Polska sensacja w Liverpoolu. Mistrzyni świata pokonana. Jest kolejny medal
Gdy Aneta Rygielska była już pewna medalu mistrzostw świata, a pięć innych reprezentantek Polski już dawno temu pożegnało się z rywalizacją w Liverpoolu, po raz pierwszy do ringu weszła Agata Kaczmarska. Najcięższa z "Biało-Czerwonych", w kategorii +80 kg. I od razu trafiła na gwiazdę, mistrzynię świata IBA z tego roku - Chinkę Yilian Zhan. Polka górowała doświadczeniem z wielu lat startów, siła była po stronie Azjatki. Wyższej o głowę. A Kaczmarska sprawiła potężną sensację - wygrała 5:0. Ma medal!

Spośród dziesięciu reprezentantek Polski w Liverpoolu Agata Kaczmarska przystępowała do rywalizacji jako ostatnia. Taka już specyfika najcięższej kategorii powyżej 80 kilogramów, najmniej tu chętnych do boksowania. W Anglii zgłosiło się ich zaledwie 10, Polka o tyle szczęśliwie losowała, że nie musiała wychodzić na ring w 1/8 finału. A o tyle pechowo, że w 1/4 miała zmierzyć się z tegoroczną mistrzynią świata z Niszu - Chinką Yilian Zhan.
Tamte wiosenne mistrzostwa organizowała jeszcze IBA, federacja prowadzona przez człowieka Putina - Umara Kriemlowa. Polska się z niej wycofała, przeszła do World Boxing. A Chiny - już też. Nie zmienia to jednak faktu, że sporo krajów dało się jeszcze skusić na wyjazd do Serbii - IBA gwarantowała złotym medalistom po 100 tysięcy dolarów nagrody. I te pieniądze zgarnęła Yilian Zhan.

To ona została w Liverpoolu rozstawiona, to ona była tu faworytką. A Polka ją wypunktowała.
Mistrzostwa świata. Sensacyjny triumf Agaty Kaczmarskiej. Była lepsza w każdej z rund, sędziowie uznali, że tylko w dwóch. Stąd nerwy
Polka jest pewnie o co najmniej kilkanaście centymetrów niższa od Chinki, ma zdecydowanie krótszy zasięg. Musiała więc walczyć bardzo sprytnie, skracać dystans. I tak czyniła. Doskakiwała do rywalki, trafiała lewa-prawa i uciekała do tyłu. Naprawdę mogła się podobać postawa Polki i aż trudno zrozumieć, dlaczego aż czterech arbitrów wskazało w tej pierwszej rundzie na Azjatkę. A tylko Portorykańczyk - na naszą zawodniczkę.

To nie podłamała Kaczmarskiej, choć miała już świadomość, że przegrywa. Nie bała się, parła do przodu, była aktywniejsza. I to Agata trafiała raz za razem, podbródkowe musiały robić wrażenie. Chinka sprawiała wrażenie, jakby opędzała się od komara zaciekle atakującego i przeszkadzającego jej w normalnym życiu. Była ospała, trochę lewniwa. A Kaczmarska atakowała. I to sędziowie musieli już zobaczyć. 10:9 aż pięć razy, po dwóch starciach u jednego z arbitrów prowadziła 20:18, u pozostałych był remis.
Chinka musiała być w ciężkim szoku, nie pracowała na nogach, stała. A Polka dalej doskakiwała, trafiała dwa-trzy razy i uciekała. Czas mijał, zostało półtorej minuty - nasza zawodniczka była już lepsza.
A Zhan nie miała już sił, upadła nawet na ring. Te ciosy z pierwszych minut w korpus zrobiły jednak swoje.
Sędziowie znów byli jednogłośni, pięć razy wskazali na Polkę. A to oznaczało 5:0 i co najmniej drugi medal dla Polski w mistrzostwach świata!
O finał Kaczmarska powalczy z Kazaszką Jeldaną Talipową.












