Reklama

Reklama

Przemysław Saleta dla Interii: Przeraża mnie to, co się dzieje w Polsce

Od 2016 roku, kiedy wyjechałem z Polski, nic się nie zmieniło, to znaczy zmieniło się, ale na gorsze. Czego się nie tknie, to śmierdzi, uważam, że dominuje nieudacznictwo, ciągłe afery, robienie pieniędzy na boku. Jednocześnie padają piękne słowa, choć przepełnione są butą i pogardą dla tych, którzy myślą inaczej. Nie chcę wchodzić do polityki, bo łatwo można się w tym wszystkim ubrudzić - mówi w drugiej części szczerej rozmowy z Interią były mistrz świata w kick-boxingu, mistrz Polski i Europy w boksie zawodowym Przemysław Saleta.

Zbigniew Czyż, Interia: W 2016 roku wyjechał pan do Tajlandii, twierdząc, że chce się trochę uwolnić od rządów Prawa i Sprawiedliwości, że sytuacja w kraju zrobiła się duszna, a jednak pan wrócił wiosną ubiegłego roku.

Reklama

- Nie było tak do końca. Do Tajlandii wyjechałem dlatego, że byłem w tamtym kraju w 2014 roku i się w nim zakochałem, potem pojawiła się możliwość podjęcia pracy, zorganizowania sobie życia na wyspie Samui i tak też się stało. Nie lubię zimy co też przyczyniło się do mojego wyjazdu, w Tajlandii spędzałem 80-90 procent czasu w roku. Życie mijało mi tam bezstresowo i znacznie wolnej, Azja jest jednak specyficzna co ma też swoje minusy. Na wyspie życie toczy się wolno, w ogóle czas biegnie wolno, nie ma korków, można się wyluzować, skoncentrować na tym, co się ma do zrobienia i skoncentrować się na sobie. Wiele osób przyjeżdża tam, żeby zadbać o swoją formę fizyczną i psychiczną, dlatego zacząłem organizować obozy wyjazdowe właśnie do tego kraju. Na początku prowadziłem treningi indywidualne dla siebie, a potem to wszystko się rozrosło, teraz jestem w Polsce, ale co jakiś czas jeżdżę tam do pracy, co jakiś czas i tak chyba pozostanie.

Czyli nie zrezygnuje pan z Tajlandii?

- Na pewno nie, tam jest mój trzeci dom po Polsce i Florydzie, uwielbiam jeździć do Tajlandii, jak tylko wznowione zostaną loty, to będę jeździł na obozy, cały czas jest nimi duże zainteresowanie. Wkrótce chciałbym organizować podobne obozy także w Hiszpanii i to byłaby fajna opcja, loty są krótsze, bilety tańsze. Jest mi ciężko usiedzieć w jednym miejscu, lubię coś robić, mieszkać w miejscach, w których dobrze się czuję, dlatego będę łączył takie wyjazdy. Prowadzę takie życie, w którym nie do końca wiem co za chwilę, albo za rok będę robił.

- Są plany organizacji takich obozów jeszcze w innych krajach?

Niewykluczone, może akurat spodoba się mi jakiś kraj i tam wyjadę, wszędzie chyba czuję się dobrze, mam świadomość , że wszędzie dam sobie radę, nie boję się nowych wyzwań. Wychodzę z założenia, że mimo, iż chyba każdy z nas ma jakieś kredyty, zobowiązania tu na miejscu, to jeśli chcesz przeżyć w życiu coś wspaniałego, warto ryzykować.

Dlaczego po trzech latach wrócił pan do Polski i nie do końca przeczekał obecne rządy?

- Przede wszystkim z uwagi na sprawy zdrowotne, w październiku ubiegłego roku przeszedłem operację kręgosłupa. Byłem w Tajlandii jeszcze w tym roku od połowy stycznia do początku marca.

Jak wygląda powrót do formy po operacji?

- To była dosyć skomplikowana operacja, bo trzeba było usunąć dosyć dużą starą torbiel, oprócz tego wprowadzono mi cztery dziesięciocentymetrowe śruby w kręgosłupie. O ile lewa noga jest już w stu procentach sprawa, to z prawej nie jestem w stanie odbić się z palców, staram się jednak jakoś trenować, mam nadzieję, że wkrótce odzyskam pełną sprawność.

A póki co jak pan sobie radzi z pandemią?

- Chyba tak jak wszyscy, natomiast mam mieszane uczucia jeśli o pandemię chodzi i o te wszystkie restrykcje. Staram się trenować w domu, od czasu do czasu znajomy otworzy mi klub fitness, w którym jestem sam. Gorzej jest z podtrzymywaniem kontaktów towarzyskich, najbardziej brakuje mi tego, że ze starszą córką, która jest w grupie ryzyka, mam tylko kontakt telefoniczny. Nie mam także kontaktu bezpośredniego z mieszkającymi we Wrocławiu rodzicami, oni także są w grupie ryzyka. Poza tym brakuje mi restauracji, czasami człowiek jest głodny i chciałby z nich skorzystać, pozostaje mi tylko jedzenie na wynos, które spożywam w samochodzie (śmiech).

W jakieś nowe projekty tutaj w Polsce się pan angażuje?

- Ostatnio sporo czasu poświęciłem na stworzenie programu treningowego opartego na boksie i ćwiczeniach siłowych, nosiłem się z tym od dwóch lat. Przebywając w zimie w Tajlandii wszystko sobie już w głowie poukładałem, ale potem nastąpiła pandemia, lock out i zostało to przerwane, wkrótce jednak wszystko będzie już nagrane i dostępne online. Program treningowy będzie dostępny na stronie www.nokaut25.pl, będzie można zrobić dobrą formę, poprawić sylwetkę. Boks jest takim sportem, który buduje ciało, ale też charakter, dodatkowo pomaga wyrzucić stresy, daje pewność siebie. To jest fajny sposób na to, żeby przygotować się do wakacji.

Kilka lat temu dosyć krytycznie wypowiadał się pan o sytuacji w naszym kraju, w dalszym ciągu ma podobne zdanie, zmieniło się coś?

- Tak, zmieniło się, ale na gorsze. Czego się nie tknie, to śmierdzi, uważam, że dominuje nieudacznictwo, ciągłe afery, robienie pieniędzy na boku. Jednocześnie padają piękne słowa, choć przepełnione są butą i pogardą dla tych, którzy myślą inaczej, przeraża mnie to.

Nie chciałby pan zaangażować się politycznie?

- Jeśli patrzę na politykę, to widzę wielu ludzi bez charakteru, którzy wykonują polecenia najjaśniejszego przywódcy nie pełniącego żadnej formalnej roli. Duża część ludzi w polityce jest tylko po to, aby realizować własne interesy, a ja chcę się od tego trzymać z daleka, bo naprawdę nie trudno jest się w tym wszystkim ubrudzić.

Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Saleta | boks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama