Przerażająca wojna w wadze ciężkiej. Co zrobił sędzia? Polak czuje się pokrzywdzony
Zachwytom nad pojedynkiem Daniela Duboisa z Fabio Wardleyem nie ma końca. Obaj Brytyjczycy stoczyli niesamowitą walkę, zostawiając w ringu zdrowie, a zwłaszcza Wardley, który porażką przez techniczny nokaut w 11. rundzie stracił tytuł mistrza świata WBO w królewskiej wadze. Starciu z zachwytem przyglądał się Damian Knyba, jeden z dwóch obecnie najlepszych polskich ciężkich. I w rozmowie z Interią tym bardziej żałuje, jak sędzia zachował się podczas jego mistrzowskiej batalii z Agitem Kabayelem.

Walka dekady - w ten sposób niektórzy fachowcy nazywają to, co działo się w Co-op Live Arena w Manchesterze. Teoria pokryła się z praktyką i zestawienie dwóch asów wagi ciężkiej z Wielkiej Brytanii, czyli byłego mistrza świata Daniela Duboisa z urzędującym czempionem w wadze ciężkiej Fabio Wardleyem, okazało się być strzałem w dziesiątkę.
Co za ringowa wojna, polski olbrzym podekscytowany. I uderza
Aż trudno zliczyć wszystkie momenty, gdy nad ringiem - używając metaforycznego stwierdzenia - unosiło się wielkie zagrożenie. Żeby nie użyć mocniejszego słowa. Dubois pokazał, że jest znakomitym pięściarzem, bo choć z początku znalazł się w wielkich tarapatach i dwa razy lądował na deskach, to później głównie on zadawał siarczysty ból Wardleyowi.
Fabio w boksie i tak dokonał mistrzostwa świata - dosłownie i w przenośni. Bo zanim sięgnął po pas w starciu z Josephem Parkerem, wzbudził zachwyt swoją karierą, na poważnie rozpoczętą dopiero w wieku niespełna 23 lat. A wcześniej bawił się w boks, występując na galach tzw. białych kołnierzyków.
To była bezapelacyjnie ringowa wojna, Dubois w pewnym momencie już niemiłosiernie okładał Wardleya, ale jego rodak wykazał się niesamowitą odpornością na ciosy. Nawet, gdy wydawał się być na skraju ciężkiego nokautu, nie padł na deski. Obrywał jednak tak mocno, że w końcu zlitował się nad nim sędzia Howard Foster, stopując pojedynek w 11. rundzie.
Wcześniej co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście razy rodak pięściarzy mógł wkroczyć do akcji, gdyby bardziej do serca brał sobie dewizę, że najważniejszą rolą arbitra jest dbanie o zdrowie zawodników. Dlaczego jednak tego nie zrobił, a dopiero w końcówce sprawił, że Dubois po raz drugi w karierze został mistrzem świata wagi ciężkiej?
Osobiście nie jestem zwolennikiem, by sport, jeśli nawet boks z definicji jest niebezpiecznym sportem, dokonywał takiego uszczerbku na zdrowiu. Ale rozumiem też argumenty z drugiej strony, że gdyby arbitrzy nie pozwalali pięściarzom na "umieranie" w ringu, to historycznie nie mielibyśmy wielu legendarnych pojedynków. W dodatku, w licznych przypadkach, ze spektakularnymi zwrotami akcji.
Pojedynkowi w Manchesterze z wypiekami na twarzy przyglądał się Damian Knyba, obecny as polskiej wagi ciężkiej, sposobiący się do krajowego hitu w wadze ciężkiej - walki z Kacprem Meyną 3 października w Koszalinie.
Polski olbrzym niedawno sam stanął w szranki o niemal najwyższą pulę, bo w starciu z zaliczanym do absolutnej czołówki wagi ciężkiej Agitem Kabayelem zmierzył się o pas WBC w wersji tymczasowej. I nasz pięściarz zaczął tę walkę nadspodziewanie dobrze, ale szybki koniec przyszedł w trzeciej rundzie. Knyba i jego obóz wściekali się, że sędzia Mark Lyson zachował się tak, jakby czekał na pierwszy pretekst do tego, by poprowadzić walkę "po gospodarsku".
Można było polemizować z tą teorią, ale patrząc na to, co działo się się w krwawej bitwie Dubois - Wardley, w zasadzie nie ma wielu argumentów do polemiki. I tak samo patrzy na to nasz zainteresowany.
- Szczerze to jeden z najlepszych pojedynków, jakie widziałem w swoim życiu w wadze ciężkiej. Niesamowicie się oglądało, było parę fajnych zwrotów akcji. Dziwię się w ogóle, że sędzia prędzej nie wkroczył i tego nie przerwał, ale tego typu sędziowanie właśnie mi się podoba. Czyli pozwala się zawodnikom na więcej, bo tylko w taki sposób mogą powstać tak epickie pojedynki - powiedział Interii Damian Knyba. I płynnie przeszedł do swojej batalii z 10 stycznia w Oberhausen.
- Sędzia zdecydowanie przedwcześnie przerwał. Gdyby tak w każdej walce arbitrzy postępowali, nie byłoby tak fajnych pojedynków i boks nie byłby taki sam. Oczywiście czasami nie można przechodzić ze skrajności w skrajność, ale też niedobrze, gdy poddaje się zawodnika po trzech-czterech ciosach praktycznie ot tak, bo się potknął - zżyma się Knyba.
Nasz as ponadto uważa, że arbitrzy powinni także wchodzić do ringu, wcześniej odrabiając pracę domową. Innymi słowy wiedzieć, z jakim bagażem doświadczeń konkretni pięściarze przystępują do konfrontacji. Krótko mówiąc, czy nie są już naruszeni lub, co gorsza, rozbici.
- Dokładnie tak. Inaczej, jeśli zawodnik co chwilę pada przez nokaut. Wówczas faktycznie sędzia może ze wzmożeniem martwić się o jego zdrowie. A jeśli nigdy nie został znokautowany, na pewno inaczej powinien podchodzić. Wiem, że w ringu nigdy nie powinno dochodzić do śmierci, choć tak też się zdarzało, ale to jest boks. Więc zawodników ze zdrowiem trzeba puścić, by dali dobry pojedynek - konkluduje niedawny pretendent.
Artur Gac, Interia



![Mundial 2026: Anglia - Chorwacja. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MXKB78ARXGFUX-C401.webp)





