Talent przez duże "T" - to już można powiedzieć o Kindze Krówce. Dziewczynie, która nie boi się wyjść do walki z zawodniczkami znacznie starszymi, znacznie bardziej doświadczonymi i utytułowanymi. Imponowała "serduchem" już w kategoriach młodzieżowych, ale światu pokazała się w tym roku. W Pucharze Świata w Foz do Iguacu pokonała brązową medalistkę z Paryża Chen Nien-chin - i to w oczach czterech z pięciu sędziów.
Co jednak ważniejsze - świetną formę przywiozła do Liverpoolu. Pokazała to w piątek, kończąc już w pierwszej rundzie walkę z Nowozelandką Jordan Wilson, niemal dwa razy od siebie starszą. Tuż przed nią boksowała wtedy Szkotka Caitlin Rainey. Nie zachwyciła, ale wygrała. I to one dwie rywalizowały dziś w sesji wieczornej o miejsce w ćwierćfinale.
Mistrzostwa świata w boksie. Kinga Krówka już w ćwierćfinale. Ciężka przeprawa w Liverpoolu ze Szkotką
W poniedziałek reprezentanci Polski mieli świetny bilans w sesji południowej - swoją pierwszą walkę w Liverpoolu wygrała już Emilia Koterska, później drugą Adam Tutak. On zaimponował tak w czwartek, jak i dzisiaj - sercem do walki, ale i siłą swoich ciosów.
18-letnia Kinga Krówka też w pierwszym pojedynku pokazała niezwykłą moc, ale nie ma co ukrywać: wtedy rywalka raczej prezentowała poziom hobbystyczny. Dziś trafiła na Szkotkę, a ta odpuszczać nie zamierzała. I zdając sobie sprawę z potęgi kontry Polki i mocy jej lewej ręki, dążyła do zwarć i rywalizacji w półdystansie.
Większa część z dziewięciu minut była więc brzydka, a Polka zdecydowanie gorzej się poruszała niż trzy dni temu.

Pięściarka z Gostynia dobrze jednak weszła w ten pojedynek - częściej trafiała rywalkę, ale trudno tu było mówić o jakiejś wyraźnej przewadze. Decydowały zapewne w oczach sędziów pojedyncze akcje, może nawet ogólne wrażenie. Bo kogoś musieli tu wskazać jako lepszą w tych trzech minutach - cała piątka wskazała więc Polkę.
I niestety nie było zmiany stylu boksowania także i w drugiej dosłonie. Kinga za rzadko używała prawej ręki, była zbyt pasywna. Dobrze choć że arbiter ringowy Frank Fiacco z Kanady był cierpliwy, bo jednej i drugiej mógł udzielić ostrzeżenia. Strzały Polki okazały się bardziej wyraźne, może precyzyjniej dochodziły celu. I po sześciu minutach u wszystkich sędziów prowadziła 20:18.
Tylko kataklizm mógł więc pozbawić Krówkę awansu: wyraźne przegranie starcia, nokaut czy jakieś głupie ostrzeżenie. To nie nastąpiło, ale całe szczęście, że ten brzydki pojedynek, momentami przypominający zapasy, dobiegł końca. U trzech arbitrów tę część walki wygrała Szkotka, u dwóch Polka. Nie miało to znaczenia, bo do listy wyników i tak poszło 5:0 dla Krówki.
Aby zdobyć w Liverpoolu medal, nasza 18-latka musi wygrać jeszcze jedną walkę. A stoczy ją już w środę - rywalką będzie Chen Nien-chin z Tajwanu, brązowa medalistka olimpijska z Paryża. Dziś Azjatka rozpoczęła zmagania, pewnie wypunktowała 5:0 Szwajcarkę Annę Julię Jenni.
Pięć miesięcy temu Krówka sensacyjnie Tajwankę w Brazylii pokonała. Oby do powtórki doszło i teraz.














