efektowne rozprawienie się z Bośniakiem?

- To nie tylko ode mnie będzie zależało. Nie wiadomo, z jakim nastawieniem przyjedzie ten zawodnik. Na razie możemy tylko podejrzewać i przypuszczać. Jednak oczywistym jest, że jeśli wejdzie z nastawieniem, by tylko jak najładniej przegrać, to ciężko jest takiego zawodnika efektownie skończyć, bo będzie pewnie paraliżował moje zamiary, klinczował i uciekał. Dlatego na to się nie nastawiam. Nie wiem, może dopiero po ważeniu odpowiednio się "naładuję" i wtedy będę gotowy rzucić mocną zapowiedź. Oczywiście fajnie byłoby zakończyć walkę efektownie i najlepiej jak najszybciej iść do domu, bo śmieję się, że tu za nadgodziny nikt mi nie zapłaci, jednak przede wszystkim każdego trzeba szanować. Nie ma co lekceważyć przeciwnika, bo każdy z nas ma dwie ręce oraz dwie nogi i nie chce przegrywać. Respekt trzeba mieć do każdego, żeby później nie zapłacić wysokiej ceny.

Niech zatem to wszystko, co związane z pana planami i karierą w boksie, nabierze rozpędu. W każdym aspekcie.

- Jeśli tylko będzie lepiej niż jest teraz, to już na pewno nie będę narzekał.

Rozmawiał Artur Gac

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy