Problemy Szeremety i całej polskiej kadry na lotnisku w Brazylii. Nie tak miało być
Reprezentacja Polski w boksie wyleciała do Brazylii, gdzie weźmie udział w Pucharze Świata. Julię Szeremetę i całą kadrę czekała długa podróż, która skończyła się nie tak, jak było to zaplanowane. Ostatni przystanek na trasie przyniósł niemiłą niespodziankę, która skutkuje wymuszoną zmianą harmonogramu biało-czerwonej ekipy. Co takiego się wydarzyło? O wszystkim opowiedziały same pięściarki.

W środę 8 kwietnia reprezentacja Polski w boksie wyruszyła do Brazylii, gdzie w terminie od 20 do 26 kwietnia odbędzie się pierwszy w tym sezonie Puchar Świata. To tam przed rokiem Julia Szeremeta wywalczyła srebro. Teraz jednak nie nakłada na siebie żadnej presji. Jak przyznała w rozmowie z Arturem Gacem z Interii Sport, radar nastawia przede wszystkim na inną imprezę.
"Ten turniej na pewno już będzie sprawdzianem, bo jest pierwszym tak mocnym w tym roku. Zobaczymy jak to wyjdzie, choć ja ten rok staram się troszkę zluzować i odpocząć, a przy tym pracować nad swoimi błędami, eliminować je i wykluczać. Dla mnie następny rok będzie najważniejszy, gdy ruszą kwalifikacje na igrzyska olimpijskie w Los Angeles" - tłumaczyła.
Wicemistrzyni olimpijska oraz cała biało-czerwona kadra mieli zameldować się na miejscu w czwartek 9 kwietnia. Na ostatnim etapie podróży pojawiły się jednak nieprzewidziane komplikacje.
Reprezentacja Polski utknęła na lotnisku. Spóźnili się na samolot
"W drodze na Puchar Świata. Warszawa - Amsterdam - Sao Paulo - Foz do Iguacu. Przed nami długa podróż. Na miejscu meldujemy się około 1:00 w nocy. Najpierw camp i aklimatyzacja, a od 20 do 26 kwietnia wchodzimy do gry. Pozdrowienia dla wszystkich! Lecimy po swoje!" - przekazano we wpisie ze zdjęciem całej reprezentacji Polski.
I o ile podróż z Warszawy do Amsterdamu, a następnie do Sao Paulo przebiegła planowo, o tyle ostatni przystanek przed miejscem docelowym przyniósł niemiłą niespodziankę. "24 godziny w podróży. Uciekł nam ostatni samolot. Jeszcze parę ładnych godzin przed nami. Ale żyjemy" - relacjonowała Barbara Marcinkowska w mediach społecznościowych.
"Spóźniliśmy się cztery minuty, żeby oddać bagaż. (...) Pewnie sobie przeczekamy całą noc na lotnisku i jeszcze nie wiemy, o której wylecimy. Dość duża jest nasza grupa, więc pewnie będziemy latać na raty" - dodawała Aneta Rygielska.
Co dalej? Julia Szeremeta, z koleżankami u boku, obwieściła, że zapadła decyzja o... czasowym pozostaniu w Sao Paolo. "Wylatujemy pojutrze. Mamy dwa dni w Sao Paolo" - przekazały.
Mimo że i Sao Paolo i docelowe Foz do Iguacu znajdują się w jednym kraju, odległość między oboma miastami jest zbyt duża, by wygodnie i szybko pokonać ją inną drogą niż ta powietrzna. Punkty dzieli na mapie ponad tysiąc kilometrów. Polacy są zatem zmuszeni nieco zmienić harmonogram przygotowań do Pucharu Świata. Będą mieli po prostu trochę mniej czasu na aklimatyzację.













