Polska gwiazda chce pomścić Szeremetę. Powrót Lin Yu-ting, wielki zwrot akcji
- Jest dosyć wysoka, szybka i była dobrą kontrbokserką, ale właściwie ja też jestem kontrbokserką. Boksowałam również w wyższej kategorii wagowej, z bardzo silnymi dziewczynami, więc też nie boję się siły ciosu przeciwniczki. Na pewno będzie fajnie się z nią zmierzyć w ringu i mam nadzieję, że stanie się to jak najszybciej - mówi w rozmowie z Interią Aneta Rygielska, gwiazda kobiecej kadry, która po decyzji Lin Yu-ting już wypatruje rewanżu za porażkę Julii Szeremety w finale igrzysk.

Artur Gac, Interia: Czy decyzja co do twojego startu w Brazylii jest ostateczna, wystąpisz w premierowym tegorocznym Pucharze Świata?
Aneta Rygielska, wicemistrzyni świata z 2025 roku: - Tak. Do Brazylii wylatujemy 8 kwietnia, z samego rana.
Jak się odnajdujesz i jak ci się pracuje w niestandardowym, bardzo szerokim damsko-męskim składzie, od kiedy Tomasz Dylak objął także reprezentację panów?
- To jest temat, o który stale jestem pytana, bo każdy jest bardzo ciekawy, ale dla mnie nie zmieniło się totalnie nic. Jestem bardzo mocno indywidualistką, ja po prostu wchodzę na trening i robię swoje. A czy na tym treningu będzie 20 osób, czy 50 osób, to ja i tak wyciągam to, co jest najlepsze dla mnie, co trener przekazuje, a komunikuje to cały czas w ten sam sposób. Nic się nie zmienia, po prostu jest więcej osób na sali, więc ani się tej zmiany nie bałam, ani nie robiło to na mnie żadnego wrażenia.
I nie ma żadnej zmiany? Bo myślałem, że jeśli od trenera Tomasza otrzymywałaś ileś komend i podpowiedzi, to teraz siłą rzeczy będzie ich mniej, skoro grono osób, którym musi także poświęcić uwagę, się powiększyło. A może wszystko niweluje większa armia trenerów współpracujących?
- Generalnie trener Tomek zawsze ma parę osób, którym indywidualnie zwraca uwagę, a cała reszta po prostu się podporządkowuje pod trening i robi to, co mówi do ogółu. Może więc te osoby, które były bardzo blisko trenera Tomka, to odczują, aczkolwiek nie mam pojęcia, bo ja po prostu, tak jak wspomniałam, wchodzę na salę, robię swoje i wychodzę. Poza tym właśnie przez to, że doszli do nas chłopaki, dołączyli również nowi trenerzy z kadry męskiej, więc szkoleniowców na treningu jest naprawdę bardzo dużo. Dlatego nie wydaje mi się, by ktoś poczuł się niezaopiekowany, bo po prostu mamy większy wachlarz wyboru trenera, który może nam bardziej podpowiadać i trochę się do nas dopasować. Poza tym niektóre treningi mamy osobno, bo wiadomo, że na przykład treningu siłowego nie zrobimy na małej siłowni w 50 osób. Wtedy jesteśmy podzieleni na grupy damską i męską. Na przykład basen też jest osobno. Tam, gdzie wszyscy się nie pomieścimy, musimy robić treningi osobno. Wydaje mi się, że najwięcej pracy doszło trenerom. Jak wcześniej mieli dwa treningi dziennie, tak teraz czasami mają cztery treningi; jak było 10 par sparingowych, tak teraz mają 25 par sparingowych. I siedzą od rana na sparingach do tak naprawdę drugiego treningu. Uważam, że głównie i najbardziej zmianę odczują trenerzy (uśmiech).
W momencie, gdy wasze kadry zostały połączone i zaczęliście razem trenować, jako kadra kobiet z sukcesami dojrzałyście coś w elemencie przygotowań u chłopaków, czym się zainspirowałyście? A może w drugą stronę, połapałyście się, że facetom coś wybitnie spodobało się w pracy waszej grupy?
- Osobiście mi się wydaje, że jednak chłopaki będą mogli bardzo dużo czerpać od nas, od dziewczyn. Dlatego, że my od początku szłyśmy planem treningowym trenera Tomka. Chłopaki dopiero poznają ten plan, dla nich w ogóle dużo ćwiczeń jest nowych, więc bardziej oni muszą podpatrywać nas niż my ich. Cały program szkoleniowy też się bardzo mocno zmienił u chłopaków i oni o tym właśnie mówią. Teraz uczą się chociażby na siłowni niektórych ćwiczeń, których wcześniej nigdy nie robili. A my w sumie już wykonujemy je od dobrych kilku lat.
- Wydaje mi się, że po prostu mamy prościej, bo my tak naprawdę niczego nie zmieniamy i robimy cały czas to samo. To chłopaki muszą się dostosować trochę pod nas, pod nasz system, pod szkolenie trenera Tomka. Nawet technika im się zmienia. Na pewno jest kilku chłopaków, którzy się troszkę wyróżniają. W sensie, że już mieli podobny styl do tego, jaki prezentuje trener Tomek, więc jest im łatwiej. Ale na przykład trener prosi dziewczyny do pokazywania różnych rzeczy, różnych ćwiczeń technicznych stricte bokserskich, a nie chłopaków.
Ooo, a to ciekawe.
- To może być ten smaczek, o który pytałeś. My po prostu robimy to zawsze i mamy technikę, którą nauczył nas trener Tomek. A chłopaki jeszcze nie do końca... Tam po prostu widać, nawet z perspektywy naszej-dziewcząt, dużo błędów. Choć może nawet to nie są błędy, lecz w boksie chodzi o to, aby zadać cios, a nie zostać trafionym. I to, czy ktoś to stosuje, robi różnicę. My po prostu widzimy tę różnicę pomiędzy szkołą trenera Tomka, a inną szkołą boksu.
Gdy sobie wyobrażałem i wizualizowałem, gdzie trener Dylak będzie szukał największych rezerw u chłopaków, to pomyślałem, iż na pewno nie będzie godził się na walki trochę w stylu zawodowym, czyli cios za cios.
- No nie, on w ogóle takiego stylu nie preferuje. Tak że pewnie troszkę technicznie będzie chciał podszkolić chłopaków, pokazać im swoje myczki treningowe. Jednak przede wszystkim chyba najważniejszą rzeczą, na którą stawia trener Tomek, jest spokój w ringu. I faktycznie, jak teraz obserwuję chłopaków na sparingach czy na treningach, to nie mają tego spokoju. I chyba tutaj jest największa rezerwa, żeby ich podciągnąć, by wygrywali walki.
- Oni są i zawsze byli ambitni, treningi też zawsze robili mocne, więc trzeba poszukać rezerw gdzieś indziej. Ja na miejscu trenera pewnie też najwięcej szukałabym właśnie w głowie. Oni całkiem inaczej się przygotowywali, ale trener bardzo mocno wierzy, że jeżeli zaczną robić to co my, czyli w końcówce przed startami już odpoczywać, da im to po prostu bardzo dużo. Czyli więcej świeżości, będą mieli świeższą głowę i będą bardziej chcieli, co jako suma może zaprocentować. Zobaczymy zaraz w Brazylii w pierwszym starcie, bo te rzeczy, które trener Tomek wprowadza, moim zdaniem już powinno być widać.
Jako kobiety odczuwacie coś takiego, co może nawet nie jest przez chłopaków wyrażane w słowach, że ta sytuacja trochę podrażnia ich męskość? Mam na myśli momenty, gdy wy jesteście proszone do tego, żeby im pokazać jak coś prawidłowo wykonać.
