Reklama

Reklama

Rafał Jackiewicz: Nie mogłem odrzucić tej oferty, bo pieniądze są konkretne

Rafał Jackiewicz zakończył bokserską karierę, by trzy dni później ją wznowić, gdy dostał propozycję walki o mistrzostwo Europy wagi półśredniej. W sobotę spotka się we Włoszech z Gianlucą Branco.

- Nie mogłem odrzucić tej oferty, bo pieniądze są konkretne. Na moim miejscu każdy postąpiłby tak samo i wsiadł do samolotu do Italii. Jest zapotrzebowanie, dlatego walczę - powiedział 37-letni Jackiewicz, który wcześniej deklarował, że zakończył występy pięściarskie, a skoncentruje się tylko na walkach w mieszanych sztukach walki (MMA).

Zawodnik z Mińska Mazowieckiego był już zawodowym mistrzem kontynentu, zaś bezskutecznie rywalizował o tytuł mistrza świata federacji IBF. Cztery lata temu przegrał na punkty w Lublanie ze Słoweńcem Dejanem Zaveckiem.

Reklama

- Chciałbym wygrać i zrobić... psikusa. Bowiem zamierzam wtedy zwakować pas i definitywnie skończyć karierę bokserską. Choć już przekonałem się, że nieoczekiwane propozycje mogą wywrócić życie do góry nogami - dodał polski pięściarz.

W przeszłości Jackiewicz już kilka razy walczył na włoskich ringach. Większość pojedynków przegrał, co mocno nadszarpnęło jego rekord: 46 (wygrane) - 11 (porażki) - 2 (remisy).

- W pojedynkach z Antonio Laurim i Giammario Grassellinim zostałem oszukany przez sędziów punktowych. Wątpliwości nie było w walce z Leonardo Bundu o mistrzostwo Europy, w której przegrałem przed czasem. Z pewnością Włochy mogę polecić jako dobre miejsce, ale tylko na letni wypoczynek. Co nie zmienia faktu, że ze starym lisem Branco stary osioł Jackiewicz nie jest bez szans - stwierdził bokser.

Jackiewicz chciałbym wrócić z pasem EBU, choć nie jest w pełni zdrowy. Wciąż dokuczają mu kontuzje odniesione w trakcie przygotowań i już podczas debiutu w MMA. Na początku października przegrał ze znanym kickbokserem Marcinem Parchetą.

- Nie szukam usprawiedliwień, ale fakty są takie, że do pojedynku z Parchetą stanął Jackiewicz gotowy na 40 proc. swoich możliwości. Miałem rozbitą prawą nogę, dokuczał mi uraz lewego uda, do tego doszły kłopoty z poobijanym przedramieniem i nerką. Praktycznie nie ćwiczyłem parteru, ze względu na pachwinę ledwo biegałem, ale walki nie mogłem odwołać. Teraz, przed potyczką z Branco, jest lepiej, ale wciąż odczuwam ból w nodze. Miałem robione bolesne zastrzyki w kolano z krwi cielęcej. Przez 12 lat nie kopałem, zapomniałem o kickboxingu, i zająłem się tylko boksem, a teraz wracają stare kontuzje. Ale koniec marudzenia, jestem dobrej myśli - powiedział.

Opinie o tym, że Jackiewicz nie pasuje do MMA, bo jest grzeczny i za spokojny, o dziwo potwierdza sam zainteresowany. Kiedyś miał problemy z prawem, często "sprawdzał się" w ulicznych bijatykach, ale za sprawą żony Marty i dzieci zmienił się nie do poznania.

- Coś w tym jest... Kiedyś walczyłem na ringu tak, jak funkcjonowałem na co dzień - jakby to była walka o przeżycie. Na szczęście zmieniłem się, moja żona prowadzi przedszkola w Mińsku Mazowieckim i Nowej Iwicznej, ja jestem trenerem, mamy co robić, jesteśmy zadowoleni - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat: Rafał Jackiewicz | boks | mistrzostwa europy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje