Wielka wojna Polaka z Niemcem. Znów oszustwo? Ależ bitwa o mistrzowski pas
Mateusz Tryc ma do dokończenia trylogię w Niemczech, która po drugiej odsłonie wojowania za naszą zachodnią granicą kosztowała go mnóstwo nerwów i wiele zdrowia. Znów nie wszystko układa się po myśli naszego pięściarza, bo krótko przed sobotnią walką gospodarze zmienili mu rywala. Stawka pojedynku będzie jednak bardzo wysoka, bo podopieczny trenera Huberta Migaczewa w starciu z Adamem Deinesem zmierzy się o mistrzostwo Europy wagi półciężkiej.

Jeśli Mateusz Tryc potrzebował, by jego odporność psychiczna została dokładnie przetestowana, przez ostatni rok został wystawiony na bardzo dużą próbę. Najpierw sprawił nie lada niespodziankę, a dla wielu sensację, gdy w kwietniu 2025 roku po świetnej walce pokonał Niemca Nicka Hanniga na gali w Poczdamie. W dodatku zrobił to w efektownym stylu, bo gdy ostatnia 10. runda już dobiegała końca, zastopował faworyzowanego rywala przez techniczny nokaut. Radość Polaka rodem z Wyszkowa była ogromna, bo wywalczył pas mistrza Europy WBO w wadze półciężkiej.
Tryc kontra Deines w Niemczech. Zawirowania z walką Polaka
Podrażnieni Niemcy tak tego nie zamierzali zostawić i postanowili odbić tytuł przy kolejnej okazji, kontraktując Polakowi walkę w Chemnitz. Na ring w Saksonii wyszedł Artur Reis, znów faworyzowany rywal, ale zaprawiony w bojach Tryc, który z niemiecką publicznością miał okazję oswajać się wiele lat wcześniej występując w meczach Bundesligi, nie wywiesił białej flagi.
35-latek tak wysoko zawiesił poprzeczkę, że z przebiegu 10 rund był pięściarzem optycznie lepszym. Tymczasem na kartach punktowych wygrał tylko u jednego sędziego, a dwóch wypunktowało wygraną zawodnika gospodarzy. To był zwykły wałek, jakich niestety wiele w boksie zawodowym. Tym większy szacunek do organizującego tamtą galę promotora grupy SES Ulfa Steinfortha, który powiedział wprost: "Dla mnie Artur Reis nie jest zwycięzcą tej walki".
W tym kontekście umiarkowanym optymizmem może napawać fakt, że za sobotnią galą w hali Sparkassen Ice Dome w mieście Halle znów stoi Ulf Steinforth. Gorzej, że doszło do innej perturbacji, która przed trzema tygodniami doprowadziła do zmiany rywala. Zamiast wielkiego rewanżu, podopieczny Huberta Migaczewa wyjdzie do 35-letniego Niemca Adama Deinesa.
- Na początku wszystko przebiegało pomyślnie, ale później okazało się, że chyba cała gala jest zagrożona, gdy wypadła moja walka z Reisem. Na szczęście udało się wszystko posklejać, zaakceptowaliśmy rywala, który był zaproponowany w zastępstwie - mówi Interii Mateusz Tryc, odliczający godziny do zameldowania się w ringu.
Niemcy wykonali ciekawy piruet, bo tytuł, który był w posiadaniu Reisa, znalazł się w stawce pojedynku Polaka z Deinesem. Jakie jest tło tego posunięcia?
- Dziwna sprawa, ja tego już nie roztrząsałem i nie dopytywałem, dlaczego tytuł stał się wakujący. Mistrzem był Reis i on powinien bronić tego pasa, a jeśli ma kontuzję, to w późniejszym terminie. Skoro jednak mamy w stawce pas wakujący, to Niemiec musiał się go zrzec lub federacja WBO po naszym proteście nakazała walkę, która w tych okolicznościach zmusiła ich stronę do odebrania rodakowi tytułu - spekuluje nasz zawodnik.
Z jego punktu widzenia najważniejsze jest jednak to, że po raz trzeci z rzędu będzie boksował o to ważne trofeum. Gorzej, że miał niewiele czasu, by przestawić się w przygotowaniach na Deinesa, który - co najbardziej istotne - zapowiada się jako trudniejszy oponent. W tej sprawie Tryc i Migaczew mówią jednym głosem, podkreślając że jest groźniejszy, choćby z tej racji, że Deines to pięściarz leworęczny, doświadczony i ma dobry cios.
- Powiem szczerze, że my od razu zaakceptowaliśmy tę walkę, bardziej zastanawialiśmy się co zrobią oni, bo rywal boksował 11 kwietnia. Bardziej dlatego towarzyszyło nam zakłopotanie, ale tyle pracy włożyliśmy w to wszystko, że byłoby słabo, gdyby występ na tej gali nie doszedł do skutku. Z mojego punktu widzenia takich walk, gdy w stawce jest pas, po prostu się nie odmawia. Dlatego nie marudziliśmy i cieszymy się, że mój występ został uratowany - zaciera ręce Tryc.
Tryc nie będzie polował na nokaut. Co zrobią sędziowie w walce o pas?
Polak cieszy się także dlatego, iż otrzymał obietnicę, że ryzyko ponownego "wałka" zostało zminimalizowane. Przypomnijmy, że poprzednio swoją pracę rzetelnie wykonał tylko sędzia punktowy z Włoch. Dwóch pozostałych artystów, którzy orzekli o zwycięstwie Reisa, było narodowości niemieckiej.
- W kontrakcie mamy klauzulę, że sędziowie będą neutralni, czego wcześniej nie mieliśmy. Mam nadzieję, że to przełoży się na obiektywizm przy werdykcie, choć jednocześnie nie mam stuprocentowej gwarancji - mówi Tryc. I precyzuje, że ten zapis niestety nie mówi o tym, iż pod słowem "neutralność" chodzi o inną narodowość, więc wciąż wszystko pozostaje sprawą otwartą.
Mimo tej bolesnej historii, Polak stara się trzymać emocje na wodzy, aby w ringu nie poniosła go ułańska fantazja. Z racji rutyny przede wszystkim chce zaboksować metodycznie, a ewentualne szukanie szybkiego nokautu to nie jego domena.
- Ktoś powie, żeby nie zostawiać roboty w rękach sędziów, trzeba Niemca znokautować, ale ja nie mam takiego myślenia. Oczywiście teoretycznie tak byłoby najlepiej, ale wiem, na czym opiera się mój boks. Z 15-letniego doświadczenia wiem, że nie ma co napalać się na nokaut. Ja mam swoje atuty, którymi wcale nie jest mocne, pojedyncze uderzenie. Tak więc nie mogę w jednej chwili zmienić się w punchera, czyli zawodnika, który będzie przewracał jednym uderzeniem. Ja bazuję na swojej technice i przede wszystkim wytrzymałości. Mam szacunek do rywala, bo boksował o tytuł mistrza świata, ale mój cel jest jasny - zapowiada.
Wyjście Polaka do ringu jest planowane na godz. 21. Przekazu nie pokaże żadna nasza telewizja, a transmisję przeprowadzi niemiecka MDR.
Artur Gac, Interia








![Majchrzak: był o krok od odwrócenia meczu. Zobacz skrót meczu z Lehecką [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MXPIGBAGH3XGJ-C401.webp)

