Reklama

Reklama

Przemysław Saleta dla Interii: Łomaczenko jest absolutnym geniuszem, ale siła jest po stronie Lopeza

- Dla mnie Łomaczenko jest pięściarzem idealnym. Ja patrzę na to w trochę inny sposób niż większość kibiców, ponieważ ileś razy byłem w ringu. W związku z tym jeszcze bardziej doceniam to, co on robi. Kibicowi sprzed telewizora może się wydawać, że to jest normalne, ale tu właśnie o to chodzi, że boksowanie Ukraińca nie jest normalne - mówi w rozmowie z Interią Przemysław Saleta, były mistrz Europy w wadze ciężkiej, przed hitową walką, w której ukraiński arcymistrz Wasyl Łomaczenko (14-1, 10 KO) zmierzy się z młodą gwiazdą, Teofimem Lopezem (15-0, 13 KO). Stawką sobotniego pojedynku w MGM Grand w Las Vegas będzie absolutne królestwo w wadze lekkiej, okraszone czterema pasami WBC Franchise, WBO, WBA i IBF. Transmisja gali od godz. 2 w nocy w Polsacie Sport.

Artur Gac, Interia: Przed nami jedna z najbardziej ekscytujących walk bokserskich na świecie w tym roku, czy nadałby jej pan jeszcze większą rangę?

Przemysław Saleta, były mistrz Europy, ekspert Polsatu Sport: - Mnie się wydaje, że jest to najbardziej ekscytujące starcie od początku roku. Po pierwsze muszę szczerze przyznać, że nie w pełni jestem obiektywny, bo należę do wielkich fanów Łomaczenki i stylu, w jakim boksuje. Uważam, że jest absolutnym geniuszem, a od jakiegoś czasu najlepszym pięściarzem bez podziału na kategorie wagowe.

Co, pana zdaniem, czyni z 32-letniego Ukraińca takiego giganta?

Reklama

- Już nawet pomijając umiejętności, które są nieziemskie, wybitna jest jego sprawność fizyczna i ringowa inteligencja. Ta będzie szczególnie istotna w walce z Lopezem, naprawdę dobrym, młodym, szybkim i bardzo silnym zawodnikiem, który jeszcze nie zaznał smaku porażki. To sprawia, że ten chłopak nie ma wątpliwości, iż tę walkę wygra. Natomiast prawda jest taka, że Łomaczenko jest jedyny w swoim rodzaju, w związku z czym bez względu na to, w jakim momencie swojej kariery byłby Lopez, to z takim zawodnikiem nigdy nie dzielił ringu. Osobiście też mi się trochę wydaje, że Łomaczenko naciskał na tę walkę z dwóch powodów. Po pierwsze z chęci zunifikowania tytułów w wadze lekkiej, a po drugie upływający czas, przy takim stylu boksowania i w tej kategorii wagowej, działałby na jego niekorzyść, a stawał się przewagą Teofima.

Nie bez powodu mówi się, że dojdzie do pojedynku jednego z najlepszych pięściarzy XXI wieku z jednym z najlepszych zawodników młodego pokolenia.

- Dokładnie tak jest. Lopez przez ileś najbliższych lat będzie stawał się lepszy z racji nabywanego doświadczenia. A tego nie da się nauczyć w jednej, czy w jego przypadku dotychczasowych 15 walkach.

Biorąc pod uwagę nieprawdopodobny arsenał możliwości Łomaczenki i potężne atuty w pięściach Lopeza scenariuszy w tym pojedynku może być multum. W każdym razie uważa pan, że Ukrainiec będzie w stanie, przy stylu Lopeza, tak prowadzić tę walkę, by cały czas nadawać ton ringowym wydarzeniom? A może bliżej panu, by przypuszczać, że dojdzie do dramatycznych zwrotów akcji?

