Reklama

Reklama

Powietkin docenia odporność Wacha na ciosy

Rosyjskie media pieją z zachwytu nad środowym występem Aleksandra Powietkina (30-1, 22 KO), ale doceniają przy tym ambicję oraz odporność na ciosy pokonanego Mariusza Wacha (31-2, 17 KO). Polak przegrał przed czasem w ostatnich sekundach, lecz nie był zagrożony nokautem, a jedynie poddany przez sędziego po konsultacji z lekarzem. Błędnik wytrzymał, skóra nie i oko było już praktycznie całkowicie zapuchnięte.

"Decyzja trochę dziwna, ponieważ opuchlizna była widoczna już od kilku rund. Nie było obaw o zdrowie Polaka. W każdym razie nie zmieniła wyniku, bo i tak nie miał szans na wygraną" - napisał dziennikarz "Korrespodent".

"Runda po rundzie Powietkin obijał Polaka i tylko jego nadludzka wytrzymałość sprawiła, że ciągle stał o własnych siłach na nogach" - dodano w portalu LifeNews.

Z uznaniem o Wachu mówił też sam Powietkin. "Nastawiałem się od początku na pełen dystans. W pewnym momencie chciałem go znokautować, ale wtedy to zazwyczaj nie wychodzi. Potem zacząłem składać swoje ciosy w serie i trafiać, ale Wach jest bardzo odporny na uderzenia" - powiedział mistrz olimpijski z Aten, który podkreślił również, jak ważną bronią były jego ciosy na korpus. Wspomniał o tym zresztą sam Mariusz: Poczułem mocny cios na korpus i od tego momentu miałem problemy".

Zasiadający na tronie federacji WBC wagi ciężkiej Deontay Wilder (35-0, 34 KO) dostał zgodę od władz organizacji na trzecią dobrowolną obronę. Dojdzie do niej 16 stycznia. Po niej Amerykanin będzie już musiał skonfrontować się z Powietkinem.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje