Reklama

Reklama

Proksa – Gołowkin o pas WBA już w sobotę

W cieniu pierwszej konferencji z udziałem Mariusza Wacha i Władimira Kliczki oraz dyskusji o sensie transmitowania walki Tomasza Adamka z Travisem Walkerem w płatnym systemie PPV zbliżamy się do największego, jak dotąd, wydarzenia z udziałem polskiego pięściarza w 2012 roku.

W nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu Grzegorz Proksa zmierzy się z Giennadijem Gołowkinem o należący do Kazacha pas mistrza świata federacji WBA w wadze średniej. Zwycięstwo Polaka nie tylko zapewni mu sportową nieśmiertelność, ale i prawo walki z największymi tuzami tej mocno obsadzonej kategorii wagowej.

Warto podkreślić, że nie ma w niej miejsca na nudę, jak w wadze ciężkiej, gdzie trudno o wymagających rywali dla Witalija i Władimira Kliczków, a czołówkę dywizji tworzą takie asy jak Sergio Martinez, Felix Sturm, Daniel Geale, Julio Cesar Chavez Junior czy też rywal naszego "Super G" - Gołowkin.

Reklama

Opuszczone ręce i efektowny styl Proksy

Trudno mi zrozumieć, dlaczego Proksa jest tak mało popularny w Polsce? Może ze względu na to, że jego walki transmituje płatna, niedostępna dla wszystkich stacja? Grzegorz jest pięściarzem nietuzinkowym. Walczy efektownie, bazując na szybkości i refleksie, co doprowadza do szewskiej pasji rywali, którzy widząc nisko opuszczone ręce Polaka ruszają do ataku, ale sami obrywają w nos, celnie skontrowani przez Proksę.

Na zawodowych ringach stoczył dotąd 29 walk. Wygrał 28 (21 przed czasem), przegrał jedną. Niespodziewanie mało znany Kerry Hope wygrał na punkty ich pierwsze starcie w marcu tego roku. Wynik walki dla wielu obserwatorów był - delikatnie rzecz ujmując - kontrowersyjny. W rewanżu problemów z trafną oceną wydarzeń ringowych nie było. Proksa zdominował rywala i wygrał przez techniczny nokaut w ósmej rundzie.

Największym sukcesem w karierze polskiego pięściarza jest z pewnością rozbicie w drobny mak byłego mistrza świata federacji IBF, Sebastiana Sylvestra. Zdeklasowany i zakrwawiony Niemiec poddał się po trzech rundach.

Walką, która odbyła się 1. października ubiegłego roku Proksa zyskał rozgłos w międzynarodowym świecie boksu zawodowego. 11 miesięcy później będzie mógł trafić do absolutnej czołówki swojej kategorii wagowej.

Gołowkin, czyli maszyna do nokautowania

Tym razem poprzeczka zawieszona będzie jednak znacznie wyżej. Gołowkin to obecnie znacznie wyższa półka niż znajdujący się u schyłku kariery Sylvester. Kazach w boksie amatorskim wywalczył tytuł mistrza świata i wicemistrza olimpijskiego. Jako zawodowiec wygrał wszystkie 23 stoczone walki, a aż 20 rozstrzygnął przed czasem. Ostatni raz pozwolił decydować sędziom o wyniku pojedynku...w czerwcu 2008 roku. Następnych 10 walk rozstrzygnął przed czasem.

Gołowkin to "puncher", w łapie ma młot, którym potrafi zgasić światło rywalowi. Jest wyżej notowany w rankingach od Proksy i do ringu w weekend będzie wchodził jako faworyt. Czy Polaka stać na sprawienie niespodzianki? Z pewnością, ale we wróżenie z fusów nie ma co się bawić. Warto natomiast będzie ten pojedynek obejrzeć. Z jednej strony szybki i silny jak tur Gołowkin, z drugiej równie szybki, a do tego efektownie walczący "Super G". Eksperci są przekonani, że walka skończy się przed czasem. To się musi dobrze oglądać!

Szkoda tylko, że w Polsce walkę obejrzą jedynie abonenci Platformy n na kanale nPremium HD.

Dariusz Jaroń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne