Spięcia między Arturem Szpilką a Dariuszem Michalczewskim niegdyś mocno elektryzowały środowisko bokserskie. Dziś konflikt należy już do przeszłości. W zeszłym roku panowie nawet wzięli wspólnie udział w wydarzeniu charytatywnym i zmierzyli się ze sobą... na korcie tenisowym.
"Dawne grzechy zostały odpuszczone, a na przegranego czeka obiecana przez Artura chłosta. Ideą pojedynku jest wsparcie lokalnego domu opiekuńczo-wychowawczego - przegrany wspiera wybraną placówkę kwotą 5000 zł, ponadto poprzez portal zrzutka.pl każdy z Was będzie mógł dorzucić się do puli wsparcia lub wylicytować atrakcyjne i unikatowe gadżety podpisane przez Artura i Dariusza (rękawice, rakiety, piłki tenisowe)" - opisywano wówczas w mediach społecznościowych.
Tamto starcie zakończyło się zwycięstwem "Szpili". "Jestem bardzo szczęśliwy, bo nasza zabawa doprowadziła do pomocy dzieciakom z domu dziecka - dziękujemy z tego miejsca wszystkim osobom, które dorzuciły cegiełkę od siebie" - cieszył się. I dodał, że już zaproponował "Tigerowi" rewanż.
Dzwoniłem do niego, czy gramy. Powiedział, że nie miał czasu grać. Wiadomo, że nie chciał sprzątać kortu [po przegranej - przyp.red.]
Część fanów mogła nabrać ochoty, by zobaczyć "Tigera" w sportowej akcji raz jeszcze, tyle że w jego naturalnym środowisku - w ringu. Zdawało się, że większych nadziei jednak na to nie ma. Michalczewski 20 lat temu zakończył karierę. Tymczasem do mediów napływają sensacyjnie brzmiące doniesienia o tym, że pięściarz właśnie... stoczył walkę.
To dopiero sensacja. Michalczewski znów w ringu
W dłuższy sierpniowy weekend Dariusz Michalczewski wyjechał do Budapesztu, by na miejscu wziąć udział w obchodach 100-lecia Węgierskiego Związku Bokserskiego. Jak zdradził w jednym z wpisów w mediach społecznościowych, przy okazji oficjalnej kolacji spotkał się z m.in. z nowym szefostwem WBO i IBF oraz prezydentem Niemieckiego Związku Bokserskiego.
Ogłosił też coś zaskakującego. A konkretnie swój incydentalny "powrót" do ringu. "Na prośbę mojego przyjaciela Kovacsa Istvana wejdę do ringu na mały pojedynek. Trzymajcie kciuki!" - poprosił.
Jak obiecał, tak zrobił. Do sieci trafiły nagrania z rzeczonego starcia. Widać na nich, jak "Tiger" z honorami wchodzi do ringu i wita się z publicznością. Potem rozpoczyna się walka, podczas której Polak udowadnia, że w jego ruchach dalej jest sporo pięściarskiego ognia i dużo doświadczenia.
Na koniec obaj zawodnicy stanęli obok sędziego, a ten ogłosił werdykt. Raczej nikogo nie zdziwiło, że zaanonsował remis. Chodziło przede wszystkim o dobrą zabawę i uczczenie wyjątkowej okazji. I to nie byle gdzie, bo na budapesztańskim Placu Bohaterów.