- Jeśli Łomaczenko da się trafić, to faktycznie może pojawić się dramaturgia. Jednak zacząłbym od tego, że to, co podoba mi się w stylu boksowania Łomaczenki, to fakt, że nie unika walki. Jest cały czas blisko swojego przeciwnika, z tym że pozostaje nie do trafienia. Praktycznie nie ma momentu, by stanął w miejscu, bo non stop rusza się dookoła przeciwnika. Co z tego, że niby pozostaje w zasięgu jego pięści, skoro jednocześnie jest nieuchwytny. Do tego Ukrainiec wszystko widzi. Z kimś takim bardzo ciężko się boksuje, ponieważ on nie tylko karze cię za każdy błąd, ile wręcz za cokolwiek, co dopiero masz zamiar zrobić. Przecież niejednokrotnie jego sparingpartnerzy oraz zawodnicy, z którymi walczył, przyznają, że w starciu czuli się bezradni. A to dlatego, że Łomaczenko jest zawsze trzy, cztery, a nawet pięć kroków naprzód. Jeszcze zanim oni chcą coś zrobić, on już to wie.

Mistrz unicestwiania i zabijania w zarodku tego, co rywale chcieliby zrobić w ringu.

- To wręcz nieprawdopodobne, jak on "czyta" przeciwników i ich zamiary. Do tego w jego pojedynkach cały czas coś się dzieje. To nie jest tak, jak było z legendarnym Pernellem Whitakerem, który też był mistrzem obrony, ale boksował w zupełnie innym stylu. Amerykanin nie dawał się trafiać i kontrował przeciwników. Z kolei Łomaczenko przy tym wszystkim sam jest dosyć agresywny.

Jednak siła przemawia za Lopezem.

- Jeśli chodzi o siłę pojedynczego uderzenia, to na pewno przewaga jest po stronie Teofima. To trzeba przyznać. I na to trzeba uważać, bo sądzę, że będzie to miało szczególne znaczenie w pierwszej połowie walki. A później, jeśli się zmęczy i choć odrobinę zwolni tempo, to właściwie - z punktu widzenia Łomaczenki - im ktoś silniejszy, tym lepiej dla niego. Tym łatwiej jest mu wykorzystywać różne błędy.

Nie ma żadnych wątpliwości, o czym zresztą mówi sam Lopez, że jest typowym "puncherem", ale przed pojedynkiem z Łomaczenką dodaje do tego, że jest też mądrym i świetnym bokserem. Te wszystkie inne atrybuty, poza siłą uderzeń, będzie w stanie pokazać na tle kogoś takiego, jak "Hi-Tech"?

- Szczerze mówiąc nie wiem, dlatego że tutaj będzie musiał zachowywać zimną krew i się nie frustrować. A to młody zawodnik i dosyć emocjonalny. A jeszcze w narożniku stoi jego ojciec, który też - mam wrażenie - jest emocjonalny. I w zasadzie oni w ten sposób podchodzą do tego pojedynku. A generalnie w boksie, a już zwłaszcza w przypadku walki z takim zawodnikiem, jak Łomaczenko, który boksuje na jakichkolwiek twoich niedociągnięciach, duże pokłady emocji będą tylko i wyłącznie przeszkadzać. Dopiero jeśliby Lopez potrafił kontrolować emocje i nie frustrować się, tylko konsekwencje realizować przygotowaną taktykę, mógłby coś wskórać. Jednak nie sądzę, by tak było. Po prostu bardzo ciężko w ciągu 15 walk nabrać takiego doświadczenia, żeby to wystarczyło na Wasyla.

Ewentualnie mocno zraniony Łomaczenko miałby szansę dojść do siebie lub zamaskować kryzys, czy przy eksplozywności Lopeza byłoby mu piekielnie ciężko wyjść z opresji?

- To będzie zależało od tego, jak mocne byłoby takie ewentualne trafienie. Tak naprawdę, czysto teoretycznie, w tej walce może się zdarzyć naprawdę wszystko. Natomiast myślę, pomijając styl Łomaczenki, że doświadczenie będzie miało kolosalne znaczenie. Porównując różne atuty, typu szybkość, wytrzymałość, siła i doświadczenie, to chyba właśnie ten ostatni element będzie decydujący. Szczególnie w kryzysowych momentach dla któregokolwiek z nich.

A z punktu widzenia Ukraińca co takiego musiałoby się wydarzyć, żeby ten pojedynek - choć może wydaje się to nierealne - od początku nie układał się po jego myśli?

- Musiałby zostać mocno trafiony. I to nie raz. Ewentualnie druga opcja: gdyby okazało się, że Lopez znalazł jakiś klucz, który otwiera dziury w obronie Łomaczenki i systematycznie go trafiał, a on te ciosy odczuwał. Wtedy mielibyśmy do czynienia z pierwszą taką sytuacją w długiej karierze Wasyla.

A pan, czysto teoretycznie, dostrzega coś takiego w boksie Łomaczenki, po stronie ewentualnych, jeszcze nieodkrytych słabości?

- Nie, ja czegoś takiego nie widzę. Może jestem w tym nieobiektywny, ale dla mnie Łomaczenko jest pięściarzem idealnym. Ja patrzę na to w trochę inny sposób niż większość kibiców, ponieważ ileś razy byłem w ringu. W związku z tym jeszcze bardziej doceniam to, co on robi. Kibicowi sprzed telewizora może się wydawać, że to jest normalne, ale tu właśnie o to chodzi, że boksowanie Ukraińca nie jest normalne.

Pozaringowa osobowość Łomaczenki też robi wrażenie.

- Oczywiście. Akurat w środę oglądałem jeden z programów, promujących najbliższą walkę. I prezentował się w nim świetnie, jako człowiek. A wracając do samego boksu, wręcz nieprawdopodobny jest fakt, że w całej karierze amatorskiej przegrał tylko jedną walkę. Przecież ten facet zakończył karierę amatorską z rekordem 396-1! Biorąc pod uwagę, z kim mierzył się na igrzyskach olimpijskich, w mistrzostwach świata i Europy oraz na innych, mocno obsadzonych turniejach, jest to absolutny kosmos.

Co niezwykle istotne, w tym pojedynku, którego stawka i poziom pięściarzy są mistrzowskie, wcale nie mamy do czynienia z potężnymi kwotami, jakie zainkasują pięściarze. Owszem, przeszło 3 mln dolarów dla Łomaczenki robi wrażenie, ale wydawać by się mogło, że w grę będą wchodzić dziesiątki milionów.

- Mówimy o sportowcu z krwi i kości, dla którego pieniądze w tej walce tak naprawdę chyba nie są najważniejsze. Liczy się dla niego miejsce w historii i zdaje sobie sprawę z uciekającego czasu.

Dopuszcza pan myśl, że Ukrainiec po wygranej może ogłosić decyzję, że w wieku 32 lat kończy karierę?

- Specjalnie bym się nawet nie zdziwił, no bo jakie wyzwania jeszcze mogą przed nim czekać? Mówię to też w takim sensie, że to nie jest zawodnik o gabarytach Oscara de la Hoyi, który zaczynał w kategorii junior lekkiej, a kończył w wadze średniej z Bernardem Hopkinsem. U Łomaczenki pojawiają się ograniczenia w warunkach fizycznych, jeśli dywagujemy na temat ewentualnego przenoszenia się w górę. To właśnie Lopez wydaje mi się, już pomijając aspekt unifikacji tytułów, być największym wyzwaniem sportowym w kategorii lekkiej dla Ukraińca. A nie da się ukryć, że po tych wszystkich latach boksowania zapewne coraz trudniej o motywację.

Inna sprawa, że w zawodowym dorobku Łomaczenki, którego kariera rozpoczęła w 2013 roku, piętnaście walk to naprawdę niewiele. Rzecz jednak w tym, że jemu od początku przyświeca jedna dewiza: nie ilość walk, ale polowanie na najbardziej smakowite kąski.

- Tak rzeczywiście jest. Inna sprawa, że pięściarze mają więcej lub mniej szczęścia. Muhammada Alego stworzyła cała rzesza wybitnych zawodników, z którymi walki weszły do historii. Do tego dochodzi kwestia kategorii wagowej oraz wielkie kontrowersje z Alim wokół wojny wietnamskiej, w związku z czym, jako postać, szeroko wyszedł poza ramy sportu. Natomiast podstawowy "problem" Łomaczenki jest taki, że w ringu nie ma sobie równych. Można się na to zżymać, ale to już nie jego wina.

Rozmawiał Artur Gac

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy