Reklama

Reklama

​Przemysław Saleta dla Interii: Adamek proponował mi walkę, ale nie jestem czarnoskórym Amerykaninem

- Kilka miesięcy temu Tomek Adamek zadzwonił do mnie z zapytaniem, czy byłbym chętny stoczyć z nim jego pożegnalną walkę. Byłem tym zainteresowany, ale pomysł spalił na panewce, bo nie jestem czarnoskórym Amerykaninem. Z Najmanem też nie będę walczył - mówi w rozmowie Interią były mistrz świata w kick-boxingu, mistrz Polski i Europy w boksie zawodowym Przemysław Saleta.

Zbigniew Czyż, Interia: W 2015 roku stoczył pan pożegnalną, przegraną walkę z Tomaszem Adamkiem, to było rzeczywiście ostateczne pożegnanie z boksem?

Reklama

- Tak, etap poważnych walk jest już za mną, mam jednak nadzieję, że od czasu do czasu wejdę do ringu, ale bardziej na zasadzie walki charytatywnej i boksu białych kołnierzyków.

Po tamtej walce chodziła myśl po głowie, żeby może jeszcze raz wejść na poważnie do ringu?

- Nie pojawiały się takie myśli przede wszystkim z uwagi na sprawy zdrowotne, choć tamta walka pozostawiła u mnie niedosyt, nie pokazałem wszystkiego. Ona toczyła się według pewnego mojego planu, który zakładał, że pierwszą połowę pojedynku będę przegrywał na punkty, a potem przygotowaniem kondycyjnym i siłą fizyczną przełamię Tomka. Nie było jednak tej drugiej połowy, bo złamałem obojczyk, tak zupełnie szczerze to ten lewy bark był już wcześniej mocno uszkodzony po wypadku z wyścigów motocyklowych sprzed kilku lat.

Tomasz Adamek planuje w najbliższym czasie stoczyć pożegnalną walkę, była dla pana propozycja?

- Tomek zadzwonił do mnie cztery miesiące temu z zapytaniem, czy byłbym zainteresowany stoczeniem takiej pokazowej, złożonej z czterech rund walki, bodajże w Bielsku Białej. Owszem byłem nią zainteresowany, tym bardziej, że rywalem byłaby taka osoba jak Tomasz Adamek, pojedynek pierwotnie miał się odbyć przy żywiołowej publiczności, a jak to się mówi, ciągnie wilka do lasu. Jeśli ktoś mówi, że nie brakuje mu tej adrenaliny, kiedy wchodzi się do ringu, to kłamie, adrenalina jest nawet wtedy, gdy wchodzi się do walki pokazowej. Pomysł spalił jednak na panewce, ponieważ organizatorzy zainteresowani byli walką Adamka najlepiej z czarnoskórym Amerykaninem, a ja nie jestem Amerykaninem, kolor skóry też mam inny.

A może wszedłby pan do ringu lub klatki z Marcinem Najmanem? W swojej karierze stoczył pan z nim dwie walki, obydwie pan wygrał w 2010 roku w KSW i 2011 w MMA Attack, gdyby pojawiła się propozycja walki w FAME MMA przyjąłby ją?

- Nie, nie przyjąłbym jej z kilku względów. Przede wszystkim ze względu na jego osobę i podejście do promocji, po drugie jeśli ktoś uważa się za sportowca, to nie podejmuje się walk w FAME MMA. Ja nie mam nic przeciwko tego typu imprezom, bo to jest znak czasów, walki youtuberów na całym świecie biją rekordy popularności, natomiast nie nazywajmy tego sportem.

Marcin Najman twierdzi, że nie wyzwie pana na pojedynek, bo po pierwsze Przemysław Saleta ma już 52 lata, a po drugie, to on pana zbił właśnie w rzeczonym 2011 roku.

- Marcin Najman ma taką narrację, że on właściwie, w cudzysłowie, w swojej karierze nie przegrał żadnej walki. Ktoś mi kiedyś opowiadał taką sytuację, że kiedy bił się o mistrzostwo Polski z Andrzejem Wawrzykiem i ją przegrał, to kiedy wszedł do szatni po drugiej rundzie, stwierdził, że pierwszą rundę wygrał, a druga to się nie liczy. Nie traktuję Najmana w kategoriach sportowca i poważnego podmiotu do rozmowy, możemy się pośmiać i pożartować, natomiast rzeczywistość jest taka jaka jest.

Oglądał pan w Tajlandii na telefonie pojedynek Artura Szpilki z Siergiejem Radczenką, werdykt był sprawiedliwy, czy nie?

- Werdykt był wypaczony, według mnie Artur przegrał tę walkę, chyba siadła mu głowa i odczuwał duże ciśnienie w związku z oczekiwaniami co do jego osoby w nowej kategorii wagowej. Ja także oczekiwałem po nim dużo więcej, myślałem, że w tej kategorii będzie bestią, a okazało się, że nie był. Jego porażka wynikła z braku pomysłu na tę walką, z braku pewności siebie, w związku z tym nawet jego ciosy były wolniejsze niż zwykle, do tego za każdym razem, kiedy Radczenko go trafiał, Artur niekoniecznie nawet to odczuwał, ale reagował panicznie. Ja mu to zresztą powiedziałem, żeby się zastanowił, czy chce boksować dalej, czy nie. Ciężko jest, żeby chłopak, który przez długi czas miał aspiracje do zostania mistrzem świata, toczył takie walki jak ta ostatnia, bo to się źle ogląda.

Artur Szpilka jest w stanie wrócić jeszcze do wielkiego boksowania i pojedynków o najwyższe cele?

Nie jestem wróżką, uważam, że fizycznie na pewno tak, natomiast, czy jego głowa jeszcze wróci, tego nie jestem w stanie powiedzieć, co więcej on sam nie jest chyba w stanie tego powiedzieć. Artur naciska na rewanż z Radczenką, jemu można wiele rzeczy zarzucić, ale na pewno nie to, że unikał wyzwań. Szpilka chciał zawsze jak największych nazwisk, co oczywiście wiązało się z pieniędzmi, ale przede wszystkim zależało mu na sporcie.

Jak pan patrzy na ostatnie lata w wykonaniu Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka, to jakie ma pan spostrzeżenia?

- Chyba najlepsze lata ma już za sobą i w tej chwili pewnie czeka na jeszcze jedną walkę o mistrzostwo świata, w rankingu w dalszym ciągu jest wysoko. Mam wrażenie, że bardziej chodzi mu już o kwestie finansowe niż o to, że ma wiarę w zwycięstwo. Oby wygrał, na pewno jak będzie cierpliwy, to dostanie szansę na decydujący cios, aczkolwiek patrząc na aktualną kategorię, ciężko jest mi to sobie wyobrazić.

Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Saleta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje