Polski bokser nie żyje. Stoczył wielką walkę. Napłynęły tragiczne wieści
Zbliżających się 39. urodzin nie doczekał znany polski pięściarz Remigiusz Wóz, który przez lata wystąpił na kilku głośnych galach, mierząc się z faworyzowanymi przeciwnikami. Tragiczne wieści napłynęły z Rudy Śląskiej, gdzie rodzina byłego boksera przeżywała dramat podczas Świąt Bożego Narodzenia. Informacja dopiero w ostatnich godzinach wypłynęła do opinii publicznej. Pogrzeb odbył się 31 grudnia...

Choć bilans walk Remigiusza Woza nie rzuca na kolana (12 zwycięstw - w tym 7 przed czasem, 6 porażek i jeden remis), to był on solidnym testerem dla pięściarzy, których akcje "na papierze" stały wyżej.
Remigiusz Wóz nie żyje. Kolega w szoku. "Jak koń, jak byk"
Jednym z pierwszych, głośniejszych starć, był w 2013 roku pojedynek urodzonego w Rudzie Śląskiej pięściarza z Dariuszem Sękiem. Cztery lata później zmierzył się z Mateuszem Trycem, tym samym, który niedawno został oszukany w Niemczech w pojedynku o pas mistrza Europy federacji WBO w kat. półciężkiej. A rok później stanął w szranki z Markiem Matyją.
Do najważniejszego rangą pojedynku Wóz doszlusował we wrześniu 2020 roku. Stanął wówczas do boju z Tomaszem "Zadymą" Gromadzkim, a w puli znalazł się wakujący tytuł mistrza Polski kategorii półciężkiej. Z niejednogłośnego zwycięstwa na punkty cieszył się jego przeciwnik.
Wóz raz jeszcze wszedł do ringu. Półtora roku później (kwiecień 2022 roku), na swojej ziemi, w Rudzie Śląskiej, skonfrontował się z Grekiem Konstantinosem Vergetisem. Niestety przegrał przez techniczny nokaut już w 2. rundzie i wśród kibiców zawodowych gal słuch o nim zaginął.
Woza doskonale poznał bytomianin Jan Sałamacha. Ich drogi przecięły się jeszcze w Teamie Siemion, już nieistniejącym, a następnie Silesia Boxing. To między innymi on, fachowiec zajmujący się boksem i kickboxingiem, przekazywał te przygnębiające wieści innym kolegom. Jego słowa w rozmowie z Interią są dowodem na to, jak kruche i ulotne jest ludzkie życie.
Po raz ostatni spotkałem Remka miesiąc, góra półtora miesiąca temu, gdy byłem na sparingach ze swoimi zawodnikami. Tam go widziałem i - że tak powiem - to był okaz zdrowia. Jak koń, jak byk. Tak jak zawsze. A do tego spokojny, skromny, ale uśmiechnięty. I w formie. "Siema, siema", wszystko wyglądało normalnie. Wszyscy, którzy usłyszeli ode mnie tę informację, byli zaskoczeni
Były pięściarz znalazł też drugą pasję, w której się realizował, o czym szeroka publiczność nie wiedziała. Otóż miał duszę artysty, którą wyrażał w malarstwie. Tworzył szkice, portrety i obrazy dla dużej liczby osób, również z bokserskiej sekcji.
Remigiusz Wóz zmarł w wieku 38 lat. Nie doczekał swoich kolejnych urodzin, które obchodziłby 13 lutego tego roku... Cześć Jego pamięci!










