Polka obroniła pas mistrzyni Europy. Nie do wiary, jak potraktowali ją Francuzi
Jaśmina Zapotoczna po raz pierwszy obroniła tytuł mistrzyni Europy w wadze muszej, jednak triumf we francuskim Charleville-Mezieres okazał się dla niej równie gorzki, co cenny. Polska pięściarka opowiedziała o stronniczym sędziowaniu i nie fair zachowaniu gospodarzy, które towarzyszyły jej od pierwszych chwil pobytu we Francji.

Jaśmina Zapotoczna coraz odważniej stawia kolejne kroki w zawodowym boksie. Zawodniczka z Opolszczyzny wdarła się na europejski szczyt w spektakularnym stylu, gdy 7 marca w Londynie sensacyjnie pokonała faworyzowaną Chloe Watson i zdobyła pas mistrzyni Europy wagi muszej. Dla wielu była to niespodzianka, ale dla niej samej - pierwszy, niezbędny krok w drodze do marzenia, jakim jest walka o mistrzostwo świata. Już w marcu podkreślała, że zanim pomyśli o globalnym tytule, chce najpierw obronić zdobyty pas.
Na realizację tego planu nie musiała czekać długo. W listopadzie stanęła do pierwszej obrony mistrzostwa Europy, a jej rywalką była Justine Lallemand. Panie zmierzyły się w rodzinnym mieście Francuzki, a walka od początku układała się po myśli Zapotocznej. Polka kontrolowała przebieg pojedynku, wygrywała wymiany ciosów i konsekwentnie narzucała rywalce własne tempo. Szczególnie imponująca była dziewiąta runda, w której polska pięściarka dosięgnęła Francuzki dwoma mocnymi prawymi prostymi po kontrze i była o krok od zakończenia starcia przed czasem. Lallemand przetrwała jednak kryzys dzięki klinczom i cofaniu się na liny. Choć według trenera Polka mogła stracić maksymalnie trzy z dziesięciu rund, werdykt okazał się zaskakująco wyrównany.
Jaśmina Zapotoczna obroniła pas mistrzowski. Tak potraktowali ją we Francji
To właśnie punktowanie oraz atmosfera wokół gali stały się dla Zapotocznej najbardziej gorzką częścią francuskiej wyprawy. Pięściarka już przed walką przyznawała, że obawia się stronniczości, choć liczyła, że nadzór organizacji EBU zapewni uczciwość. Rzeczywistość okazała się inna.
Jak ujawniła teraz w rozmowie z "Faktem", przez cztery dni ona i jej sztab byli narażeni na rozmaite próby wytrącenia z równowagi - od drobnych uszczypliwości po zachowania, które określiła jako mijające się z zasadami fair play.
"To, co działo się przed walką i po werdykcie, było ohydne i mijające się z fair play. Moja noga na zawodowym ringu we Francji już więcej nie postanie, a tym bardziej na jakiejkolwiek gali organizowanej przez tego "promotora". Przez cztery dni próbowali nas zdekoncentrować, złamać, jakkolwiek to nazwać, ale mnie ciężko wyprowadzić z równowagi" - ogłosiła pięściarka.











![Raków Częstochowa - Zrinjski Mostar. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000M1THMD27VR8WS-C401.webp)
