Potworne lanie w walce polskiego olbrzyma o mistrzowski pas wagi ciężkiej
46-letni Mariusz Wach jedną nogą jest już na emeryturze, ale dziś na ringu w Budapeszcie wrócił walką o wielką stawkę. Słynący z niezwykłej odporności na ciosy polski olbrzym z Krakowa zmierzył się z Ukraińcem Wiktorem Wychrystem. W puli był należący do 33-latka rodem z Krzemieńczuka tytuł mistrza Europy federacji WBO wagi ciężkiej. Faworytem był przeciwnik, a w ringu oglądaliśmy istne piekło.

Mariusz Wach (39-12, 20 KO), niczym bohater gier komputerowych, ma wiele bokserskich żyć. Gdy już wydawało się, że były pretendent do tytułu mistrza świata w wadze ciężkiej (25 marca 50. urodziny obchodził jego pogromca Władimir Kliczko - sto lat!) może tylko wspominać swoje najcenniejsze pojedynki, nieoczekiwanie otrzymał szansę walki o niemałą stawkę.
Wach kontra Wychryst. Przebieg walki o mistrzostwo Europy WBO
Polak jest już coraz bliżej sportowej emerytury, ale jego niesamowite walory, czyli odporność na ciosy połączona z kapitalnymi warunkami fizycznymi, sprawiają, że nieprzerwanie jest łakomym kąskiem.
Wiktor Wychryst (17-1, 11 KO) ledwie 17 stycznia tego roku sięgnął po pas WBO European, już w pierwszej rundzie kończąc, w okolicznościach godnych komendii, walkę z Todorchem Cvetkovem. Reprezentant Macedonii Północnej bohatersko wytrwał w ringu przez 18 sekund, a znokautował go cios zainkasowany... na gardę. Minęło ledwie jedenaście dni, a posiadacz tytułu mistrza Europy federacji WBO już wiedział, że jego kolejnym oponentem będzie mierzący 202 cm wzrostu olbrzym z Krakowa.
Identyczny komfort miał także Polak, co pozwalało promotorowi gali Erolowi Ceylanowi wierzyć, że weteran ringów zdoła zbudować solidną formę. I poważniej przetestować rywala z Ukrainy na neutralnym ringu w stolicy Węgier - Budapeszcie. Wyniki ceremonii ważenia napawały jednak umiarkowanym optymizmem. Wach wniósł na wagę 124,3 kg, czyli kilkanaście kilogramów więcej niż w najlepszych latach w karierze. Dla porównania Wychryst "tylko" 106,2 kg.
Zakontraktowany na 10 rund pojedynek Wychryst zaczął zdecydowanie i ofensywnie. Na głowę spóźniającego się Wacha spadło wiele prawych sierpowych. Trener Polaka Piotr Wilczewski cały czas pokrzykiwał, by pracował lewą ręką, ale szybszy Ukrainiec i tak przebijał się ze swoimi akcjami.
Niesamowite lanie. Mariusz Wach dotrwał do końca starcia
Już w drugiej rundzie pod lewym okiem Polaka pojawiło się widoczne zaczerwienienie. Wach przez chwilę w ogóle nie odpowiadał, więc rywal zaczął różnicować płaszczyznę uderzeń. W końcu również nasz pięściarz zerwał się z pojedynczą akcją, ale prędko został skontrowany. Pod koniec tej odsłony "Wiking" został zepchnięty do narożnika i widać było, że zaczyna ciężko oddychać. Starał się oddawać, ale był nieskuteczny. Zaś jego głowa co raz to odskakiwała.
Wach nie miał żadnego argumentu, a jego "pchane" ciosy tylko rozzuchwalały Ukraińca, który od razu odpowiadał kombinacją. "Nie bój się" padło zdanie z jego narożnika, ale te słowa nie miały praktycznie żadnego przełożenia na poczynania w ringu.
Pod koniec trzeciej rundy aż żal było patrzeć na to, co Wychryst robi z Polakiem. Podobnie w czwartej. Z całym szacunkiem, ale nasz zawodnik zaczął przypominać ruchomy worek treningowy. Walka coraz bardziej przestawała mieć dalszy sens.
Obraz starcia w 5. rundzie niczym się nie zmieniał. Mistrz Europy nieco tylko spuścił z tonu, jakby chciał złapać drugi oddech na półmetku starcia, zaś naszego pięściarza było stać tylko na to, aby starać się polować na jeden, nokautujący cios. Bezskutecznie.
Ambitny Wach nie myślał wywiesić białej flagi, starał się nieco podchodzić nogami pod rywala, ale wszystko robił zbyt wolno. Nawet gdy trafiał pojedynczym ciosem, to od razu wystawiał się na kontrę i musiał wracać do chaotycznej i praktycznie nieskutecznej obrony. Był jednak coraz bliżej pełnego dystansu...
W siódmej rundzie Wach wreszcie, ciosem bitym w tempo, trafił Wychrysta. Aż przypomniał się jeden moment z walki z Kliczką, ale podobnie jak wtedy, także teraz nie był w stanie pójść za ciosem. Po chwili znów sam obrywał, a jego twarz była coraz bardziej zapuchnięta. Polak gestem głowy pokazał, że te uderzenia jest w stanie ustać. Ponownie można było przecierać oczy, ile "bomb" polski olbrzym jest w stanie przetrzymać. I to był największy i właściwie jedyny atut, jaki pokazywał w tym pojedynku.
Wychryst dotąd pewnie z nikim tak twardym nie boksował, więc od początku 8. rundy ruszył z kolejną ofensywą. I jeszcze bardziej rozbijał naszego zawodnika, zabierając mu coraz więcej zdrowia.
W 9. rundzie można było się zastanawiać, czy Wychryst nie ma "waty" w pięści. Bo dwukrotnie prawym sierpowym potężnie huknął na głowę Wacha. Ta odskoczyła, ale ciosy spłynęły po nim, jak po kaczce. Jednak twarz już bardzo mocno ukazywała skutki obrażeń.
Wach przetrwał bomabardowanie i w "nagrodę" walka wkroczyła w ostatnie trzy minuty. Finałowa odsłona jednak dopełniła dzieła zniszczenia, nasz pięściarz do wiwatu przegrał na kartach punktowych wszystkich sędziów. Pytanie, czy dotrwanie do ostatniego gongu w tak jednostronnym pojedynku, kiedyś nie wystawi Polakowi zbyt wysokiej ceny. Oby nie...
Gala w Budapeszcie była hołdem dla giganta boksu olimpijskiego, odbyła się dokładnie w rocznicę 100. urodzin Laszlo Pappa. Trzykrotny mistrz olimpijski (1948, 1952 i 1956) i legenda węgierskiego boksu był wielkim rywalem jednego z najwybitniejszych polskich pięściarzy w historii - Zbigniewa Pietrzykowskiego. Słynący z charakterystycznego wąsika wybitny pięściarz zmarł 16 października 2003 roku w wieku 77 lat.