- Wydaje mi się, że nie. Też większość chłopaków jest młodych, więc oni mają świadomość, że my... Ja w sumie jestem najstarsza, więc siłą rzeczy mam większe doświadczenie niż wielu chłopaków. Wiadomo, że boksersko, jeżeli chodzi o siłę ciosu, zawsze będą od nas lepsi. Ale, co jest ciekawe, na przykład ciężary podnosimy podobne, co bardzo mnie zdziwiło. Tak było ostatnio, gdy zrobiłam trening z chłopakami. Ale chcę powiedzieć, że oni wszyscy są bardzo w porządku, nikt tam chyba nie pała do siebie żadną zawiścią.
Czyli atmosfera, krótko mówiąc, jest bardzo w porządku?
- Tak, tak. Każdy robi to, co ma robić i każdy się skupia na sobie. Oczywiście trenujemy razem, ale to jest sport indywidualny i trzeba o tym pamiętać.
Od razu pochwal się zatem, jakie dźwigasz ciężary.
- No właśnie nie jakieś super duże. I już więcej nie będę nic mówić (śmiech).
No tak, bo dopiero to mogłoby panów trochę poruszyć.
- Właśnie (śmiech). Zatem powiedzmy tylko tak, że podnosimy podobne ciężary w niektórych ćwiczeniach.
Ośmieliłaś mnie, bym nazwał cię weteranką tej reprezentacji. Doprecyzujesz swój staż?
- 16 lat.
A z trenerem Tomkiem?
- Od 2022 roku, czyli cztery lata.
Jak przez ten czas postrzegasz szkoleniowca? Trener Dylak dlatego pisał się na rolę "head coacha" i koordynatora obu grup, bo potrzebuje ciągłych bodźców, wyzwań i podnoszenia poprzeczki?
- Myślę, że tak. To jest też trochę w naturze każdego człowieka, że nigdy nie potrafimy powiedzieć sobie stop i ciągle chcemy czegoś więcej. Chcemy więcej zdobywać, więcej mieć i robić większe wyniki. Wydaje mi się, że... Ja już kiedyś rozmawiałam z trenerem Tomkiem, jakoś z dwa lata temu, gdy mówił, że przyszłościowo chciałby przejąć również chłopaków. Więc podejrzewam, że skoro niedawno nadarzyła się taka okazja, to podjął się tego wyzwania. Ciężko mi jest powiedzieć, czy to jest dobra decyzja czy zła. Wydaje mi się, że w perspektywie może nawet nie tych nadchodzących igrzysk olimpijskich, ale lat, na przykład sześciu do 2032 roku, to będzie dobra decyzja, ale zobaczymy.
- Kobiety też są inne niż mężczyźni, więc jakby ten poziom jest zupełnie inny. Moim zdaniem wywalczenie medalu wśród chłopaków może być ciut trudniejsze, ale nie wiem, bo nigdy też jakoś super nie obserwowałam tego, jak walczą i jak wyglądają na tle najlepszych. Zawsze myślałam, że oni są dobrzy, ale potem jeździli na zawody i przegrywali. Nie wiem dlaczego, bo tego nie śledziłam, więc sama jestem ciekawa. Teraz siłą rzeczy razem trenujemy i razem będziemy na tych samych walkach, więc będę mogła sobie poobserwować, bo to też jest dla mnie bardzo ciekawe.
Trener Tomasz Dylak z myślą o Los Angeles, gdy rozmawialiśmy tylko o grupie kobiet, mierzy w co najmniej dwa, a nawet trzy medale. Wy same dążycie do tego, by ławą wejść na olimpijskie podia i reprezentacyjnie zrobić furorę?
- No pewnie, że tak. Gdyby było inaczej, to już na pewno bym nie była w boksie olimpijskim. Mam 30 lat, więc tylko i wyłącznie jestem tutaj dla swoich marzeń oraz dla celu, który sobie postawiłam jako dziecko. I gdybym nie widziała realnej szansy na zdobycie medalu, to po prostu już bym w tym nie była, bo byłoby mi szkoda czasu. Ja bardzo wierzę, że sięgnę tego szczytu.
To będzie twoja ostatnia olimpijska szansa?
- Ogólnie mogłabym dłużej, ale wydaje mi się, że to będzie ostatnia szansa. Czyli po Los Angeles będę kończyła swoją karierę olimpijską, choć może niekoniecznie sportową, bo już mam plany, jak to będzie wyglądało później.
Czyli boks zawodowy?
- Bardzo możliwe. Miałam bardzo duże szanse w Paryżu, nie udało się, ale wierzę w to, że będzie mi dane zdobyć medal w Los Angeles.
Doskonale pamiętam te wszystkie emocje, bo miałem przywilej być w Paryżu. Wątkiem mocno osadzonym w igrzyskach są losy Lin Yu-ting, czyli finałowej rywalki Julii Szeremety, która po 19 miesiącach wróciła do międzynarodowej rywalizacji. Jednak już nie w kategorii twojej koleżanki, tylko poszła w górę, rozpoczynając rozdział w dywizji 60 kg. Można zatem powiedzieć, że bierze na cel kolejną Polkę.
- Ja już walczyłam z jedną z tych dwóch dziewczyn, o których było bardzo, bardzo głośno, więc jedną mam już powiedzmy za sobą. Nie boję się konfrontacji z drugą z tych zawodniczek, to jest po prostu kolejna moja przeciwniczka i tyle. Nie zastanawiam się, nie analizuję. Jeżeli przyjdzie mi z nią walczyć, to ułożymy taktykę tak, żeby wygrać.
Trzeba będzie wziąć pod uwagę to, co widzieliśmy na ringu w Paryżu, że być może jest nieco ponadprzeciętnie silna fizycznie. I gdyby dochodziło do walk z nią, byłoby wielkim wyzwaniem, aby przeciwstawić się jej naturalnym walorom.
- Nie sparowałam z nią, więc nie mam pojęcia, czy ona boksuje mocno, czy nie. Z tego, co pamiętam, to jest dosyć wysoka, szybka i była dobrą kontrbokserką, ale właściwie ja też jestem kontrbokserką, więc nie mam z tym problemu. Boksowałam też w wyższej kategorii wagowej, z bardzo silnymi dziewczynami, więc też nie boję się siły ciosu mojej przeciwniczki. Na pewno będzie fajnie się z nią zmierzyć w ringu i mam nadzieję, że w takim razie stanie się to jak najszybciej.
Mówiąc o drugiej z tych dziewczyn, masz oczywiście na myśli Algierkę Imane Khelif.
- Tak. Walkę stoczyłyśmy bodajże w 2023 roku i niestety z nią przegrałam.
W tamtej walce dało się odczuć przewagę rywalki wynikającą z fizyczności?
- Wtedy boksowałyśmy w wadze 63 kg i to była walka dla niej. Ona wygrała 5-0, ale nie czułam tam bardzo dużej dysproporcji pomiędzy przeciwniczką, a mną. Natomiast kiedy spotkałyśmy się w wadze 66 kg, co prawda tylko na sparingu, to już zrobiło trochę różnicę. To niby tylko 3 kg, ale jednak zawsze, tym bardziej na sparingu, gdzie dziewczyny pewnie mają więcej kilogramów niż na samych zawodach. A pamiętam, że ja ważyłam około 63 kg, więc różnica wagowa była spora. Wtedy faktycznie mogłam odczuć tę siłę ciosu. Wydaje mi się też, że im większa waga, tym dysproporcja siły jest dużo większa niż w niższych kategoriach wagowych.
Życzę wspaniałego startu w Brazylii, jak przystało na miano wiceliderki rankingu światowego w dywizji 60 kg.
- Dziękuję serdecznie.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl













