Polski bokser rzuca świat na kolana. Jak on to zrobił? Trener kadry ogłasza
Pierwszy wielki sprawdzian i pięć medali, w tym dwa złote - tak podczas Pucharu Świata w Brazylii zaczął się nowy rozdział w polskim boksie olimpijskim po połączeniu kadr żeńskiej i męskiej w jedną reprezentację. Trener "biało-czerwonych" Tomasz Dylak w rozmowie z Interią opowiada o wyczynie stających na najwyższym stopniu podium Emilii Koterskiej i Damiana Durkacza. Odnośnie do zawodnika Concordii Knurów roztacza świetlaną przyszłość.

Złote medale Damiana Durkacza (70 kg) i Emilii Koterskiej (80 kg) oraz trzy brązowe krążki wywalczone przez Anetę Rygielską (60 kg), Barbarę Marcinkowską (70 kg) i Mateusza Urbana (75 kg) - oto dorobek reprezentacji Polski, za którą pierwszy tak mocny w tym roku sprawdzian, czyli występ na premierowym w kalendarzu Pucharze Świata w Brazylii.
Durkacz i Koterska komplementowani przez Tomasza Dylaka
Wyprawa do Ameryki Południowej zaczęła się dla kadry od poważnych perturbacji z lotem, ale na miejscu było dostatecznie dużo czasu, aby finalny szlif formy przyniósł owoce. Tomasz Dylak może zacierać ręce, bo zdecydował się na ogromne wyzwanie, rozszerzając swoje kompetencje o kadrę mężczyzn. Dotąd wybitne sukcesy święcił z paniami, wicemistrzostwem olimpijskim z Julią Szeremetą ruszył polski boks z posad, a teraz ma ambicję, by również boks panów - ten bardziej medialny - wznieść na znacznie wyższy poziom.
- Otwarcie tego nowego, wielkiego projektu, jest dużo lepsze niż myślałem, że będzie, ponieważ trochę bałem się początku. Dużo zmian, dużo nowości, połączenie dwóch kadr kosztowało mnóstwo energii nie tylko mnie, ale i cały sztab. Człowiek był pewny, że plan zacznie być realizowany i sukcesy przyjdą, ale bałem się, czy od razu na pierwszym turniejach. Co do dziewczyn wiedziałem, że są dobrze przygotowane, ale podchodziłem z obawą i presją, bo choć mówię o planie długoterminowym, to ludzie od razu życzą sobie sukcesów - dzieli się wrażeniami w rozmowie z Interią Tomasz Dylak, wybrany trenerem 2025 roku w polskim sporcie.
Szkoleniowiec zwraca uwagę, że fenomenalnie na sparingach wyglądał 22-letni Bartłomiej Rośkowicz, ale furorę zrobił zwłaszcza Damian Durkacz. - Wystrzał formy Damiana widzieliśmy już pod koniec przygotowań, czym dawał pozytywne wieści i dodawał nam otuchy. Więc wiedziałem, że chłopaki z dnia na dzień łapią formę - zaznacza.
Dla Durkacza to jest wielka historia. 27-letni dwukrotny uczestnik igrzysk olimpijskich od lat ma status lidera polskiej reprezentacji. Na krajowym podwórku jest nie do pokonania, tyle że dotąd brakowało mu sukcesu na arenie międzynarodowej. Tymczasem w Brazylii zabokował na fenomenalnym poziomie, pokazał najlepszą wersję siebie, jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Wygrał każdą z pięciu walk, zostając MVP całego turnieju. "Mazurek Dąbrowskiego", który mógł wysłuchać na odległym kontynencie, może mieć kapitalne znaczenie dla jego kariery. Na pytanie, czy to początek nowego, fantastycznego otwarcia, Dylak jest pełen nadziei.
- Damian miał możliwości wygrywania z najlepszymi już od dawna. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o jego styl boksowania, jemu idealnie pasuje moja wizja boksu i moje przygotowania. Od początku poczuliśmy między sobą chemię. Wydaje mi się, że szansa na osiągnięcie przyszłościowych sukcesów jest duża, ale też z pewnością czeka nas dużo różnych problemów, bo względem niego będzie rosła presja oczekiwań - twierdzi szkoleniowiec reprezentacji.
- Tak jak mówisz, Damian był uważany za najlepszego zawodnika w Polsce, ale jednak bez sukcesów na świecie. Umiejętności ma nawet spokojnie na medal igrzysk, ale jak sami wiemy, boks olimpijski jest bardzo ciężki. Nawet te walki, które miał w Brazylii, też były "na żyletki". W ciosach, żeby wygrać nieraz jedną rundę, decydowała jedna akcja. Niemniej Damian na pewno rośnie. Widać, że to dużo lepszy zawodnik niż był. Odpoczął i cieszy się boksem, z czego obaj jesteśmy zadowoleni - tłumaczy trener.
Jest jeszcze jeden, niezwykle ważny aspekt, dlaczego w gronie mężczyzn potrzebujemy kogoś, kto medialnie jak najszybciej dołączy do Julii Szeremety.
- Damian może być taką osobą, która jeszcze bardziej rozbudzi polski boks. Julka otwarła drzwi i natchnęła, ale jednak kibice też potrzebują męskich sukcesów, a Damian ma niezwykłą charyzmę. Boksuje trochę w podobny sposób do Julki, a przy tym jest mężczyzną. Ryzykuje, ma uśmiech i błysk w oku, więc uważam, że może być drugą osobą, która wydatnie pomoże w promocji boksu. Bo to, że ten sport się odradza, widać w bitych rekordach startujących w młodszych grupach wiekowych - tłumaczy fachowiec młodego pokolenia.
Poza tym, o czym powiedział Dylak, czyli złapaniu wspólnej chemii z zawodnikiem oraz zbieżnością filozofii boksu, styl i sposób, w jakim nasz zawodnik toczył walki w Brazylii, pozwala wysnuć jeszcze inne wnioski. Klucze do uwolnienia potencjału są widoczne w pozwoleniu zawodnikowi, by boksował w swoim unikatowym stylu, a w związku z tym szybszym zejściu z obciążeń, by na świeżości był w stanie pokazywać swoje walory.
- Idealnie trafiłeś. Jeśli miałbym wybrać dwie rzeczy, to właśnie te. Dociążyłem go dość mocno, może nie sądził że aż tak, bo mógł spodziewać się, że dziewczyny trenują luźniej. Z kolei w ostatnim etapie dałem mu mocno dojść do siebie, bo chyba nikt na świecie tak nie odpuszcza końcówki. I to wywołało u niego złapanie takiej formy. Do tego rzeczywiście daję mu dużo możliwości boksowania w swoim stylu. Więc z jednej strony dużo z nim rozmawiam i daję mu opcje, ale najlepsi na świecie potrafią instynktownie wybierać kiedy atakować i kiedy bronić, a on jest na światowym poziomie. Ja daję mu tę możliwość, w której on chyba czuje się jak ryba w wodzie - podkreślił Dylak.
Z kolei Emilia Koterska była autorką wybornego triumfu w finale nad reprezentantką Norwegii. Sukces osiągnęła w kat. 80 kg, ale wydaje się być naturalną kandydatką do rywalizowania w olimpijskiej dywizji 75 kg, gdzie mamy bardzo dużą konkurencję.
- W kat. 80 kg Emilka jest w światowej czołówce pomimo młodego wieku. A poza tym ona tak naprawdę waży 74 kg, czyli naturalnie jej bliżej do niższej dywizji. Na pewno będzie chciała o "jedynkę" rywalizować z Agatą Kaczmarską. Na razie rozkładam to tak, że na ten moment numerem 1 jest Agatka, ale Emilka korzysta z okazji i robi sukcesy, czyli pokazuje mi, że trzeba o niej pamiętać. Wcześniej czy później się spotkają i okaże się, czy w pewnym momencie będzie zamiana kategorii. Zobaczymy, jak swoją szansę wykorzysta Agatka, bo ona ma pierwszeństwo - mówi Interii szkoleniowiec.
Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl










